Im dłużej egzystuje ten zespół tym klarowniejszy staje się cel jego powołania. Dobrą ilustracją tytułowej tezy jest wtorkowe spotkanie zespołu z wybranymi dziennikarzami. Wspólny front z jednymi, deprecjonowanie i prowokowanie drugich. Zespół Laska został tak pomyślany, by nie miał żadnej możliwości dialogu z drugą stroną. Nie jest upoważniony do jakichkolwiek zmian stanowiska przedstawionego w raporcie. To mogłaby zrobić tylko reaktywowana komisja. Tak usytuowany zespół może tylko eskalować smoleński konflikt i myślę, że z pełną świadomością w tym celu został powołany, ponieważ rządzący obecnie Polską są tego konfliktu zakładnikami. Zespół Laska ma mobilizować istotną część ich elektoratu. Zwłaszcza tych, których nazywam Opętanymi 2010 (więcej tutaj).
Nie wiem, czy dr Lasek ma pełną świadomość jakie polityczne cele realizuje. Wywiad sprzed tygodnia dla rp.pl nie daje mi tu jednoznacznej odpowiedzi. Znajduję w nim głównie potwierdzenie przez Laska takiego usytuowania jego zespołu. Z drugiej jednak strony Lasek przekazał w nim również informacje szkodzące tym celom. „Puścił farbę” w paru sprawach i dotarło do mnie, że nawet GW uznała wywiad za kuriozalny (nie sprawdzałem u źródła). Przykładowo Lasek rujnuje narrację o „cywilnym locie” i jednoznacznie obciąża premiera i Millera mydlenie oczu opinii publicznej arbitrażem ICAO. Zachęcam jednak do przeanalizowania wywiadu pod kątem tytułowej tezy.
Stankiewicz trafnie zaczął od sprawy najbardziej konfliktowej. Wyjaśniam, że główne źródło smoleńskiego konfliktu widzę nie w sporze zamach-wypadek lecz w insynuacjach naciskowych. Taki punkt widzenia uzasadniłem obszernie w tej notce. Sprawa domniemanej obecności gen. Błasika w kokpicie jest tu dziś kluczowa.
Lasek powtarza dyżurne kłamstwo o wchodzących generałach wymyślone krótko po upublicznieniu ekspertyzy IES na potrzeby propagandy neutralizującej upadek dowodów na obecność gen. Błasika w kokpicie. Fałszuje przy tym obraz samej ekspertyzy mówiąc: „Według naszej oceny do kabiny w końcówce lotu wchodziły osoby trzecie, według analiz Instytutu Ekspertyz Sądowych dla prokuratury — także.” Przypominam, że wcześniej Lasek publicznie kłamał na temat zawartości stenogramu IES dodając słowo „uwaga” przed odsłuchem „generałowie(?)” (szczegóły w tej notce). Tym razem nieprawdziwą informację o „analizach” IES formułuje zręczniej. Tak, że można ją interpretować jako jego subiektywną ocenę. Przyciskany przez Stankiewicza powtarza kłamstwo o generałach raz jeszcze: „Bo to się układa w logiczną całość. Do kokpitu przed lądowaniem wchodzą osoby trzecie, w randze generała, którym załoga zdaje relację z aktualnej sytuacji.” Traktuje to jako uzasadnienie „kontekstu sytuacyjnego” na podstawie którego komisja Millera uznała, że gen. Błasik był w kokpicie. To kuriozalne uzasadnienie, ponieważ kłamstwo o generałach w kokpicie zostało wymyślone długo po zamknięciu raportu Millera, w którym (podobnie jak u MAK) w kokpicie był tylko gen. Błasik. Jedyną jego podstawą był ów (tylko prawdopodobny) odsłuch IES „generałowie(?)”. Lasek tłumaczy decyzję komisji „wiedzą”, której ta nie posiadała w chwili jej podejmowania. Wyjaśnię jeszcze, że stwierdzenie o „zdawaniu przez załogę relacji z aktualnej sytuacji” też nie ma żadnego wiarygodnego potwierdzenia ani w ósmym załączniku do raportu Millera, ani w stenogramie IES, co łatwo sprawdzić.
