j.k.50 j.k.50
1079
BLOG

Piotr Śmiłowicz nikczemnie kłamie w sprawie gen. Błasika (?)

j.k.50 j.k.50 Polityka Obserwuj notkę 17

Nie będę komentował całego artykułu Piotra Śmiłowicza Ślady Błasika w kokpicie, bo go nie czytałem. Nie czytałem, bo miałbym wyrzuty sumienia wydając nawet kilkadziesiąt groszy na dostęp (nie mówiąc o papierowej wersji tygodnika Wprost). Uważam, że należy unikać finansowania nieetycznych praktyk gazety żerującej na niskich instynktach. Do tytułowej oceny wystarczył mi krótki fragment artykułu, który znajduje się na stronie internetowej. Jest tam między innymi to zdanie:

Krakowscy eksperci potwierdzili przecież także, na co mało kto zwraca uwagę, że wysokość dwieście pięćdziesiąt metrów czyta niezidentyfikowany głos "mężczyzny”.

Każdy może sprawdzić, że według IES „(dwieście pięćdziesiąt(?)) metrów…” czyta drugi pilot. Oczywiście można dobrodusznie zakładać, że Piotr Śmiłowicz nie kłamie świadomie tylko jest niekompetentnym dziennikarzem, któremu tak bardzo zależało na obecności gen. Błasika w kokpicie, że nie zajrzał do stenogramu lub nie zrozumiał co jest tam napisane. Jak bardzo zależało świadczy inne jego zdanie, które też nie wiadomo, czy nazwać należy błędną opinią czy nikczemnym kłamstwem:

Wbrew obiegowej opinii ekspertyza krakowskiego Instytutu Sehna nie tylko nie wyklucza obecności generała Błasika w kabinie Tu-154M, ale wręcz potwierdza.

Tak się składa, że owa „obiegowa opinia” oparta jest między innymi na prawdziwej informacji, że 250 metrów według IES czytał drugi pilot a opinia (?) Śmiłowicza na nieprawdziwej informacji, że to „niezidentyfikowany mężczyzna”.

Warto wyjaśnić też znaczenie spekulacji dotyczących „lotu instruktarzowego”. Chodzi w tym przekazie o to, żeby „dyskutować” o czymś co wymaga przyjęcia założenia, że gen. Błasik rzeczywiście przebywał w kokpicie (i to długo). W ten sposób stwarza się pozory, że założenie to nie jest absurdalne przy dzisiejszym stanie wiedzy, chociaż oczywiście jest, co wyjaśniałem np. tutaj. Sam pomysł „lotu instruktarzowego” jest tak bezwartościowy, że nie kwalifikuje się do dyskusji. Debatowanie, czy coś takiego mogło mieć miejsce i czy byłoby zgodne z prawem buduje tylko Matrix, w którym insynuacja o obecności Generała w kokpicie funkcjonuje jako fakt. Nie mogę oczywiście zakładać, że Piotr Śmiłowicz jest aż tak cwanym manipulantem (zwłaszcza bez czytania całego artykułu). Może też być tzw. użytecznym idiotą, który wierzył w bzdurę, którą puścił w obieg i że zrobił to bez świadomości powodu, dla którego inne matrixowe (mainstreamowe) portale tak chętnie będą ją cytowały.

„(?)” w tytule oznacza właśnie to, że nie rozstrzygam, czy Piotr Śmiłowicz cynicznie oszukuje Opętanych 2010, czy sam jest ofiarą manipulacji. Słowo „nikczemnie” wybrałem celowo z uwagi na jedyną polemikę jaką miałem z nim w s24 pod notką, w której reklamował książkę Osieckiego i spółki jako „Najbardziej rzetelny  raport smoleński”. Zwróciłem mu uwagę, że źle robi, bo „rzucanie niepopartych twardymi dowodami oskarżeń na ofiary katastrofy smoleńskiej było i jest nikczemne”, a właśnie tego dopuszczali się autorzy. Odpowiedział wtedy: „Jeszcze bardziej nikczemne jest uciekanie od poszukiwania prawdy o katastrofie. Trzeba jej dochodzić, niezależnie od tego, kogo ona w efekcie "oczerni".”.

To jak to jest Panie Piotrze Śmiłowicz z tą prawdą i z tą nikczemnością? Pisanie, że 250 metrów według IES czytał głos niezidentyfikowanego „mężczyzny” przybliża do prawdy o katastrofie, czy od niej oddala? Jest szlachetnym szukaniem tej prawdy, czy nikczemnym jej zakłamywaniem?

j.k.50
O mnie j.k.50

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Polityka