j.k.50 j.k.50
2473
BLOG

Jutro rocznica ujawnienia prawdy o gen. Błasiku

j.k.50 j.k.50 Polityka Obserwuj notkę 45

12-tego stycznia 2012 dowiedzieliśmy się, że przedstawione wcześniej dowody na obecność gen. Błasika w kokpicie okazały się nieprawdziwe. Jako pierwszy napisał o tym Cezary Gmyz w Rzeczpospolitej. Po kilku dniach potwierdził to rzecznik PW na oficjalnej konferencji. Opinii publicznej udostępniony został też stenogram IES. Porównanie go z wcześniejszym stenogramem KBWL praktycznie wyklucza możliwość obecności gen. Błasika w kokpicie, co wyjaśniłem w tej notce.

Naturalnymi konsekwencjami ustaleń IES powinny być: rzetelna debata na temat wcześniejszych nieprawdziwych informacji, anulowanie ich negatywnych konsekwencji, przełom w stosunku Polaków do tej sprawy, zadośćuczynienie ze strony osób i ośrodków opiniotwórczych zaangażowanych w szkalowanie generała, międzynarodowa kampania informacyjna rządu obalająca wymierzony w polską rację stanu fałszywy przekaz Anodiny. Niestety nic takiego się nie stało. Jedynie Edmund Klich bąknął jakieś „przeprosiny” zastrzegając przy tym, że i tak uważa, że gen. Błasik był w kokpicie. KBWL w wyniku decyzji premiera nie wznowiła prac. Nie wystosowała też żadnego sprostowania swojego oczywistego błędu i żadnych przeprosin. Rząd nie zrobił w ciągu ostatniego roku nic, żeby świat dowiedział się, że gen. Błasika nie było w kokpicie. Najwięksi producenci nacisków gen. Błasika zamiast przeprosin zareagowali kampanią zakłamywania tej sprawy, która trwa do dziś. Trzeba niestety stwierdzić, że kampanii skutecznej. Wystarczy porównać komentarze sprzed roku i dzisiejsze. Ekspertyza IES była długo oczekiwana jako ważna i w pierwszej reakcji tak została potraktowana. Dziś w głównym nurcie medialnym albo się ją przemilcza, albo bagatelizuje. Sprawę obecności gen. Błasika w kokpicie traktuje się jako nierozstrzygniętą lub nawet wprost sugeruje się, że tam był.

W rocznicę upublicznienia ustaleń IES warto przypomnieć jak i dlaczego gen. Błasik „pojawił się” w kokpicie. Warto też wyjaśnić dlaczego rządzący i wspierające je media utrzymują to kłamstwo.

Generała Błasika wprowadzono do kokpitu w programie TVN Teraz My 24.05.2010. Odbyło się to niedługo po upublicznieniu rosyjskiego stenogramu, w którym nie przypisano gen. Błasikowi żadnej wypowiedzi. Pojawia się tam tylko jeden enigmatyczny zapis „głos w tle czytania karty – gen. Błasik”. Nie było w tym czasie żadnych innych oficjalnych dokumentów i ustaleń. Rosjanie sfabrykowali tylko maleńki, problematyczny, łatwy do obalenia ślad – głos w tle, który nie wyartykułował żadnego wyrazu i mimo to został przypisany konkretnej osobie. Prawdopodobnie chcieli, żeby kampania pomówień generała została zainicjowana w Polsce. W każdym razie tak właśnie się stało. Zainicjowali ją: zarządzający stacją TVN, Sekielski, Morozowski i Edmund Klich.

Z jednej strony generał był naturalną ofiarą pomówień. Wśród pasażerów nie było drugiej osoby, która nadawałaby się do tego lepiej niż Dowódca Sił Powietrznych. Był pilotem i przełożonym, co uprawdopodabniało możliwość jego obecności w kokpicie i wywierania presji. Z drugiej jednak strony był ofiarą postronną. Głównym celem ataku był przecież tragicznie zmarły prezydent. Naciski Lecha Kaczyńskiego na lądowanie w Smoleńsku w centrum naszej debaty publicznej pojawiły się już 24.04.2010 za sprawą GW, której redaktorzy przypominając tzw. „incydent gruziński” „nie rozstrzygali” czy to naciski na załogę były przyczyną katastrofy (por. Moją definicję GW). Oczywiście wiele elementów tej kampanii pojawiło się wcześniej. Np. już 10 kwietnia dostaliśmy „informację” o czterech podejściach do lądowania. Kampania naciskowa, choć oparta na insynuacjach i spekulacjach okazała się bardzo skuteczna. Duża grupa Polaków uznała wtedy za pewnik, że dowody owych nacisków są tylko kwestią czasu. Tymczasem stenogram MAK ich nie przyniósł. Każdy kto przeczytał go ze zrozumieniem, nie miał wątpliwości, że dowodów na naciski już nie będzie. Skąd bowiem mogłyby pochodzić jeśli nie z rosyjskiego odczytu czarnych skrzynek? Propagatorzy nacisków robili co mogli, żeby to zakłamać. Potrzebna była wtedy jakaś spektakularna informacja, odwracająca uwagę od oczywistego braku dowodów na naciski i pozostawiająca nadzieję na dalsze rozgrywanie tej sprawy. Pojawienie się gen. Błasika w kokpicie znakomicie spełniało te warunki i takie jest narzucające się wyjaśnienie tego, że go tam wprowadzono.

Po „znalezieniu się” w kokpicie gen. Błasik stał się głównym bohaterem mediów i ofiarą dalszych pomówień. Pojawiły się liczne nieprawdziwe informacje mające uprawdopodobnić jego presję na pilotów. Posadzono go za sterami samolotu, wymyślono jego kłótnię na lotnisku z Arkadiuszem Protasiukiem, sfabrykowano wypowiedź „jak nie wyląduję to mnie zabije” będącą ewidentnym „dowodem” presji. Głównym producentem tych newsów była stacja TVN, o której można powiedzieć, że wyspecjalizowała się wtedy w gen. Błasiku. Skutkiem tej kampanii było zbudowanie nienawiści milionów Polaków do generała, którego jedyną „winą” było to, że był jednocześnie pasażerem tego lotu i Dowódcą Polskich Sił Powietrznych. Z s24 i nie tylko wiem, że większość Opętanych 2010 nienawidzi go tak samo jak Lecha i Jarosława Kaczyńskich.

To sklejenie nienawiści do generała z nienawiścią do braci Kaczyńskich jest jednym z głównych powodów, dla których szkalująca go kampania nie została przerwana po opublikowaniu stenogramu IES. Generał stał się „pisowcem”. Oczyszczenie go z zarzutów mogłoby skutkować również złagodzeniem stosunku do braci Kaczyńskich. Budowanej naciskami na lądowanie nienawiści nie można było nadkruszyć, bo rządzący i ich akolici są jej zakładnikami, jak wyjaśniałem kiedyś w tej notce. Drugim powodem podtrzymywania kłamstwa o gen. Błasiku jest troska jego autorów o własną pozycję i bezpieczeństwo. Zderzenie prostej i klarownej prawdy, że generała nie było w kokpicie z wyprodukowanymi przez nich wcześniej „informacjami” było i jest dla nich groźne. Dlatego muszą sprawę zamazywać, przedstawiać jako nierozstrzygniętą, spychać w sferę niedomówień i zapomnienia. Czy np. TVN mogłaby przeprosić za umieszczenie gen. Błasika w kokpicie, sadzanie go za sterami Tupolewa i liczne inne fałszywe informacje na ten temat? Prawda, że trudno to sobie wyobrazić? Trwanie w kłamstwie i liczenie na słabą pamięć Polaków wydają się jedynym jej wyjściem.

Na osobną uwagę zasługuje postawa przyjęta przez KBWL. Sprostowanie przez nią oczywistego błędu i wykreślenie gen. Błasika z raportu nie miałoby żadnego wpływu na jej ustalenia przyczyn katastrofy. Podkreślali to i Jerzy Miller i dr Maciej Lasek tłumacząc dlaczego komisja nie powraca do tej sprawy. Pewnie nie byli świadomi, że tym samym obnażyli polityczne uwarunkowanie komisji. Mogli naprawić błąd, który nie miał merytorycznego znaczenia dla wyjaśnienia katastrofy, miał natomiast ogromne konsekwencje moralne i polityczne. Pozostali przy nim zamieniając go tym samym w kłamstwo, a komisję w narzędzie propagandy, co znajduje pełne potwierdzenie w obecnej działalności dr Laska.

W traktowaniu sprawy gen. Błasika przez główny nurt polityczno-medialny najjaskrawiej uwidacznia się obecny stan naszego państwa i debaty publicznej. Rok po ujawnieniu ustaleń IES ten stan jest gorszy niż wtedy. Kłamstwo dominuje. Czy już zawsze tak będzie?

j.k.50
O mnie j.k.50

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (45)

Inne tematy w dziale Polityka