W ostatniej scenie (ok. 3:30) Wodzireja Feliksa Falka skrzywdzony kolega tytułowego bohatera daje mu w twarz. Nie jest to symboliczny policzek lecz porządny cios, po którym Lutek pada i wyciera krew z ust. Film nie pozostawia jednak wątpliwości, że to uderzenie było słuszne. Pięść Romka można nawet potraktować jako przysługę wyświadczoną uderzonemu, który znalazł się na moralnym dnie. Jako pomoc w opamiętaniu się i zobaczeniu siebie we właściwym świetle.
Fizyczny atak Oskara W. na Miecugowa nie był aż tak brutalny. Tym bardziej można by próbować doszukać się jego pozytywnego skutku. Zwłaszcza, że młody napastnik pokazał wcześniej kartkę z napisem „TVN kłamie”, by Miecugow wiedział za co dostał. Może Miecugow zagubił się tak samo jak bohater Falka i potrzebny mu był mocny bodziec przywracający do rzeczywistości? Może Oskar W., niezależnie od intencji, wyrządził mu przysługę? Zajrzałem na użytek tej notki do dwóch wywiadów, w których Miecugow mówi o sobie i stwierdziłem, że obraz, który w nich kreuje nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. W pierwszym, przeprowadzonym krótko po katastrofie, mówi między innymi: „Przejrzałem archiwum „Szkła...” i nie znalazłem jednego materiału, który by traktował prezydenta złośliwie”. W drugim, sprzed kilku miesięcy, narzekając na innych dziennikarzy mówi o sobie „Ja też czuję, że jestem w tym centrum. Nie jestem zwolennikiem ani jednych, ani drugich. Jestem z boku”. Może Miecugow naprawdę tak postrzegał siebie i swoje „Szkło…”? Tak oderwał się od rzeczywistości, że wierzył w to co mówił? Nie sądzę. W istotę funkcjonowania jego stacji wpisane jest stwarzanie pozorów, że nie kreuje ona fałszywego obrazu rzeczywistości tylko jest zwykłą obiektywną telewizją. Tak samo współtwórca Faktów z premedytacją fałszywie kreuje siebie na stojącego z boku konfliktu dziennikarza. Kłamcy nie mogą przecież informować, że kłamią.
Większość kojarzy Miecugowa głównie z polityczną agitką udającą program satyryczny, jaką raczy swój „elektorat” codziennie o 22-giej. Mało kto dostrzega, że jest on jednocześnie szefem wydawców TN24. Trudno uznać, że ktoś taki jest zagubiony i nieświadomy swojego moralnego upadku. Czy można np. podejrzewać szefa wydawców TVN24 o to, że cała kampania pomówień ofiar katastrofy smoleńskiej odbyła się za jego plecami i że nic nie wiedział o „jak nie wyląduję, to mnie zabije” i innych podobnych sprawach? A może sensowne jest przypuszczenie, że Miecugow uważa rozpowszechnianie tego typu fałszywych informacji za czyn moralnie usprawiedliwiony? Oba pytania uważam za retoryczne i dlatego uznaję, że Miecugow ma pełną świadomość swojej paskudnej roli.
Cynizm Miecugowa potwierdza też jego reakcja na incydent. Pierwszą, spontaniczną, było zbagatelizowanie zajścia słowami „tak się trafia na You Tube” i „nie ma sprawy”. Po przemyśleniu, przedyskutowaniu w redakcji lub usłyszeniu polecenia wyżej postawionych, zmienił front i zamiast sprawę bagatelizować zaczął ją wyolbrzymiać i ustawiać w politycznym kontekście. Puścił w obieg dyżurne mity o rodzącym się faszyzmie, groźbie powtórki holokaustu oraz spsiałej prasie, która ośmieliła się wydrukować wywiad, który „dał temu człowiekowi to o co mu chodziło”. To racjonalne, bo faktu, że TVN kłamie nie da się zbagatelizować, można go tylko przykryć skupiając uwagę na samej agresji, a nie treści przekazu. Muszę dodać, że w wywiadzie z Czasu Białegostoku Oskar W. prezentuje się znacznie gorzej niż na Przystanku Woodstock, gdzie (najwyraźniej przypadkowo) bardzo celnie zaatakował istotę TVN. Okazuje się mianowicie oszołomem, który chciałby zamykać ludzi o poglądach lewicowych w więzieniach lub szpitalach psychiatrycznych. Z pewnością wywiad ten jest znacznie wygodniejszy dla Miecugowa i spółki niż prosta prawda „TVN kłamie”. Dlatego pretensje Miecugowa do Czasu Białegostoku też uważam za przemyślaną manipulację odwracającą uwagę od istoty rzeczy.
Akcja Oskara W. nie mogła przynieść pozytywnego skutek. Jej słabością była właśnie agresja, która nie tylko jest obiektywnie zła, ale również nie ma szans w zderzeniu z cynizmem. Ostatecznie Miecugow został ustawiony w wygodnej dla niego i głęboko nieprawdziwej roli ofiary. Lutek wykreował się na ofiarę Romka. Dlatego Miecugowa nie warto bić po twarzy. Policzek nie przywoła do porządku cynicznego kłamcy tylko stanie się wodą na jego młyn. Miecugow jest skazany na kłamstwo tak długo jak długo jest związany z TVN, bo kłamstwo jest wpisane w istotę jego stacji.
Jeśli chodzi o mnie, to już dawno uznałem, że Miecugowowi i innym dziennikarzom TVN w powrocie do normalności mogę pomóc tylko w jeden sposób. Definitywnie ich wyłączając i namawiając do tego innych.



Komentarze
Pokaż komentarze (26)