Nasuwają mi się pytania, których nikt nie stawia, a które od wielu lat powinny być zadawane. Skoro mamy niepodległą Polskę, wolną od socjalizmu w rozumieniu PRL, to partie zwane prawicowymi w latach dziewięćdziesiątych i obecnie powinny się wypowiedzieć na pewne tematy twierdząco.
Z góry zaznaczę, że pytanie o to, kto w przyszłości będzie skuteczny w rozumieniu PiS czy „Ziobryści” nie jest tematem tego wpisu, chodzi o to, czy ktoś zdecyduje się na wypowiedź w takich sprawach, jak: emerytury, fundusz socjalny, wysokość zarobków a koniunktura, przepływ pieniędzy w służbie zdrowia... jako regulacja wiecznych, niekończących się problemów?
To tylko kilka przykładów, które powodują, że kiedy słychać nawoływania o prawdę, to wielu ludzi z rezygnacją macha ręką i zaraz wyjaśnię dlaczego...
Być może ktoś zna lepiej niektóre tematy i będzie mógł coś dołożyć od siebie, tymczasem pytanie brzmi: dlaczego nikt nie usiłuje powiedzieć Polakom a potencjalnym wyborcom, że emerytury w rozwiniętych krajach Unii Europejskiej (wliczając w to Grecję) nie mają nic wspólnego z naszym systemem emerytalnym odziedziczonym po PRL? I tym samym obecne dyskusje u nas o wieku emerytalnym, wysokości świadczeń, wypracowywaniu kapitału, to kompletne bzdury!
Warto dodać, że emerytura w krajach Unii należy się, bo ktoś dożył, a nie wypracował i jest to jakieś 900 euro, tymczasem można pobierać wypracowaną emeryturę znacznie wcześniej. To tak, jakby u nas emerytura należała się w ramach zasiłku, oczywiście po osiągnięciu wieku emerytalnego, nawet tym, którzy nigdy nie pracowali, a dodatkowo doliczano wypracowane środki... to zupełnie inny system. Trzeba zauważyć, że choć musimy mieć ubezpieczenie OC jeżdżąc samochodem, to nie musi to być ubezpieczenie w PZU, tymczasem ZUS jest obowiązkowy, chociaż nieefektywny.
Dlaczego to takie ważne? Bo w „systemie zachodnim” wystarczy pracować kilkanaście lat i można pobierać świadczenia, i tak było w przypadku wielu naszych dziadków pracujących we Francji przed wojną. System ten nie zmienił się do dziś. Zaznaczę, że nie aspiruje w tym temacie do grona fachowców i nie mam ochoty się tym zajmować, ale partie prawicowe mają w swoich szeregach zarówno ludzi, jak i środki, by takie rzeczy opracować i wyborcom do głowy wbijać.
Trzeba pamiętać o jednym, otóż każdy obywatel Polski, wliczając bezdomnych, niepracujących itp. jest podatnikiem i jak kupuje wino czy bułkę (cokolwiek) to płaci podatek. Ten rodzaj podatków wcale nie należy do najmniejszych, oprócz podatku VAT trzeba wliczyć całą litanię podatków – składających się na cenę detaliczną towaru płaconych przez: producenta, pośredników, sklep... więc może coś się takiemu, „z winem czy bułką”, jednak należy?!
Podobnie rzecz dotyczy funduszu socjalnego, który rodem z PRL, w czasie rządów SLD (jeszcze za Cimoszewicza) doczekał się znacznego wsparcia ustawowego, a potem nie tylko go nie zlikwidowano, ale ma się dobrze do dziś... Oszustwo polega na tym, że ani złotówka z tego funduszu nie jest zyskiem dla pracownika, czas traci: pracodawca, komisja socjalna, księgowość, a pieniądze oczywiście z odpisu, czyli z płac. Zabawa tymi pieniędzmi w komisjach to nic innego, jak socjalizm dawnego chowu, rzekomo ma to służyć potrzebującym i pracownikom, ich rodzinom... no i służy – cwaniakom. Gdyby pracownik zamiast do zakładowej komisji socjalnej musiał się zwrócić do opieki społecznej, to wtedy przychodzi do domu pani z opieki i patrzy, i pyta o mercedesy pod domem... no i socjalizm jest trudniejszy. Przecież można by część pieniędzy z odpisu na ten cel do OPS i po kłopocie, potrzebujący rzeczywiście są, zarobki u nas takie jakieś, jakby alimenty od komuchów...
