Pisał będę o upublicznionej wypowiedzi Seremeta, przy świadomości, że jest ona niemal kopią wcześniejszego wystąpienia Artymiaka na posiedzeniu Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka 5 grudnia 2012 r. Nawiasem mówiąc, zbieżność tych dwóch komunikatów pokazuje jak bardzo prokuratura pilnuje się w swoich przekazach do opinii publicznej, jak reglamentuje informacje i z jakim trudem jej to przychodzi.
Wystąpienie Seremeta skoncentrowane było na dość jałowym forsowaniu kontrowersyjnej opinii, że wskazanie trotylu przez detektory nie oznacza jeszcze jego obecności i tę mogą potwierdzić dopiero badania laboratoryjne. Przy okazji jednak wyjaśnił jedną ważną sprawę i (najpewniej niezamierzenie) postawił w centrum uwagi inną równie ważną, której nie wyjaśnił.
Zacznę od tego co wyjaśnił. Dowiedzieliśmy się mianowicie, że strona polska do jesieni tego roku nie dysponowała żadnymi wiarygodnymi ekspertyzami pirotechnicznymi. Seremet wymienił dwie ekspertyzy przeprowadzone od początku do końca przez Rosjan i jedną opinię Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii z dnia 23.06.2010 r. Jest jasne dlaczego opinieUrzędu Spraw Wewnętrznych w Smoleńsku (z 12.04.2010) i Centrum Kryminalistycznego MSW Federacji Rosyjskiej (z 23.04.2010) nie stanowiły zadowalających nas dowodów w sprawie. Warto natomiast przyjrzeć się dlaczego polskie badanie 8-miu próbek ze Smoleńska uznane zostało za niewystarczające. Seremet nie mówi tego wprost, jednak z kontekstu wynika, że próbki te zostały zebrane przez Rosjan.
„Próbki zabezpieczono z przedmiotów, które zostały odnalezione na miejscu katastrofy bezpośrednio po jej zaistnieniu, a następnie, po przeprowadzeniu ich oględzin przy udziale przedstawicieli polskich organów ścigania, jeszcze na miejscu katastrofy przekazane stronie polskiej.”
Wynika stąd, że o udziale przedstawicieli Polski można mówić dopiero przy oględzinach, a nie przy pobieraniu i selekcji tych próbek. Nic zatem dziwnego, że opinia WIChiR nie została uznana za dostateczną. To wyjaśnienie Seremeta daje dramatyczny obraz ograniczeń strony polskiej (w tym również KBWL) w dostępie po katastrofie do najważniejszych dowodów.
Dopuszczenie naszych śledczych do badań wraku i miejsca katastrofy jesienią tego roku, mogłoby zmienić ten obraz, gdyby nie konieczność pozostawienia najważniejszego materiału dowodowego w Rosji. Niestety Seremet nigdzie nie wyjaśnił dlaczego zebrane próbki nie powróciły razem ze śledczymi do Polski. Wiemy tylko, że Rosjanie oddali je dopiero 5 grudnia. Zamiast informacji w tej sprawie mamy zapewnienie:
„Informuję, że sposób zabezpieczenia próbek uniemożliwia zewnętrzną ingerencję w materiał badawczy, bez pozostawienia oczywistych śladów takiej ingerencji. Jest to procedura standardowa, typowa w postępowaniu karnym sposób zabezpieczenia materiału dowodowego. W trakcie przejmowania w Rosji materiału dowodowego w dniach 3-5 grudnia b.r. prokurator i biegły skrupulatnie sprawdzali stan zabezpieczenia próbek, nie stwierdzili żadnych śladów mogących wskazywać na ich naruszenie.”
Oczywiście fakt, że biegły i prokurator nie stwierdzili takich śladów, jest o wiele mniej wartościowym potwierdzeniem autentyczności tych próbek niż przywiezienie ich z miejsca katastrofy prosto do Polski. Na wyniki ich badań czekamy w tej sytuacji bez przekonania, że rozstrzygną one jednoznacznie sprawę ewentualnych wybuchów. Seremet nie wyjaśnia, czy już we wniosek o międzynarodową pomoc prawną z 3.08.2012 r wpisane było takie ograniczenie, czy też położenie przez Rosjan ręki na tych próbkach zaskoczyło polskich śledczych. Nie znamy kulis tej sprawy, chociaż rzeczowe jej wyjaśnienie mogłoby uspokoić opinię publiczną bardziej niż przekonywanie o zawodności detektorów. Dlatego przemilczanie tej sprawy przez Seremeta należy traktować jako brak uspokajających informacji.
Narzucają się w tej sytuacji dwa wyjaśnienia. Pierwsze, to zabranie próbek przez Rosjan w celu ich sfałszowania. Drugie, to celowa gra Rosjan na utrzymanie przekonania znacznej części polskiej (i nie tylko) opinii publicznej, że tak było. Bardziej skłaniam ku tej drugiej możliwości pamiętając jednak, że nie wyklucza ona pierwszej.



Komentarze
Pokaż komentarze (27)