W wiodących mediach obowiązuje przekaz, że mówienie o zamachu w Smoleńsku jest podłe, że to gra na najniższych ludzkich instynktach budująca podziały w naszym społeczeństwie i zachęcająca do agresji. Powszechność tego kontrowersyjnego poglądu świadczy o intelektualnej mizerii medialnych narracji, ich odbiorców i konstruktorów. Jak inaczej wytłumaczyć forsowanie tak nieprzystającej do rzeczywistości bzdury. Znam wiele mądrych, szlachetnych i łagodnych ludzi, którzy deklarują swoje przekonanie o zamachu. Najwięcej agresji wykazywały w tej sprawie jak dotąd chyba modlące się na Krakowskim Przedmieściu staruszki pokazywane, potem w spocie wyborczym PO.
Na czym polegać miałaby podłość deklarowania tej postawy. Mogę jej tylko doszukać się w pomawianiu o zamach rządzących Rosją post-KGB-istów, bo to oni są najczęściej wskazywanymi sprawcami. Osobiście nie pomawiam nikogo i bliskie są mi słowa Abp Michalika „Żeby o kimkolwiek, największym nawet wrogu, powiedzieć tak mocne słowa, trzeba znać fakty, mieć pewność. Tymczasem tej pewności nie ma. Dlatego ci, którzy posługują się takimi teoriami i hasłami robią sobie i tragedii smoleńskiej największą szkodę!” Niejednokrotnie krytykowałem zamachowe narracje PiS, jako szkodzące tej partii i pośrednio Polsce. Nigdy jednak nie używałem tu argumentów natury moralnej. Czy jednak samo branie pod uwagę możliwości dokonania przez post-KGB-istów zamachu jest podłym pomówieniem? Czy można założyć, że nie byliby oni w żadnym wypadku zdolni do takiej zbrodni? Czy to nie są przypadkiem ci sami ludzie, którzy wcześniej napadli na Gruzję, zlecali mordowanie dziennikarzy i byli poważnie podejrzewani o dokonywanie zamachów terrorystycznych na własnych obywatelach, żeby przejąć władzę? Czy tego typu rozważania, powszechne przed katastrofą smoleńską, też były podłe? Wreszcie, czy jest czymś podłym podejrzewanie o zamach ludzi, którym najwyraźniej zależy na tym, żeby ich o to podejrzewać, bo przynosi im to polityczne korzyści? Jak inaczej wytłumaczyć brak wspólnego rzetelnego śledztwa, niszczenie i mycie wraku, przetrzymywanie go wraz z czarnymi skrzynkami, obrażające godność Polaków fałszywe pomówienia Lecha Kaczyńskiego i gen. Błasika na konferencji MAK i wiele innych ich działań zwiększających wiarę Polaków w możliwość zamachu? Czy to nie głupie nazywać podłym kogoś, kto podejrzewa tych którym najpewniej zależy na tym, żeby być podejrzanymi?
Bardziej lub mniej zdecydowane przekonanie o zamachu deklaruje ok. 30% Polaków. Czy nazywanie ich ludźmi podłymi lub chorymi z nienawiści jest moralne? A same narracje polityczne. Gdy Jarosław Kaczyński mówił o zbrodni po ujawnieniu śladów materiałów wybuchowych na wraku lub później oceniał tę możliwość na 99%, to czy rzeczywiście zachował się podle? Czy przekazał jakąś nową nieprawdziwą informacje na ten temat? Wprowadził kogoś w błąd czy podzielił się tylko swoim przekonaniem? Kogo oszukał i w jaki sposób? Kogo pomówił?
Przyjrzyjmy się jeszcze skutkom owych deklaracji. Czy znalazł się jakiś człowiek, którego popchnęły one do jakiejś zbrodni? Oczywiście nie można tego wykluczyć w przyszłości. Oceńmy jednak stan obecny. Mamy Cybę, który zabił z powodu oskarżeń Lecha Kaczyńskiego o spowodowanie katastrofy, które dominowały wtedy w przestrzeni publicznej i Brunona K. który katastrofę nazywał wypadkiem i pisał „Moralna odpowiedzialność za wypadek ciąży na Jarosławie”.
Nie mamy zatem żadnych przesłanek, żeby uważać, że politycy deklarujący swoje przekonanie o zamachu mogą kogoś popchnąć do zbrodni. Społeczeństwo bardziej dzielą ci, którzy tego typu deklaracje nazywają zbrodniczymi, a ludzi ich składających nazywają podłymi lub chorymi z nienawiści. Stosunek do hipotezy zamachu rzeczywiście dzieli Polaków. Nie wynika to jednak z samej jego natury, tylko z całej toczącej się wokół niego propagandy. Jednym Polakom wmawia się, że ci inni, którzy deklarują przekonanie o zamachu są podli lub chorzy psychicznie. W ten sposób dokonuje się ten głęboki podział. Mainstremowe media robią zatem to co same zarzucają Macierewiczowi czy Kaczyńskiemu. Pod sztandarami pokoju, rozsądku i odpowiedzialności. Jak w starym dowcipie z książki Bukowskiego: „Przychodzi Żyd do rabina i pyta. – Rabbi tyle niepokoju na świecie. Powiedz będzie wojna czy nie? - Wojny nie będzie ale będzie taka walka o pokój, że kamień na kamieniu nie zostanie.”
Prawdopodobnie zarządzający tymi narracjami wiedzą, że te moralne nuty są naciągane. Dlatego sprzedają kłamstwo, że o zamach jego zwolennicy oskarżają Tuska. Tego typu niemoralne i głupie oskarżenia rzeczywiście pojawiają się czasem. Nigdy jednak nie padły z ust polityków wbrew medialnym przekazom, a i wśród zwolenników hipotezy zamachu stanowią margines. Jeśli ich popularność rośnie to najpewniej również bardziej z powodu mediów, które „informują”, że „to już niemal oficjalne stanowisko PiS” (cytuję z pamięci Olejnik z radia Zet). Tego typu komunikaty zachęcają do deklarowania tych przekonań. Naciąganie używanych przez polityków ostrych słów o zdradzie czy zaprzaństwie oczywiście ułatwia mediom to kłamstwo. Nie zmienia jednak faktu, że jest to kłamstwo. Zdrada i zaprzaństwo nie muszą oznaczać oskarżenia o udział w zamachu. Słyszałem je dawno temu w TV z ust Macierewicza jako ostrą ocenę postawy przyjętej przez rząd po katastrofie, a nie jako oskarżenie o udział w zamachu. Paradoksalnie w budowaniu idiotycznego przekonania, że Tusk brał udział w zamachu znacznie większy udział mają zatem prorządowe media niż Macierewicz. Bo właśnie taki obraz „zamachowców” najbardziej pasuje zarządzającym tymi mediami.
Kochajmy wierzących w zamach, kochajmy wierzących, że go nie było, kochajmy podkreślających, że nie wiedzą czy był (takich jak ja). Wyłączmy te wredne telewizory i kochajmy się wszyscy.:)



Komentarze
Pokaż komentarze (30)