W związku z mnogością niespójnych i niejasnych opinii o poniedziałkowym wywiadzie Michnika postanowiłem obejrzeć go na You Tube. W końcu najlepiej jednak u źródła dowiedzieć się co aktualnie knuje michnikowszczyzna. Napiszę o paru rzeczach, które wydały mi się najistotniejsze.
Mówiąc o głębokim rowie oddzielającym dwa zwaśnione plemiona, który dramatycznie pogłębił się po katastrofie Michnik przemilczał udział jego gazety w kopaniu tego rowu. Powiedział, że nie wierzył w pojednanie, które można było obserwować przez parę dni po katastrofie. Wyraził się jednak co najmniej nieprecyzyjnie. Lepiej oddałby prawdę mówiąc, że nie godził się na to pojednanie. Sprzeciwił się mu przecież z całą mocą używając swojej gazety najpierw do złamania tygodnia żałoby narodowej, a krótko potem do kolportowania insynuacji zamachowych wobec tragicznie zmarłego prezydenta. Gdyby Michnik rzeczywiście w to pojednanie nie wierzył, to mógłby spokojnie poczekać, aż Polacy sami znów rzucą się sobie do gardeł zamiast odprawiać z GW swoje pogańskie rytuały niszczące zalążki solidarności narodowej jakie mogliśmy w pierwszych dniach po katastrofie oglądać na Krakowskim Przedmieściu.
W dalszej części wywiadu Michnik próbował ten rów pogłębiać. Mówiąc o cukrze, który potrzebuje czasu, żeby się rozpuścić, nie miał na myśli zacierania się tej linii głębokiego podziału tylko przechodzenie ludzi z przeciwnej strony do jego obozu. Wszystkim, którzy myślą inaczej od niego Michnik nie pozostawia prawa do określania kształtu Polski. Zastępuje je prawem do przejścia na jego stronę. Cukier ma rozpuścić się wodzie zupełnie jej przy tym nie słodząc. Ta dość klarownie wypowiedziana i wyjątkowo niedemokratyczna myśl szczególnie śmiesznie komponowała się z jego wywodami o istocie demokracji. Michnik opisał na czym polega nierozumienie demokracji i sam dał najlepszy przykład tego nierozumienia. Getto, które Michnik buduje swoim przeciwnikom politycznym różni się od tych, które Niemcy budowali Żydom tym, że można z niego wyjść. Wystarczy tylko przechrzcić się na michnikowszczyznę. Taki to z niego dobroduszny humanista i demokrata.
Najdziwaczniej Michnik potraktował tych, którzy podważają rosyjską wersję katastrofy, zwłaszcza zwolenników hipotezy zamachu. Jego ciepłe słowa o Antku i Jarku połączone w przyrównaniem ich do kłamców oświęcimskich można tylko interpretować jako objaw jego rozdwojenia jaźni lub celową prowokacje. W przypadku obu polityków insynuował, że to traumatyczne przeżycia (strata ojca, który był ofiarą UB lub śmierć brata w katastrofie) determinują ich obecne postawy. W związku z tym zasługują one na pobłażliwą wyrozumiałość. Zaraz potem jednak wystrzelił z kłamstwa oświęcimskiego, choć jasne jest, że dla tego kłamstwa pobłażliwej wyrozumiałości nie ma. Podłość kłamstwa oświęcimskiego polega na tuszowaniu jednej z najpotworniejszej zbrodni w dziejach świata. Jakąż to potworną zbrodnię starają się zatuszować smoleńscy „zamachiści”? Nie można przecież uznać za nią niewłaściwego wykonania przez pilotów ich właściwych decyzji, jak przedstawiali werdykt swojego raportu millerowcy. Dlaczego Michnik użył aż tak absurdalnego porównania? Na dodatek tak łatwego do odbicia i przyklejenia do jego strony konfliktu. W końcu bardziej logiczne byłoby porównywanie Michnika i spółki do kłamców oświęcimskich przez przekonanych o zamachu, bo ten byłby rzeczywiście potworną zbrodnią. Bez wątpienia chodziło mu o emocje. Czy za nimi stała już tylko głupota? Niekoniecznie. Mogła też być to przemyślana gra na Opętanych 2010, uważających do dziś, że to Lech Kaczyński dopuścił się w samolocie zbrodni, którą „zamachiści” kryją. Niezależnie od celów Michnika jego porównanie „zamachistów” do kłamców oświęcimskich swoją absurdalnością przebija porównanie przez Niesiołowskiego ZP do komisji Burdenki.
Główny propagandowy przekaz michnikowszczyzny można z wywiadu łatwo wychwycić. Polska jest w najlepszej sytuacji od 400 lat, idzie radośnie do przodu nie zważając na niezadowolonych, których z czasem będzie ubywać. Katastrofa smoleńska została wyjaśniona i trzeba tylko czasu, żeby wszyscy to zrozumieli. Nie można jednak dyskutować z tymi, którzy podważają oficjalną wersję, bo są jak kłamcy oświęcimscy. Ostoją rozsądku i moralności w sprawie smoleńska jest michnikowszczyzna.
Razi tylko brak logiki i finezji w tym zakłamywaniu rzeczywistości przez Michnika. Wywiad roi się od półprawd, niekonsekwencji i oczywistych absurdów. Jako najbardziej jaskrawy przykład przytoczę jeszcze to co Michnik mówił o naszej zimnej wojnie. Cieszył się, że jest tylko zimna. Nie strzelają do siebie, a przecież mogliby strzelać. Zagadką pozostanie, czy Michnik wyparł ze świadomości Cybę czy tylko udaje, że o nim nie pamięta. Ponura prawda jest taka, że właśnie po raz pierwszy po 89’ strzelają. Strzelał człowiek z obozu Michnika, bo uwierzył w naciski na lądowanie. Brutalna prawda jest też taka, że to właśnie gazeta Michnika ścigała się z TVN w przekonywaniu go, że to Lech Kaczyński doprowadził do katastrofy.
Cóż innego pozostaje Michnikowi niż zakłamywanie tej ponurej, brutalnej prawdy o Polsce i o roli jaką odegrała w kreowaniu obecnego konfliktu jego gazeta? Mi pozostaje natomiast nadzieja, że nie wszyscy zapomną moją definicję Gazety Wyborczej.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)