Przedwczoraj zgłosiłem Administracji S24 nadużycie w sprawie tego komentarza Księdza Mądela zawierającego oczywistą nieprawdę krzywdzącą ofiary katastrofy smoleńskiej:
„W kokpicie nie było generała Błasika, ale z dostępnych danych wynika, że było tam dwóch generałów, z których jeden miał na imię Tadzio, a drugi to najprawdopodobniej Błasik…”
Oczywiście można by szukać usprawiedliwienia w tym, że cytowane zdanie jest pozbawione sensu (w części dotyczącej samego gen. Błasika). Jednak sprawa obecności generałów w kokpicie jest w nim przedstawiona jednoznacznie. Gdyby ktoś miał jednak wątpliwości, to zaraz potem w tym samym komentarzu jest napisane:
„Reasumując, nie mamy całkowitej pewności, że kokpicie był gen. Błasik, ale mamy pewność, że było tam dwóch generałów, z których jeden to prawdopodobnie Buk, a drugi to prawdopodobnie Błasik.”
Pod tą samą notką (Grzegorza Wszołka) Ksiądz zamieścił następnego dnia komentarz z bardziej wyważoną opinią i próbą usprawiedliwienia:
„…ze spokojnym sumieniem możemy powiedzieć, że obecność Błasika jest prawdopodobna, a obecność dwóch generałów jest prawdopodobna jeszcze bardziej, choć i ona nie jest potwierdzona z tą samą pewnością, co np. obecność min. Kazany i jednej z pań stewardes."
Nie wiem czy był to skutek mojego zgłoszenia, o którym Księdza poinformowałem. Jeśli tak to niezadowalający, ponieważ Ksiądz nie odwołał wcześniejszych słów. Zło nie zostało naprawione. Można najwyżej uznać, że Ksiądz zrozumiał, że napisał nieprawdę i uznał, że trzeba o tej sprawie pisać inaczej.
Przyjrzyjmy się Księdza argumentacji oraz hipotezom, które rozwija po przyjęciu założenia, że w kokpicie byli generałowie.
Jako całe uzasadnienie obecności generałów w kokpicie pisze:
„Ekspertyza krakowska ma jednak inny charakter niż wcześniejsze, bo jest prowadzona na użytek sądu, a więc miejsca, w którym orzeka się o czyjejś odpowiedzialności karnej, a tego nie można orzekać w oparciu o prawdopodobne jedynie przesłanki. Jeśli zatem eksperci Inst. Shena nie mieli całkowitej pewności kto jest autorem danej wypowiedzi, o opisywali ją jako nierozpoznaną, tymczasem ekspertyzy wykonywane na użytek komisji badania wypadków lotniczych tworzone są o jakiekolwiek przesłanki, także te słabe i najsłabsze, żeby w konsekwencji móc odtworzyć całość zdarzenia.”
To prawda, z której należy jednak wyciągnąć wniosek dokładnie przeciwny niż Ksiądz, jeśli weźmie się pod uwagę fakty. Tylko IES odczytał słowo (generałowie(?)) stanowiące ową słabą przesłankę. Nie ma go ani w stenogramie MAK, ani KBWL. W stenogramach nie ma też żadnych słów przypisanych jakimkolwiek generałom (poza oczywistymi błędami KBWL obalonymi przez IES) oraz wskazujących, że były do jakiegoś generała skierowane. Zresztą cała sprawa „generałów w kokpicie” została wymyślona po ekspertyzie IES. Wcześniej mówiło się tylko o generale Błasiku. Ani MAK, ani KBWL na podstawie owych „najsłabszych przesłanek” nie stwierdziły obecności generałów w kokpicie. Tym bardziej nie stwierdziła ich PW na podstawie ekspertyzy IES. Nie ma w tym nic dziwnego, bo słowo to zostało wypowiedziane tylko „prawdopodobnie” i jeśli przyjmiemy, że rzeczywiście zostało wypowiedziane, to świadczyłoby tylko o tym, że ktoś w kokpicie lub jego pobliżu mówił o jakichś generałach. To samo dotyczy słowa (Tadek(?)). Generałów w kokpicie (zwłaszcza gen. Buka) wymyśleć musiał zatem ktoś inny i oszukać potem Księdza Mądela (i wiele innych osób).
Hipotezę o generałach Ksiądz rozwija następująco:
„Nikt ich tam nie zapraszał, załoga jest zdziwiona ich obecnością i każe im usiąść. Z tyłu kabiny są dwa wolne fotele, jeden nawigatora (który przesiada się do lądowania na fotel stojący z przodu, między fotelami pilotów), a drugi, to rozkładane krzesło na tylnej ścianie kokpitu. Żaden z tych gości nie brał udziału w pilotowaniu, bo żaden nie komunikuje się z załogą, żaden też nie wkłada słuchawek, ale obaj rozmawiają nt. pilotażu, Błasik tłumaczy Bukowi, co oznacza termin mechanizacja płata.”