Jednak w tej części wywiadu dostaliśmy też ważne, szczere wyznanie Laska dające obraz tego w jaki sposób jego komisja umieściła gen. Błasika w kokpicie. Lasek potwierdza, że eksperci CLK, którzy pracowali na potrzeby komisji Millera też nie przypisali żadnych wypowiedzi gen. Błasikowi: „Tak, myśmy to zrobili. Na podstawie rozpoznania i kontekstu sytuacyjnego.” Trzeba podkreślić, że chodzi tu tylko o trzy wypowiedzi. Wiadomo dziś, że dwie z nich (odczyty wysokości barycznej) należały w istocie do mjr Grzywny. Trzecia „Nic nie widać(??)” najprawdopodobniej została przez któregoś z członków komisji najzwyklej zmyślona. Lasek zasłania się prawem lotniczym, żeby nie powiedzieć przez kogo. Niestety oryginalny stenogram CLK nie jest dostępny. Bardzo ciekawe byłoby porównanie go z ostateczną wersją ósmego załącznika. Możemy tylko domyślać się, że przedmiotowych odczytów wysokości CLK nikomu nie przypisała, chociaż nie można też wykluczyć, że były one już pierwotnie przypisane mjr Grzywnie. Bez rozstrzygania tej kwestii rysuje się jednak kompromitujący obraz komisji Millera. Umieścili gen. Błasika w kokpicie na postawie fałszywego rozpoznania (głosu mjr Grzywny) i nie opisanego w raporcie (oraz fałszowanego obecnie) kontekstu sytuacyjnego. Mogli uczciwie nie dopisywać nic do stenogramu i wyczerpująco opisać ów domniemany „kontekst sytuacyjny”, jeśli stanowił rzeczywiście dostateczną podstawę tej decyzji. Postąpili dokładnie odwrotnie.
Intencje Laska najdobitniej obnaża inny fragment wywiadu:
„L.: Jako zespół nie możemy zmienić raportu Millera. Ale każde badanie można wznowić, gdy pojawią się nowe fakty. Pierwszym poważnym testem dla raportu będzie zakończenie kompleksowej opinii biegłych dla prokuratury. Jeśli uznają oni, że fundamentalne przyczyny katastrofy były inne, będziemy proponować zmiany w raporcie Millera. S.: Co mogłoby to być? L.: Choćby gdyby biegli uznali, że posiadają dowody na to, że załoga chciała lądować. My — w przeciwieństwie do raportu MAK — uznaliśmy, że piloci nie chcieli lądować.”
Pierwszy test dla raportu, czyli ekspertyza dla prokuratury zapisu czarnych skrzynek przez biegłych z IES jest sprawą dawno zakończoną. Jasno z niej wynika, że komisja Millera nieprawidłowo przypisała gen. Błasikowi wypowiedzi mjr Grzywny. To jednak nie mogło być według Laska podstawą zmiany w raporcie Millera. To prawda, że z punktu widzenia przyczyn katastrofy nie była to rzecz fundamentalna. Jednak zmiana też nie byłaby fundamentalna. Wystarczyłby mały aneks naprawiający ten błąd. Dlaczego tylko rzeczy fundamentalne miałyby stanowić podstawę zmian w raporcie, a oczywiste błędy nie? Za rzecz fundamentalną Lasek uznaje natomiast coś tak enigmatycznego jak ocenę tego co chcieli zrobić piloci. Wiadomo już, że stenogram sporządzony dla prokuratury nie daje żadnych podstaw do uznania, że piloci chcieli lądować. Z prokuratury nie wyszła też żadna inna informacja wskazująca na taką możliwość. Dlaczego w takim razie akurat taki pomysł rzuca Lasek w przestrzeń publiczną? Dlaczego np. nie tak fundamentalną rzecz jak znalezienie na wraku przez biegłych prokuratury śladów materiałów wybuchowych, skoro wskazały je detektory, a próbki są aktualnie badane? Odpowiedź sama się narzuca i potwierdza tytułową tezę notki. Lasek dopuszcza jako możliwą tylko zmianą raportu Millera na raport MAK. Schlebia gustom Opętanych 2010 i prowokuje drugą stronę konfliktu.



Komentarze
Pokaż komentarze (149)