Zarobki – dlaczego kraje takie jak Niemcy, które według „naszych” standardów rodzimej ekonomii, płacąc za sprzątanie ulic niebotyczne kwoty sprzątającym, jeszcze nie zbankrutowały? Dlaczego kilkukrotnie wyższe od naszych zarobki Niemców nie są przyczyną ich kapitulacji gospodarczej? Jak funkcjonuje system finansowy w Ameryce i Europie Zachodniej w rozumieniu najniższa płaca i dlaczego? No i wreszcie fundamentalne pytanie: czy rozwój gospodarczy warunkuje wysokość zarobków, czy może jest odwrotnie (sprawa koniunktury)? Skoro jesteśmy członkiem UE, to mamy dostęp do technologii, a skoro tak, to co może zmusić do szybszego i jakościowo lepszego inwestowania w produkcję, jeśli zarabiamy za mało lub nie mamy pracy wcale?
A w ogóle, jak dorabiały się bogate obecnie państwa i jaka polityka doprowadziła do ich zamożności: lewicowa, czy prawicowa?
Trzeba pamiętać, że zanim Ford podwyższył kilkukrotnie zarobki w swoich zakładach robotnikom, przemysł zarówno w Europie, jak i w Ameryce już istniał i mógł dalej sobie istnieć w archaicznej formie, gdyby „system płacowy Forda” się nie upowszechnił, a przecież nie było to wtedy zbyt zrozumiałe dla współczesnych. W tym samym mniej więcej czasie pan Reno, we Francji, oferował robotnikom pakiety socjalne, pewnie myślał, że wie lepiej czego robotnicy potrzebują.
Pytanie o służbę zdrowia? Będąc w Niemczech, wiele lat temu (jeszcze marki były w obrocie), miałem okazję pytać o niektóre mechanizmy działające w niemieckim systemie zdrowotnym i dowiedziałem się o tak zwanym płaceniu w przychodni „za podanie ręki” lekarzowi. Wtedy było to 5 marek – o ile dobrze pamiętam – ale to bez znaczenia, ważne że taka kwota dla przeciętnego pacjenta nie była uciążliwa. Oczywiście leki w aptekach były zryczałtowane, też do jakiejś podobnej kwoty, i co istotne – właśnie takie płacenie lekarzowi motywuje, ze wszystkimi tego konsekwencjami, zupełnie inaczej niż u nas, gdzie zapisany, a w rezultacie przypisany, pacjent powoduje automatyczny przelew pieniędzy z NFZ i nierzadko traktowany jest... różnie...
Ponadto w systemie polskiej służby zdrowia często wymusza się, od lat dziewięćdziesiątych, poprzez dawanie odległych terminów, korzystanie z gabinetów prywatnych po znacznie większych cenach niż... „5 marek”.
Tymczasem nie było politycznej woli od wielu lat, aby rozwiązać te problemy, mimo że interesy lekarzy i pacjentów wcale nie są sprzeczne, również finansowo. Skoro wielu pacjentów chodzi z „kopertami” lub korzysta z drogich gabinetów, to znaczy, że pieniądze są, tylko trzeba racjonalnie podejść do tematu.
A czego chce pacjent? Pacjent chce być dobrze i szybko leczony, i żeby było niedrogo, zwłaszcza jak go nie stać. No, a czego chce lekarz? Pewnie między innymi zarobić. I w Niemczech wyszli już dawno naprzeciw tym zachciankom obydwu stron. W praktyce Niemcy mają taniej i wygodniej. No dobrze, ktoś powie – że kasy chorych w Niemczech są drogie – to prawda, potrzebujemy zarabiać! O tym jeszcze będzie....
Na razie mamy dwie strony okopane na swoich pozycjach, PO które chce podejrzanej prywatyzacji i PiS, który chce... no właśnie, czego? Bo blokowanie Platformy, to za mało, system jest krzywdzący dla wielu pacjentów już, i trzeba reagować. Po ostatnich podwyżkach niektórych ważnych leków dla pacjentów zagrożonych (np. Trombex konieczny po założeniu stenta, czy leki psychiatryczne... będzie się działo, leki na astmę, cukrzycę... przy czym zapomniano, że leki w Polsce od dawna należą do najdroższych na naszym globie) wypadałoby się wypowiedzieć.
