j.k.50 j.k.50
1763
BLOG

Smoleńskie wzmożenie moralne w mediach i projekcja

j.k.50 j.k.50 Polityka Obserwuj notkę 151

W agresji medialnej wobec naukowców i wszystkich innych ludzi, którzy nie akceptują wersji MAK najbardziej zwraca obecnie uwagę absurd uderzania w moralne tony. Każdy rozsądny człowiek wie przecież, że nawet jeśli ktoś na siłę szuka zamachu, to stoją za tym w sumie dość szlachetne intencje obrony czci naszych pilotów, gen. Błasika i Lecha Kaczyńskiego tak podle potraktowanych przez Putina imperatywem kategorycznym Anodiny „wylądować za wszelką cenę”. Nawet kłamstwo prof. Rońdy najpewniej było wynikiem tych szlachetnych intencji (co nie oznacza, że było dopuszczalne). Najgłośniej w moralne tony uderzają najwięksi promotorzy rosyjskiej wersji. Przykładowo w poniedziałek o „tańcu na trumnach” ośmielił się mówić ten sam Tomasz Lis, który w maju 2010 ściągnął do studia Waldemara Kuczyńskiego, by oszukać setki tysięcy widzów, że do debaty publicznej dopuścić można obłąkaną teorię o Lechu Kaczyńskim przejmującym dowodzenie samolotem i mianującym gen. Błasika dowódcą operacyjnym do spraw lądowania. „Moralnej obrzydliwości” użył natomiast jego gość prof. Artymowicz słynny z tego, że do maja tego roku kolportował „debeściaków”, do dziś propaguje „potworny nacisk” i „generałów w kokpicie”, a na jego blogu nieraz  odprawiane bywały pogańskie rytuały bezczeszczenia zmarłych pilotów. Na prawdziwe wyżyny wzniósł się Stefan Niesiołowski, który do komisji Burdenki porównał nie MAK lecz ZP. Przypomnieć warto, że to ten sam Niesiołowski, który po wycieku ustaleń IES na dzień przed oficjalną konferencją NPW w tej sprawie, ogłosił w wywiadzie dla Onetu zakaz przepraszania Ewy Błasik (który obowiązuje do dziś). Podobne zachowania, podobnych „autorytetów”, były głównymi medialnymi przekazami w ostatnim tygodniu. 

Można tłumaczyć to psychologicznym mechanizmem projekcji. Im ktoś ma bardziej nieczyste sumienie w sprawie Smoleńska tym chętniej będzie przypisywał niegodziwe intencje i zachowania innym. Taką interpretację w odniesieniu do produkujących się w TV uważam za naiwną ponieważ zakłada, że główna narracja medialnych przekazów jest sumą zachowań jednostek, a nie wynikiem przemyślanej strategii propagandowej. Według mnie tego „moralnego wzmożenia” nie da się zrozumieć, jeśli nie pomyśli się o jego celu i głównych odbiorcach.

Przy takim spojrzeniu mechanizm projekcji również wiele tłumaczy. Jednak w odniesieniu do grupy docelowej, a nie producentów tych przekazów. Przyjrzyjmy się zatem tym, którzy tego fałszywego „moralnego wzmożenia” najbardziej potrzebują. Po katastrofie miliony Polaków poddane zostały naciskowej propagandzie. „Imperatyw kategoryczny” Anodiny narzucany był przez polskie (!) media na długo przed umieszczeniem go w raporcie MAK. Już 10.04.2010 koło południa TVN przekonywała posługując się dr Tomaszem Szulcem, że katastrofa była wynikiem nacisków, na co dowodem miały być cztery podejścia do lądowania. Gdy cztery podejścia upadły pojawił się „incydent gruziński” GW z naciskową insynuacją. Gdy rosyjski stenogram pogrzebał bezpośrednie naciski, w kokpicie umieszczono gen. Błasika. W efekcie zbudowano liczną populację tzw. Opętanych 2010, którzy często do dziś wierzą, że katastrofa była wynikiem nacisków przełożonych, żeby lądować. Wszyscy ci ludzie mają w większym lub mniejszym stopniu nieczyste sumienia. Już parę tygodni po katastrofie atakowali swoich „pisowskich” znajomych, krewnych, kolegów z pracy deklaracjami „to wszystko przez Kaczora, kazał lądować, tak jak w Tbilisi”. Potem kupowali „jak nie wyląduję…”, kłótnie na lotnisku” i wiele podobnych bzdur wymyślanych specjalnie dla nich. Gdy ostatecznie wszystkie naciskowe wrzutki okazały się zmyślone, Opętani 2010 znaleźli się w niekomfortowej sytuacji. Mogą oczywiście starać się o wszystkim zapomnieć. Znacznie większą ulgę przynosi im jednak projekcja swoich negatywnych postaw, cech i intencji na tych, którzy zapomnieć nie pozwalają.

Dlatego przekazy fałszywych smoleńskich moralistów nie trafiają niestety w próżnię. Ich hipokryzja nie razi ich grupy docelowej. Wprost przeciwnie, jest takim samym negatywnym wzorcem jak pomówienia ofiar, które wypełniały przekazy medialne po katastrofie. Polityczny cel gry na Opętanych 2010 jest jasny. Warto jednak zwrócić uwagę, że nie tylko obecnie rządzący są zakładnikami ich wciąż podsycanej nienawiści. Gdyby Opętani 2010 przejrzeli na oczy, to nie byłoby miejsca dla TVN, GW, Lisa, wielu innych mediów i dziennikarzy. Wszystkich tych, którzy oszukiwali ich po katastrofie, że była ona „wynikiem nacisków przełożonych, żeby lądować”.

j.k.50
O mnie j.k.50

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (151)

Inne tematy w dziale Polityka