Takie dziwne pytanie przyszło mi do głowy po przeczytaniu informacji o tym, że Sikorski prosi UE o interwencję w sprawie wraku Tu154? Informacja ta wskazuje na jakiś przełom w tratowaniu przez rząd sprawy katastrofy. Niedawne znalezienie na wraku śladów materiałów wybuchowych i konieczność pozostawienia ich próbek w Rosji, w zestawieniu z tą informacją, rodzą podejrzenie, że może i ekipa Tuska zaczęła brać zamach znacznie poważniej pod uwagę niż wynika to z jej propagandy. Po co im wrak skoro katastrofa została wyjaśniona i po co im demonstrowanie swojej bezradności wobec Rosji i angażowanie UE w sprawę, w którą wcześniej nie chcieli jej angażować? Może zaczynają dystansować się od naszych wschodnich przyjaciół? Może szykują nową linię propagandową na wypadek, gdyby to rzeczywiście był zamach? Wykonują ruchy, które miałyby ich uwiarygodnić.
Czy w przypadku wykrycia zamachu los Tuska i jego ekipy byłby rzeczywiście przesądzony? Niekoniecznie. Dzielny rząd ze swoimi służbami pod przykrywką uległości wobec Rosji prowadził tajne badania i wykrył zamach. Dzięki przyjętej taktyce mógł wyciągnąć od Rosjan informacje, które były niedostępne robiącej wiele hałasu opozycji. Czy przy tak domkniętym systemie medialnym niemożliwe byłoby przeforsowanie takiej narracji? Czy konsumenci mainstreamu nagle odzyskaliby zaufanie do Kaczyńskiego i Macierewicza?
Moim zdaniem ekipa Tuska powinna już dawno zostać zmieciona ze sceny z powodu postawy przyjętej wobec Rosjan zaraz po katastrofie i z powodu sposobu potraktowania jej ofiar. Niezależnie od tego jaka była przyczyna. Skoro nic takiego się nie stało, to dlaczego miałoby stać się w przypadku ewentualnego zamachu?



Komentarze
Pokaż komentarze (50)