http://biznes.onet.pl/pracodawcy-ustawa-refundacyjna-spowoduje-znaczny-w,40690,4156897,1,news-detal
http://mojacukrzyca.org/?a=text&id=2379
DOŚĆ! Tak można pytać, ale po co? Czy dzisiaj kogoś to interesuje? Mamy tyle ważniejszych tematów... Tymczasem, to właśnie interesuje tą połowę obywateli, która nie chodzi na wybory. To interesuje lewaków, bo się tego boją! Mówienie o konieczności zmian systemowych na przykład w wysokości płac, toż to przewrót nie do pomyślenia, a skoro tak, to prawica o tym nie myśli. Właściwie, jak się dobrze przyjrzeć, to zbyt wiele jest tematów, które być może w poczuciu dobrych manier, nie jest poruszanych, a które interesują lub powinny zainteresować przeciętnych zjadaczy chleba z korzyścią dla obecnego PiS.
No dobrze, to teraz trochę argumentów tłumaczących między innymi mizerność zarobków w Polsce, które są z powodzeniem lansowane od co najmniej czterdziestu lat przez lewaków i powtarzane do dzisiaj przez wielu ludzi podobno o prawicowych poglądach: „Państwa zachodu wzbogaciły się, ponieważ miały zamorskie kolonie”, a jak pytam o Finlandię, to mówią – że to na północy, a nie na zachodzie... „Ameryka jest bogata, bo murzyni na nią robili” (chodzi oczywiście o „robili” = „pracowali” nie tak, jak teraz...) bez komentarza, „Jesteśmy państwem na dorobku...”, jak pytam: czemu inni dorabiają się szybciej, to słyszę, że jestem jakiś nerwowy. A w ogóle: „to jest kryzys”, tyle że kryzys jest u nas zawsze (od stanu wojennego), zwłaszcza jak trzeba pieniądze dla ludzi...
Ktoś powie, że przecież poruszano tak ważne tematy, jak lustracja. Owszem, ale jest trudniej większości wyborców wytłumaczyć zależność wzrostu gospodarczego od lustracji, zwłaszcza nie mając przewagi w mediach ogólnopolskich, gdy tymczasem hasło „dzięki nam będziecie zarabiać znacznie więcej niż teraz, bo to nasz główny cel” jest znacznie prostsze do wbijania w świadomość ogółu, nie mówiąc już o tym, że ludzie tego właśnie chcą, a prawica z zasady rzeczywiście przyczynia się do poprawy gospodarki i dochodów wszystkich ludzi pracujących... co ciekawe, a dla lewaków straszne, ludzie chcą dużo zarabiać, bez względu na to, czy są: katolikami, żydami, narodowcami, ateistami, popierają lub nie in vitro, aborcję...
No, to o co chodzi?
Można odnieść wrażenie, że przebywanie przez długie lata w zatrutym środowisku najpierw PRL-u, potem Trzeciej RP, niestety powoduje przesiąknięcie trucizną, nawet tych, którzy są w istocie patriotami. Polacy, czego dowodem postawa kibiców (jeszcze do niedawna postrzeganych tylko w charakterze zawziętych wrogów PiS-u), są bezradni wobec ogromnej machiny kłamstwa szalejącego w mediach, piwiarniach, miejscach pracy, urzędach, ale to nie znaczy, że ich już nie ma. Niestety oni też widzą bezradność lub czasami zdradę tych, na których liczyli (brak pracy i zbyt niska płaca = zdrada). Ci, którzy nie chodzą na wybory, to tacy „politycznie osamotnieni” i tak się często czują.
Tymczasem skoro nawet tragedia smoleńska nie spowodowała wystarczającej zmiany nastrojów wyborczych, znaczy to, że trucizna lewaków jest skuteczna i działa, i że potrzebna jest odtrutka. Dalsze ustępstwa, takie jak te: w czasie wyborów prezydenckich 2010 roku, a dotyczące nie poruszania tematu smoleńskiego w kampanii... i to na wyraźne życzenie lewaków, którzy bez skrępowania mówili, czego sobie w kampanii nie życzą... powinny się skończyć. Wystarczyło powiedzieć, że sugestie lewicy są bezczelne! w obliczu narodowej tragedii... i robić swoje.
Ogólna teza jest taka, że dopóki prawica nie zorganizuje efektywnego sztabu do spraw propagandy, który lepiej będzie trafiał w gust wyborców i nieco mniej się liczył z zachciankami przeciwników politycznych niż dotychczas, dopóty wielu ludzi w Polsce nawet nie będzie umiało zdefiniować, czego prawica właściwie chce. Za to, jak zwykle, zrobią to lewacy. Oni w definiowaniu prawicowych dążeń są świetni, ale najważniejsze co osiągają, jak do tej pory, to tematy tabu, tematy, których się boją, jak choćby ten o zarobkach...
