j.k.50 j.k.50
2067
BLOG

Kto bardziej zabija moją prawdę o Smoleńsku?

j.k.50 j.k.50 Polityka Obserwuj notkę 92

Najpierw parę słów o mojej prawdzie, chociaż nigdy nie ukrywałem jej przed czytelnikami. Nie wiem, czy w Smoleńsku doszło do zamachu. Katastrofa miała miejsce w totalitarnym mocarstwie zdolnym do tego rodzaju zbrodni i mającym odpowiednie środki, żeby zamach przeprowadzić i zamaskować. Nie dopuściło ono polskich, ani zagranicznych ekspertów do jej wszechstronnego zbadania. Rosja gra zamachem od chwili narzucenia 13-tego załącznika konwencji chicagowskiej do chwili obecnej. Sytuacja, która wytworzyła się po katastrofie sprzyja neoimperialnym interesom Rosji i niszczy Polskę. Rozstrzygnięcie, czy Rosja wykorzystuje tragiczny wypadek do swojej politycznej gry czy też zaplanowała taki właśnie atak na Polskę, leży poza moimi możliwościami. Dlatego nie wiem. Z tych fundamentalnych powodów, mojej prawdy nie nadkruszyły ani oficjalne raporty, ani ustalenia ZP czy prokuratury, które traktuję  tylko jako źródła dość ograniczonej wiedzy.

Swoją niewiedzę traktuję poważnie i konsekwentnie. Wszelkie analizy i oceny prowadzone przy założeniu, że w Smoleńsku zamach był lub go nie było uważam za bezwartościowe. Każde z tych założeń jest nieuprawnione i nagminnie nadużywane mniej lub bardziej świadomie. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z cynicznym kłamstwem, czy błędem, założenia te zabijają prawdę o Smoleńsku. Przy całym szacunku i wyrozumiałości dla ludzi, którzy uwierzyli w jedno lub drugie nie będę ukrywał swojego przekonania, że szkodzą prawdzie. Założenia te bardziej dominują w przestrzeni publicznej, w mediach i przekazach politycznych obu stron konfliktu niż w świadomości zwykłych ludzi. Świadczy o tym chociażby ten sondaż. Dlatego to osoby publiczne, politycy i media zabijają prawdę o Smoleńsku. Niemniej warto przeanalizować, która strona konfliktu zabija ją bardziej zwłaszcza, że na SG wisiała niedawno notka o dziwacznym tytule „Macierewicz – człowiek, który zabił prawdę”.

Oficjalne przekazy ZP i polityków PiS nie są przeciw niej zwrócone. Rzecz bardziej rozgrywana jest między wierszami, tonem wypowiedzi, przemycanymi insynuacjami, emocjonalnymi deklaracjami swoich przekonań, nieuprawnionymi wnioskami, kategorycznym formułowaniem hipotez. Tylko w tym pośrednim sensie mówić można o zabijaniu prawdy u pewnej grupy osób. Jak wąska jest ta grupa dowiadujemy się z linkowanego już sondażu, bo oczywiste jest, że z marnych 24% uznających, że katastrofa już została wyjaśniona zdecydowaną większość stanowią zwolennicy tzw. „wersji oficjalnej”. Zatem ludzie nazywani „sekstą smoleńską” czy wyznawcami „smoleńskiego mitu” pozostają w ogromnej większości świadomi mojej prawdy o katastrofie smoleńskiej. Odróżniają swoją wiarę od wiedzy, nie twierdzą, że zostało już udowodnione, że to zamach.

Druga strona zdecydowanie bardziej bezpośrednio stara się tę prawdę zabić. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z jednoznacznym przekazem, że główne przyczyny katastrofy zostały już dawno wyjaśnione i że był to zwykły wypadek. Mamy też brutalne zakłamywanie stanowiska drugiej strony. To „sekta smoleńska” przedstawiana jest nieprawdziwie jako kategorycznie formułująca tezę o zamachu, a jako „mit smoleński” przedstawiany jest ekstremalny pogląd, że „prezydenta zamordował Putin wespół z Tuskiem i Komorowskim”. Z marginalnego poglądu konstruuje się wyimaginowany mit, przypisując go wszystkim, który w większym lub mniejszym stopniu dopuszczają możliwość zamachu i robiąc z niego „oficjalne stanowisko drugiej strony”.

Tym samym udzieliłem odpowiedzi na tytułowe pytanie.

Zabijanie prawdy o Smoleńsku rozgrywa się przede wszystkim w sferze emocji. W racjonalny sposób zabić się jej nie da. Można ją tylko zdezaktualizować, gdy sprawa zostanie jednoznacznie rozstrzygnięta. Stanie się wtedy tylko prawdą o dzisiejszej rzeczywistości. Perspektywy są jednak dość marne. Strona rządowa zainteresowana jest dziś tylko jej zabijaniem. Śledztwa NPW i obywatelskie (w tym ZP) napotykają barierę ograniczonego dostępu do dowodów. Przy całym szacunku, jaki mam dla ogromnej pracy (często społecznej) zaangażowanej w studiowanie tych reglamentowanych informacji, pozostaję sceptyczny co do możliwości wyjaśnienia katastrofy w ten sposób. Gdyby to był zamach to można jeszcze oczekiwać, że jakieś radykalne polityczne zmiany w Rosji mogłyby spowodować jego ujawnienie. Podobnie mogłoby się zdarzyć i w przeciwnym przypadku, gdyby Rosjanie poznali przyczynę inną niż ogłosili. Żadne z przyjętych tu spekulacyjnie założeń nie musi jednak być spełnione. Dlatego możemy nawet nigdy nie dowiedzieć się, czy to był zamach.

Mojej oceny emocji, które najczęściej decydowały o przyjętych postawach nie będę tu przedstawiał. Zainteresowani znajdą ją w tej notce.

j.k.50
O mnie j.k.50

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (92)

Inne tematy w dziale Polityka