Ledwie świt, po grudzie i lodzie, w bamboszach zbiegam po schodach i wołam, żeby panowie z komunalki zaczekali, to zaraz wypchnę mój kosz z popiołem.
- Popioły już zebrane – oni do mnie, a ja w szlafroku.
Ósma rano. O, cholera!
Potem w drodze do sklepu dwa razy się wywaliłem. To mój rekord! Raz na dupę, na przejściu dla pieszych, a drugi raz na kolana i łapy. Rzecz jasna w miejscach, skąd starannie usunięto lód. Drugie wywalenie gorsze, bo dżinsy na kolanie rozdarte. Gdyby mnie śledził jakiś smutny, napisałby w raporcie, że osobnik pijany. Portki do niczego, ale akurat wywaliłem się przed szmateksem. Wchodzę i za trzy dychy kupuję całkiem nowe dżinsy, bardzo zgrabne.
…
Grenlandia wypycha Ukrainę, zahaczając o Iran. Więcej emocji niż te domniemane wojny, dostarczył mi kot Traktorek, który przez ponad dwadzieścia godzin nie wracał do domu. Pewnie uznał, że zero stopni świadczy o marcu, ale odkąd wrócił, nie bawi się w jakieś sentymenty, tylko sobie smacznie śpi. Dziecinada straszna, ale wielu komentatorów nierzeczywistości jest w swoim żywiole. Jeden dobrodziej przywołał nawet Stefana Czarnieckiego, że niby bronił Danii, a jest w hymnie, w związku z czym powinniśmy wspomóc Duńczyków. Dobrze, że ancymon nie pamięta, jak dzielny hetman pacyfikował Ukrainę.
…
Nie pisałem od wielu miesięcy. Wybaczcie toporny styl, ale mam nadzieję wrócić do odpowiedniej formy. O sporcie w styczniu mam niewiele do napisania. Zabawiła mnie tylko kreacja na sporowca roku pani Zwolińskiej, która ściga się kajakiem w betonowych rynnach. Pomimo tego, że z daleka widać, że jest to planowany wyczyn marketingowy, dziennikarze sportowi debatują nad tym całkiem na poważnie. I tak tematem wiosny będą osiągnięcia pana Papszuna, który poprowadzi warszawską Legię - właśnie – do czego? Pisząc te słowa mam na podglądzie sparing z Sigmą Ołomuniec. Jest 1-0.
Inne tematy w dziale Polityka