Niedawno napisałem notkę, w której krytykowałem smoleńską politykę PiS. Czuję się zatem w obowiązku pochwalić ostatnią jej odsłonę, którą uważam za krok we właściwym kierunku.
Nie potrafię ocenić strony prawnej całego przedsięwzięcia. Czy wniosek do prokuratury jest dostatecznie umotywowany i zasadny? Czy ma szansę spowodować wszczęcie postępowania? Nie wiem. Tym bardziej, że nawet dobrze przygotowany i zasadny wniosek skierowany przeciwko premierowi nie musi w naszych dzisiejszych warunkach być wzięty pod uwagę. Dlatego nie będę skupił się na tych sprawach, tylko na politycznej istocie tej inicjatywy.
Dzięki udostępnieniu fragmentów raportu Edmunda Klicha możemy lepiej rozumieć w jakich okolicznościach i z jaką wiedzą sztab premiera podejmował polityczne decyzje związane z odpowiedzią na raport MAK. Mało kto pewnie pamięta, że w grudniu 2010 premier mówił, że rosyjski raport jest nie do przyjęcia. Dzisiaj możemy być pewni, że była to reakcja na otrzymany raport naszego akredytowanego, który rekomendował odrzucenie raportu MAK jako całości. Dowiadujemy się też, że Edmund Klich jednoznacznie obarczał winą Rosjan, którzy nie zamknęli lotniska i że decyzja o sprowadzaniu samolotu była podjęta niezgodnie z prawem. Ten punkt widzenia nie znalazł żadnego odzwierciedlenia ani w postawie przyjętej przez premiera, ani w raporcie Millera. Część innych uwag akredytowanego została uwzględniona i w polskich uwagach do raportu MAK i później w raporcie. Chodzi tu głównie o błędne potwierdzenia położenia samolotu na kursie i na ścieżce oraz o zbyt późną komendzie „horyzont”.
W żadnym wypadku nie można jednak mówić o odrzuceniu przez komisję Millera raportu MAK w całości. Takie stanowisko oficjalnej strony polskiej nigdy nie zostało sformułowane i w efekcie żyrowała ona raport rosyjski pomimo całkowitego zignorowania przez MAK polskich uwag. Szczególnie istotna jest wolta premiera, który w styczniu 2011 przedstawiał zupełnie inne stanowisko niż w grudniu 2010. Samą konferencję MAK zbagatelizował zabawiając się w tym czasie w Dolomitach. Po powrocie, na spóźnionej konferencji oskarżał tych, którzy zginęli. Po konferencji KBWL, na której jej członkowie jeszcze dość uczciwie choć nieudolnie i bez właściwego przygotowania próbowali się rosyjskiemu policzkowi przeciwstawić, Tusk w sejmie, powtarzał tezy rosyjskie sprzeczne ze stanowiskiem polskich śledczych, a obecnych na sali przedstawicieli rodzin, którzy reagowali okrzykami „hańba” straszył przyszłym raportem KBWL, którego „będą słuchali w milczeniu i w skupieniu i bez satysfakcji”. Tym samym politycznie naciskał na komisję Millera jednoznacznie eksponując swoje oczekiwania wobec jej raportu.
Zestawienia decyzji politycznych Tuska ze stanowiskiem wysłanego przez niego akredytowanego jest bez wątpienia dla premiera kompromitujące. Kwestią otwartą jest tylko możliwość postawienie go za nie przed Trybunałem Stanu.
W ostatniej inicjatywie ZP nie ma ani słowa o zamachu. Zarzuty wobec Tuska i Millera są oparte na konkretnej przesłance (raport Klicha), a nie mglistych insynuacjach. Jako główny przeciwnik w sprawie Smoleńska ustawiona jest Rosja, która powinna być tak samo traktowana przez rząd, a nie była pomimo stanowiska Edmunda Klicha w sprawie winy Rosjan za katastrofę. Cytowane jest również stanowisko Klicha w sprawie nacisków pochodzących od głównego pasażera, na które „nie ma żadnego potwierdzenia w materiale dowodowym”. Wszystko zgodnie z moimi postulatami. Jestem usatysfakcjonowany i mam nadzieję, że Macierewicz nie zepsuje tego jakimiś zamachowymi insynuacjami oddalającymi część opinii publicznej od istoty zatajenia i zbagatelizowania raportu Klicha przez Tuska i Millera.



Komentarze
Pokaż komentarze (190)