Po zakończonym ostatnio Synodzie o rodzinie przeważały komentarze hurra-opymistyczne. Co ciekawe optymistami okazały się obie spolaryzowane frakcje – zarówno „tradycjonalistyczna”, przeciwna nowym trendom w nauczaniu i duszpasterstwie rodzin, jak i „postępowa” – chcąca jak najszybciej owe zmiany wprowadzić.
Zabrakło w tych komentarzach obiektywnej analizy omawianego procesu. A fakty są takie, że pierwszą taką próbą, zakończoną połowicznym sukcesem i osiągnięciem nowego stanu równowagi pomiędzy tradycjonalistami, a reformatorami, były reformy niemieckiego katolika wówczas, ks. Lutra.
W wyniku implementacji nowego duszpasterstwa i nauki o rodzinie, o kapłaństwie, o eucharystii itd. wybuchł skandal na tyle duży, że doprowadził frakcję reformatorów do schizmy, a następnie do uroczystego potępienia propozycji tychże reform na Soborze Trydenckim.
Także można powiedzieć, że ważnym elementem konstytuującym protestantyzm była nauka o rodzinie i o małżeństwie. W owych czasach zachowawcza hierarchia katolicka ogłosiła, iż nowe nauki są herezją. Nie mniej, protestantyzm pociągnął znaczny odsetek katolików, który dzisiaj wynosi ok. 50% wszystkich zachodnich chrześcijan.
Kolejnym krokiem milowym był Sobór Watykański II,
226
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (4)