W jednej ze swoich niedawnych notek, Ksiądz Krzysztof Mądel nazwał siebie żartobliwie „psem na zamach”. Postanowiłem pójść za poetyką tego trafnego określenia z nadzieją, że Księdza nie obrażę.
Takich „psów na zamach” mamy bardzo dużo w s24 i nie tylko. Pilnują swego domostwa przed tym strasznym zamachem wiernie i z ogromny zaangażowaniem. Gdy tylko pokaże się jakaś informacja uprawdopodabniająca tę hipotezę, to zaczynają ujadać ze wszystkich sił. Podobnie obszczekany zostaje każdy uczony, polityk czy publicysta, który przyzna się do brania tej możliwości pod uwagę. Zaraz podważone są jego kompetencje, uczciwość czy nawet zdrowie psychiczne.
Dopóki „psy na zamach” uwiązane są na łańcuchu, nie przeszkadzają mi specjalnie. Pisane przez Księdza Mądela z pełnym przekonaniem, infantylnie entuzjastyczne oceny obecnego stopnia wyjaśnienia przyczyn katastrofy, można tylko potraktować z przymrużeniem oka. Jako taką psychologiczną ciekawostkę. Niestety wiele z owych psów pozrywało się z łańcuchów, gryząc niewinnych przechodniów. Rzucały się szczególnie bezlitośnie na niektóre ofiary katastrofy i do gardeł ludzi pogrążonych w smutku po ich stracie. A to zmyślą jakichś „debeściaków”, a to jakichś generałów w kokpicie, dorabiając im nawet imiona, a to zaczną szukać klucza do katastrofy w wyimaginowanej treści rozmowy braci Kaczyńskich. Wszystko w imię walki z tym strasznym zamachem. Walki, która niby wszystko może usprawiedliwić. Niestety tym łańcuchowym też najczęściej wydaje się, że w walce z zamachem wszystko jest dozwolone i nie przeszkadza im, gdy inne psy gryzą niewinnych.
Według tradycji, w wigilię o północy zwierzęta mówią ludzkim głosem. Zajrzę wtedy do s24. Może znajdzie się jakiś łańcuchowy „pies na zamach”, który ludzkim głosem przemówi do swoich pozrywanych z łańcuchów towarzyszy? A może nawet jakiś zerwany z łańcucha napisze po ludzku „Przepraszam”?



Komentarze
Pokaż komentarze (7)