Taką ciekawostką dotyczącą tabu zarobkowego lewaków był „popiwek” w czasie prezydentury Wałęsy, czyli zrobić wszystko, byleby nie wzrosły płace – bo ten podatek, pod pretekstem walki z inflacją, rodem z PRL, tylko temu służył. Tymczasem w Wikipedii o popiwku takie oto rewelacje:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Podatek_od_ponadnormatywnych_wyp%C5%82at_wynagrodze%C5%84
Wynika z tego, że wzrost płac ma wpływ na inflację, no to trzeba spytać: kto drukuje pieniądze i czy drukowali je w roku dziewięćdziesiątym dyrektorzy firm, którym popiwek groził?
Oczywiście, zaniżając płace, nadal się „walczy z inflacją” o czym wiedzą miliony Polaków z autopsji i niewiele, sądząc po wynikach ostatnich wyborów, zapowiada zmiany w tej dziedzinie przez najbliższe kilkadziesiąt lat... no chyba, że prawica wreszcie zacznie o tym mówić.
Przecież sytuacja żenująco niskich płac w wielu branżach utrzymana została do 2005, a właściwie do 2006 roku (czterdziestoprocentowa podwyżka w służbie zdrowia). Wielu zapomina o batalii, jaką wówczas toczył rząd koalicyjny Jarosława Kaczyńskiego z lewakami na temat realnego wzrostu zarobków – w charakterze idei gospodarczej. Tymczasem coraz szybciej wracamy do punktu wyjścia, zaprzepaszczając pewne osiągnięcia płacowe z lat 2005/ 2007.
Trzeba pamiętać o pewnym kłamstwie, które zostało sprytnie wciśnięte społeczeństwu,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Tr%C3%B3jstronna_Komisja_ds._Spo%C5%82eczno-Gospodarczych
mianowicie temat dochodów pracowniczych jest tylko i wyłącznie polityczny i niewiele powinni na ten temat mieć do powiedzenia tzw. „pracodawcy”, którzy reprezentują poglądy lewackie, a których dochody też wynikają z woli politycznej i stawianie ich naprzeciwko związkowców, żeby sobie... o płacach „pogadali”... nic nie daje, bo nie może. Jak ktoś w to nie wierzy, to powiem tak: nieważne ile gazu, złota, diamentów czy ropy kryje polska ziemia, jeśli nie zmieni się kierunek polityki płacowej (odgórnie) i tak będziemy żyli od pierwszego do pierwszego... z długami. W koloniach tak bywa.
(Niedawno opowiedziano mi historię z jakiegoś baru w Krakowie, gdzie młody człowiek pozgarniał resztki z talerzy i jadł je w pospiechu, jak ten piesek, który boi się, że mu odbiorą i przegonią...)
Jak zwykle, ten wpis może ktoś przeczyta, potem zejdzie na dalszy plan i po kłopocie. A przy następnych wyborach, będzie, jak za czasów Kościuszki: miała być trzystu-tysięczna armia powstańcza, ale większość wolała siedzieć w domu i pilnować zagrody.
Jacek Trzaska
PS
Skąd ten mój upór wokół płac? Otóż Polacy – mniej lub bardziej chętnie – wyrzekną się suwerenności, jeśli w Polsce nie będzie dla nich szansy na lepsze życie, a UE będzie nadzieją na jakąś poprawę. Dowodem jest postawa tych, którzy wyjechali na stałe za chlebem i... jakoś nie wracają. Rządząc za pomocą biedy, lewacy robią z narodem to, co chcą, a osiągnęli już bardzo dużo. To dlatego naród nie sprzeciwił się przystąpieniu do UE, to dlatego nie sprzeciwi się kolejnym traktatom, strefa euro również jest z czasem do zaakceptowania. Po prostu wmówiono wszystkim, że w Polsce i tak się nie da zmienić sytuacji na rynku pracy – zwłaszcza z zarobkami – i że tak być musi. A skora tak, to nadzieją dla społeczeństwa będą politycy unijni... Dlatego walka z biedą, w rozumieniu zaniżonych płac, jest walką z lewakami, ale jakoś się o tym mało mówi.



Komentarze
Pokaż komentarze