Ludzie, którzy z sentymentem wspominają lata gierkowskiej "propsperity" (rzecz jasna toutes proportions gardée), to w większości elektorat normalnej w rozumieniu zachodnim (a nie tzw. "kawiorowej"), prospołecznej lewicy. Gdybyśmy dziś mieli na rynku politycznym partię w rodzaju przedwojennej PPS - to na nią ci wyborcy mogliby scedować swe głosy. Do pewnego stopnia na kogoś o takich afiliacjach (wbrew staremu establishmentowi SLD) próbował się kreować Grzegorz Napierlski. (Choć czynił to w sposób nie do końca przekonujący, bo wprawdzie rozdawał o 6 rano jabłka robotnikom zakładów Fiata w Tychach, ale zamiast akcentowania roli państwa we wspieraniu tworzenia nowych miejsc pracy, szermował hasłem powszechnego dostępu do in vitro czy też koniecznością opodatkowania Kościoła).
138
BLOG
Kaczyński bez koniunkturalizmu odwołuje się do Gierka
Dla umiarkowanego elektoratu socjalnego, z rozrzewnieniem wspominającego dekadę Gierka, a przede wszystkim dla milionów młodych ludzi ze środowisk spauperyzowanych w latach III RP całkowicie naturalnym wyborem pozostaje Jarosław Kaczyński i PIS. W końcu to Gierek po latach gomułkowskiego zastoju zdał sobie sprawę, że to za jego rządów muszą powstać w kraju miliony nowych miejsc pracy, tak aby pokolenie wyżu demograficznego z lat 50. miało jaki taki start w dorosłe życie. Ambitny plan stworzenia tzw. „drugiej Polski” w realiach komunistycznej gospodarki nakazowej mógł, oczywiście, przynieść tylko połowiczne rezultaty. Ale czy elity polityczne III RP rządzące w ostatnim XX-leciu (z wyjątkiem może właśnie Kaczyńskich na „prawicy” i Kołodki na „lewicy”) w ogóle odważyły się tak postawić sprawę? Czy kiedykolwiek problem startu życiowego kolejnego wyżu demograficzneg z lat 80. stał się kluczowym zagadnieniem w debacie publicznej, czy też w programach partyjnych? Owszem przed rokiem 2004 całe zastępy publicystów i wyznawców neoliberalnego katechizmu w wersji SLD czy też UW lub PO jedyną szansę na rozwiązanie tego problemu upatrywało o otwarciu rynków pracy Unii Europejskiej dla młodych Polaków.
Jeśli więc dzisiaj Jarosław Kaczyński odwołuje się dziś do elektoratu gierkowskiego, ba jest nawet skłonny oddać pewną sprawiedliwość idei „drugiej Polski” Edwarda Gierka, dodajmy Polski w której mogłoby znaleźć dla siebie miejsce młode pokolenie, to nie czyni tego ze względów koniunkturalnych. W tym akurat obszarze dostrzega jedynie pewne podobieństwo swojej oferty z dawnymi celami I sekretarza. Podobieństwo celu nie oznacza, oczywiście, podobieństwa metod. Ani tym bardziej pochwały radomskich „ścieżek zdrowia”, zabójstwa Staszka Pyjasa prze krakowską ubecję, represjonowania opozycji demokratycznej itp. Konkretna oferta PIS-u z lat 2005–07 dla młodzieży, w postaci np. ułatwienia dostępu do wielu licencjonowanych zawodów (m.in. prawniczych), zarezerwowanych przez elity III RP dla swoich własnych dzieci, nieprzypadkowo spotkała się z totalną kontestacją z jej strony. Ba wręcz z pełnym nienawiści wyciem tych wszystkich, którzy nigdy nie wstydzili się twierdzić, że Polacy nie zasłużyli sobie na tak wspaniałe elity, jakich dorobili się po 1989 roku.
Jacek Piasecki


Komentarze
Pokaż komentarze