W filmie widzimy lecący samolot, w którym kpt. Protasiuk jest drugim pilotem i słyszymy o naciskach prezydenta na lądowanie w Tbilisi. Dzielny dowódca (kpt. Pietruczuk) odmawia, co łamie mu karierę. Już nigdy nie będzie latał z VIP-ami. To wydarzenie miało wpłynąć na smoleńską decyzję Protasiuka o wykonaniu zejścia do 100 metrów.
Każdy, kto choć trochę interesował się tą sprawą wie, że wszystko w tym przekazie jest fałszywe. W czasie lotu do Gruzji nie było żadnych nacisków na lądowanie w Tbilisi. Prezydent naciskał na zmianę celu podróży w czasie postoju samolotu na lotnisku. Zanim pilot wystartował przekazał mu, że skoro nie można nic zrobić, ma lecieć zgodnie z planem do Gandżi”. Po „incydencie” Pietruczuk wielokrotnie latał z prezydentem i ten nigdy nie wracał do sprawy. Wreszcie za postawę w czasie tamtych wydarzeń został odznaczony przez szefa MON srebrnym medalem za zasługi dla obronności.
Bardziej prawdopodobne jest, że twórcy filmu zostali wprowadzeni w błąd niż, że celowo kłamali. Przez kogo? Nie rozstrzygam, chociaż zwracam uwagę, że jedynym polskim dziennikarzem występującym w tym filmie jest Konstanty Gebert (Dawid Warszawski) i przypominam moją definicję Gazety Wyborczej - fachowców od „nie rozstrzygania”. Dlaczego Kanadyjczycy tak łatwo dali się oszukać? Dlaczego nie zbadali tej sprawy dokładniej i zamieścili w filmie nieprawdziwe informacje?
Oprócz złej woli trzeba wziąć pod uwagę, że bez tych nieprawdziwych informacji przywoływanie incydentu gruzińskiego w kontekście decyzji kpt. Protasiuka o zejściu do 100 m jest pozbawione sensu. Jeśli w niezafałszowanym incydencie można doszukać się jakiegoś wpływu na kpt. Protasiuka to dokładnie przeciwnego do sugerowanego w filmie, co wyjaśniłem kiedyś w tej notce. Nawet Forrest Gump dostając rzetelną informację o tej sprawie nie dałby sobie wmówić, że mogła ona spowodować decyzję o schodzeniu do 100 m pod Smoleńskiem. Pewnie biednym kanadyjskim głupkom nie mieściło się w głowie, że sami Polacy mogą kłamać i manipulować, żeby obciążyć fałszywą odpowiedzialnością swojego tragicznie zmarłego prezydenta i dlatego tak łatwo dali się oszukać, nie sprawdzając u źródeł jak to było z owymi „naciskami na lądowanie w Tbilisi”.
Może pochopnie nazwałem ich głupkami, bo czy zdarzyła się kiedyś w jakimkolwiek innym kraju podobna historia do naszej? Może to Kanadyjczycy, którym coś takiego nie mieści się w głowie są bardziej normalni od Polaków, którzy do tego przywykli, dalej kupują GW i oglądają TVN? Niemniej jednak powinni zbadać sprawę roli jaką odegrała GW w budowaniu najbardziej absurdalnej i niemoralnej spiskowej teorii ze wszystkich jakie pojawiły się w Polsce po katastrofie i nie powinni robić z jej współpracownika głównego komentatora filmu.



Komentarze
Pokaż komentarze (210)