O tych czterech podejściach usłyszeliśmy w pierwszych dniach po katastrofie prawie wszyscy. Nie wszyscy jednak zachowaliśmy wtedy intelektualną uczciwość. Przyznam się, że ja nie. Wypierałem tę informację. Nie dowierzałem i jednocześnie bagatelizowałem. Nie wyciągałem z niej jedynego rozsądnego wniosku. Z niepokojem czekałem czego jeszcze się dowiem. Z czterokrotnego podchodzenia do lądowania jasno wynikało jednak, że piloci najprawdopodobniej rozbili się, bo zamierzali lądować za wszelką cenę. Pozostało ustalić, kto ich do tego skłonił. A tutaj narzucającym się podejrzanym był właśnie tragicznie zmarły Prezydent. Poszedłeś wtedy za głosem rozumu i uznałeś, że katastrofa była wynikiem jego nacisków. Miałeś też dość intelektualnej odwagi, żeby podzielić się tym przekonaniem z sąsiadami, kolegami z pracy (w tym ze mną) lub internautami. Nie przejmowałeś się moją przesadnie wrażliwą reakcją i tym, że nazywałem insynuacjami Twoje, logiczne przecież, wywody. I to był Twój błąd. Zabrakło Ci mądrości i wielkoduszności prostych ludzi, którzy wiedzą, że czasem trzeba trzymać język za zębami. Zwłaszcza wtedy, gdy ktoś umarł i ktoś po nim płacze.
Co stało się z Twoją intelektualną uczciwością i odwagą, gdy 15.04.2010 Anodina zdementowała te informacje stwierdzając: „Próba podejścia do lądowania była tylko jedna”. Dlaczego nie potrafiłeś dostrzec, że Twoje logicznie prawidłowe wnioski zostały oparte na fałszywym założeniu. Dlaczego ich nie odwołałeś? Dlaczego przez blisko trzy lata szukasz dla nich na siłę tych nieistniejących już przesłanek? Jeden z wyrokujących 11-tego kwietnia blogerów w uzasadnieniu napisał, że po drugiej nieudanej próbie każdy rozsądny pilot odleciałby na lotnisko zapasowe. Po drugiej! Aż łza kręci się w oku, gdy porównuję to z tym co teraz piszesz. Doszukujesz się dzisiaj nawet w jednej próbie czegoś niezwykłego, świadczącego o tym, że chcieli „lądować za wszelką cenę”. Co się z Tobą stało? Kupujesz naciąganą teorię, że kpt. Protasiuk podjął decyzje o tym jednym schodzeniu do 100 m z powodu incydentu gruzińskiego, chociaż nawet spece z MAK musieli wiedzieć, że bez kłamstw na temat samego incydentu i poniesionych przez kpt. Pietruczuka konsekwencji (które wpisali w swój raport) nie da się jej uzasadnić.
Pomyśl, jak wiele takich „czterech podejść” łykałeś gładko przez te lata i nic Ci nie przeszkadzało, gdy kolejne z nich okazywały się nieprawdziwe. Jak nie dowierzałeś informacjom, które je dementowały i jak bagatelizowałeś ich znaczenie. PKBWL uznała decyzje pilotów za właściwe – wybielała ich. W stenogramie IES nie ma żadnej wypowiedzi gen. Błasika, ani żadnej wskazującej, że była skierowana do niego – to nie oznacza, że nie było go w kokpicie. Czy to uczciwe intelektualnie? Czy w ogóle można mówić o udziale inteligencji w budowaniu takich sądów?
Kiedy wreszcie zresetujesz te wszystkie „cztery podejścia do lądowania” i wszystko do czego na ich podstawie doszedłeś? Każdemu może w chwili małości i głupoty zdarzyć się kogoś skrzywdzić przedwczesnym oskarżeniem. Człowiek, który go nie wycofa, za bardzo potrzebuje jego potwierdzenia, żeby zachować intelektualną uczciwość. Tymczasem potwierdzenie nic by tu nie pomogło. Czy dzięki niemu oskarżenie przestałoby być przedwczesne, a całe wcześniejsze myślenie o sprawie przestało być podporządkowane jedynemu celowi?
Wiem, że po tak długim czasie trudniej jest Ci zrzucić to z siebie niż 15.04.2010. Jednak łatwiej już mieć nie będziesz.



Komentarze
Pokaż komentarze (87)