Oczywiście część tego cytatu jest prawdopodobna w świetle znanych faktów. „Nikt ich nie zapraszał” i „Żaden z tych gości nie brał udziału w pilotowaniu, bo żaden nie komunikuje się z załogą, żaden też nie wkłada słuchawek…”. Można tylko dodać „…dlatego ich nie było” jako logiczną konsekwencję pierwszej części cytatu i „…ponieważ ich nie było” jako najprostsze uzasadnienie drugiej. Wymaga ona uzasadnienia, bo byłoby bardzo dziwne, gdyby przebywające w kokpicie osoby nie komunikowały się w żaden sposób z załogą. Jednak Ksiądz nie stara się logicznie wnioskować tylko oddaje się niczym nieskrępowanej wyobraźni. Pisze, że załoga jest zdziwiona ich obecnością (nie potrafię odgadnąć przesłanki tego pomysłu) i że każe im usiąść. Tutaj za domniemaną przesłankę mogą służyć nieprzypisane nikomu odczyty IES „Siadajcie” i „…siadaj”. Założenie, że w ten sposób do generałów mógłby zwracać się chorąży lub porucznik (którzy siedzieli bliżej drzwi), czy nawet kapitan lub major, wydaje się bardzo nieprawdopodobne. Jednak z tą hipotezą Księdza jest poważniejszy problem. Z ilością miejsc. Ksiądz już raz pisał mi o tym pod tą notką, żeby obalić mój argument, że stanowią one istotną przesłankę do uznania, że zostały wypowiedziane poza kokpitem. W pierwszej chwili nawet Księdzu uwierzyłem, chociaż pisząc notkę byłem pewny, że w kokpicie jest tylko 5 miejsc łącznie z owym siedziskiem. Nigdzie w sieci nie znalazłem informacji, żeby w kokpicie było 6 miejsc do siedzenia. Pomyślałem jednak wtedy, że Ksiądz musi wiedzieć o czym pisze i nawet zmodyfikowałem notkę. Po interwencji jednego z dobrze zorientowanych komentatorów wróciłem do pierwotnej wersji i wyjaśniłem Księdzu jego błąd. Jeśli mylę się i było jednak 6, to bardzo proszę czytelników o sprostowanie z wiarygodnym linkiem. Jeśli jest 5, to hipoteza Księdza jest absurdalna, bo technik musiałby zwolnić środkowe miejsce (i opuścić kokpit), żeby mógł usiąść tam nawigator.
Dalej Ksiądz twierdzi, że gen. Błasik tłumaczy gen. Bukowi co oznacza termin mechanizacja płata. Rozumiem, że miało być „skrzydła”, bo „płata” nie ma w stenogramie. Jest natomiast wypowiedź mężczyzny „skrzydła”. Wcześniej Ksiądz słusznie założył, że część nieprzypisanych nikomu wypowiedzi pochodziła od członków załogi. Jest to całkiem logiczne biorąc pod uwagę, że są tam też wypowiedzi przypisane im tylko „prawdopodobnie” (wtedy znak zapytana jest przy symbolu osoby, a nie przy wyrazie). Dlaczego jednak akurat „Siadajcie” Ksiądz przypisał załodze, a „skrzydła” gen. Błasikowi, chociaż sekundę wcześniej, to właśnie nawigator mówi „Mechanizacja skrzydeł…”? Trudno doszukać się sensu.
Przedmiotowy komentarz Księdza oraz wiele innych wskazują, że nie zna się na sprawach, o których pisze, zdarza się mu przeinaczać fakty i nie potrafi przeprowadzić logicznego rozumowania, gdy dotyczy to spraw związanych z katastrofą. Dlatego uważam, że Ksiądz „świeci światłem odbitym”. Najzwyklej w świecie został przez kogoś oszukany i powtarza w uproszczonej formie to w co uwierzył. Co więcej jego opinię pokrywają się często z opiniami osób i ośrodków politycznych propagujących naciski, czy presję. Tu dochodzimy do najistotniej części tej notki. Oszukany Ksiądz posunął się za daleko i puścił w przestrzeń publiczną nieprawdziwe stwierdzenia krzywdzące ofiary katastrofy. Jak tłumaczy, że to co zrobił jest dopuszczalne?
„Rodzina generała nie powinna sądzić, że takie stawianie sprawy źle świadczy o zmarłym szefie lotnictwa, bo nikt tej obecności nie utożsamia z łańcuchem przyczyn bezpośrednich wypadku.”
To oczywista nieprawda, o której Księdza nieraz informowałem. Miliony Polaków deklarują przekonanie, że katastrofa była wyników nacisków przełożonych, czyli utożsamiają tę obecność z owym łańcuchem bezpośrednich przyczyn. Według sondażu z kwietnia 2012 (nowych nie znam) było ich 22%. To ogromna rzesza ludzi. Ksiądz komentował pod notką, w której wyjaśniałem ich polityczne znaczenie. Doradzał mi, żebym nie nazywał ich Opętanymi 2010, podając w swoim komentarzu ich nieprawdziwą definicję „zwolennicy wypadku”. Najbardziej jaskrawym przykładem jest Ryszard Cyba, który swoje przekonanie o naciskach Lecha Kaczyńskiego ujawnił jako główny motyw zbrodni. Każdy kto dziś powtarza kłamstwo „mamy pewność, że było tam dwóch generałów” ma bardzo negatywny wpływ na tych ludzi. Przyczynia się do pogłębienia naszego bolesnego konfliktu po katastrofie i produkuje obustronną nienawiść. Dla takich zachowań nie ma żadnego usprawiedliwienia. Z pewnością nie jest nim również zwalczanie przekonania części Polaków, że katastrofa była wynikiem zamachu. Smutny przypadek Księdza Mądela uzmysłowił mi jak negatywną rolę odgrywa kłamstwo o „dwóch generałach w kokpicie”, co skutkowało moją wczorajszą notką.
Nie wiem kto Księdza oszukał. Doradzam Księdzu mniej zaufania do tych manipulatorów i życzę jak najszybszego wyplątania się z tego.
PS Ewentualnych komentatorów proszę o powściągliwość. Notkę napisałem żeby Księdzu pomóc, a nie żeby został zwymyślany, znalazł w tym pozory usprawiedliwienia i stał się jeszcze łatwiejszym celem manipulatorów.



Komentarze
Pokaż komentarze (38)