jacek piasecki jacek piasecki
44
BLOG

Debata bez riposty - niebezpieczna dla zdrowia psychicznego wybo

jacek piasecki jacek piasecki Polityka Obserwuj notkę 0

Gdyby dzisiejsza debata pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim a Bronisławem Komorowskim miała powielić super drętwą, i co ważniejsze, niebezpieczną dla zdrowia psychicznego Rodaków, formułę wypróbowaną już raz w niedzielę, to będzie można mówić o istotnej porażce sztabowców PIS-u. Bo przecież tylko w swobodnej dyskusji, z możliwością bezpośredniego reagowania na brak elementarnej logiki w wywodach p. Komorowskiego, a często wręcz ich wewnętrzną sprzeczność, Jarosław Kaczyński miałby szansę wykazać, że w przeciwieństwie do swego oponenta, on doskonale wie, o czym mówi. Inaczej głupstwa, które wygaduje p. Komorowski, ujdą mu na sucho, a jeśli będzie im towarzyszyć agresywny ton czy w miarę barwne przymiotniki, to mogą one nawet wzbudzić zachwyt szerokiej publiki, która przyjmie je za dobrą monetę.

W niedzielę np. p.Komorowski uderzając w miło brzmiące nie tylko dla ucha lewaków pacyfistyczne nuty, próbował zaprezentować się jako przeciwnik „polityki ekspedycyjnej”, ba wręcz postkolonialnej i pseudoimperialnej. W przeciwieństwie do niego Jarosław Kaczyński miałby być zagorzałym militarystą, zwolennikiem „polityki ekspedycyjnej”, który – w domyśle – nic sobie nie robi z daniny polskiej krwi.
W tego rodzaju „ustawkach” nie ma większego znaczenia fakt, że udział polskiego kontyngentu w misji afgańskiej „od zawsze” aktywnie wspierało zaplecze polityczne B.K., czyli PO, a on sam 13 kwietnia br. już jako p.o. prezydenta podpisał się pod dokumentem zwiększającym nasze zaangażowanie w Afganistanie. Chodzi przecież jedynie o wytworzenie pewnego, choćby i ulotnego, wrażenia. Zasugerowanie czegoś, co bynajmniej nie musi mieć nic wspólnego z prawdą. Bo dla większości widowni nie liczą się fakty (mało kto nimi tak naprawdę się interesuje), lecz umiejętność negatywnego zaetykietowania przeciwnika: To ja, Komorowski, jestem „gołąbkiem pokoju”, a ten gardłujący za silną armią Kaczyński – niepoprawnym militarystą, dlatego – znowu w domyśle – nie wiadomo w jaką jeszcze awanturę nas wepchnie, bo z samej definicji jest przecież nieobliczalny.
Tę w istocie rzeczy prostą jak budowa cepa socjotechniczną manipulację miała jeszcze dodatkowo wzmocnić wręczona J. K. przez Komorowskiego kartka z tekstem depeszy PAP-u dotyczącej pewnej jego wypowiedzi z 2006 r., w której Kaczyński miał rzekomo poprzeć wykorzystanie środków przeznaczonych dotąd na dopłaty unijne dla rolników na sfinansowanie utworzenia armii europejskiej. To jawne nieporozumienie było już wprawdzie wielokrotnie dementowane przez J.K., ale przydało się, aby utwierdzić zwłaszcza lewacko (co nie znaczy, że wszystkich z lewicy) nastrojoną część publiki w przekonaniu, że ten zamordysta Kaczor nie dość, że herold IV Rzeczpospolitej, to jeszcze militarysta pełną gębą.
Chyba nikt z komentatorów niedzielnej debaty nie zwrócił przy tym uwagi, że w swoich chaotycznych supozycjach Komorowski próbował zarysować z gruntu fałszywą alternatywę. A mianowicie opozycję pomiędzy użyciem polskiej armii do realizacji celów owej napiętnowanej przez niego „polityki ekspedycyjnej” (popieranej przez Kaczyńskiego) a ze wszech miar pożądanym ograniczeniem jej roli do obrony terytorium państwa polskiego i do wypełniania sojuszniczych zobowiązań wynikających z Artykułu 5. Traktatu Waszyngtońskiego, będącego fundamentem NATO. Dziennikarka prowadząca tę część debaty nie zaprotestowała, że takie stawianie sprawy jest jawnym absurdem. Bo przecież cała misja NATO w Afganistanie, a co za tym idzie także udział w niej polskiego kontyngentu, od początku nie była niczym innym jak właśnie praktycznym zastosowaniem przez kraje członkowskie NATO owego Artykułu 5, po ataku terrorystycznym z 11 września 2001 r. na World Trade Center i Pentagon.
W dotychczasowej historii NATO to właśnie atak terrorystyczny na USA, zgodnie z literą Artykułu 5, po raz pierwszy został uznany przez sojuszników USA za atak na nich samych i pociągnął za sobą konieczność ich zbrojnej reakcji na atak wymierzony w jednego z członków Paktu. Próba sugerowania, że rzeczy mają się inaczej, jest robieniem Polakom przysłowiowej wody z mózgu.
Jest rzeczą karygodną, że prowadząca debatę nie zwróciła uwagi widzów na tę cyniczną manipulację. Jestem przekonany, że gdyby Jarosław Kaczyński miał możliwość bezpośredniej riposty, to wytknąłby Komorowskiemu, że wykorzystując brak powszechnej wiedzy o elementarnych faktach, próbuje wprowadzać opinię publiczną w błąd. Budując przy okazji jakąś idiotyczną, bo nie mającą pokrycia w rzeczywistości, wizję alternatywy dla polskiej polityki w dziedzinie bezpieczeństwa narodowego, której filarem jest i musi pozostać nasza wiarygodność jako członka NATO właśnie.      
Jacek Piasecki
(jacek pia)

polonista z wykształcenia, absolwent polsko-francuskiego MBA, z zawodu redaktor, zainteresowany historią, ale nie tylko, piłsudczyk - jeśli chodzi o stosunek do Rzeczypospolitej, wrażliwy społecznie konserwatysta, nie wierzy, że niewidzialna ręka rynku wszystko załatwi za nas i za państwo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka