Jaka szkoda, że nasi ministrowie nie chodzili do mojego liceum, gdzie na matematyce, jak ktoś mówił, że wybiera mniejszą połowę, oczywiście podpuszczony przez nauczyciela, to wylatywał z klasy? A takich pułapek zastawiano znacznie więcej i znacząca część uczniów mogła, za brak precyzji w myśleniu, skończyć lekcje na korytarzu.
Pani minister od edukacji Anna Zalewska twierdzi, że nikt z nauczycieli nie jest zagrożony zwolnieniem z pracy na skutek likwidacji gimnazjów.
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/minister-edukacji-przedstawila-rewolucyjna-reforme-szkolnictwa/mce008
Podobne jej wypowiedzi są nadawane w telewizji w różnych wywiadach na ten temat.
Tak się jednak składa, że odwrotną propagandę uprawia się w środowisku nauczycieli, wmawiając pedagogom, że pójdą na zieloną trawkę przez PiS, a ponieważ to nie od ministerstwa zależy rzeź nauczycieli, lecz od samorządów, a te są w wiadomych rękach, więc straszenie odnosi skutek. Wszystko dlatego, że pani minister uparcie twierdzi, że nie będzie żadnych zwolnień, a nie mówi, że samorządy są i będą w tej sprawie odpowiedzialne za ewentualne problemy kadrowe w szkolnictwie.
Kilka lat temu trwała akcja PO – PSL likwidacji, między innymi, szkół, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Ile osób wtedy straciło pracę? Tak naprawdę wałkowano każdą sprawę w samorządach, bo to one decydowały ostatecznie o tym, która szkoła pójdzie do likwidacji. Rodzice usiłowali protestować, bo nierzadko budowali te szkoły w tak zwanych czynach społecznych i temu podobne. Ile szkół udało się uratować? Teraz jest podobnie i samorządowcy o tym wiedzą, co ważne wiedzą również nauczyciele – no bo czy minister zakaże kogoś zwolnić, żeby tak rzec, z nazwiska? A że w przeważającej liczbie w samorządach zasiadają członkowie PO i PSL, więc już ruszyła szeroko zakrojona akcja propagandowa wśród nauczycieli, jakoby reforma groziła zwolnieniami. A zwolnienia będą, tyle że za sprawą samorządów, a dalej można przewidywać, że wiadome stacje medialne pokażą panią minister, jak zapewniała o tym, że "zwolnień nie będzie, no a przecież są", i zanim uda się wyjaśnić całą sprawę, to jak zwykle będzie po herbacie a społeczeństwo zbałamucone.
Właściwie szykuje się znakomita okazja, aby zrobić czystkę w środowisku i jednocześnie obarczyć rząd Beaty Szydło winą za tę czystkę. Czy to nie genialne? Od dawna mnie zadziwia, że lewacy potrafią niejednokrotnie upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, a prawica się przygląda, nie mogąc wyjść z „podziwu”, co się stało. Lewacy są kreatywni i trzeba się umieć temu przeciwstawić, ale kto ma to zrobić? Chodzi o to, że nie ma mniejszej ani większej połowy i zawsze trzeba o tym pamiętać.
Właśnie jest przygotowywany wielki protest środowiska nauczycielskiego i skoro numer z aborcją nie wypalił, to teraz będzie się działo.
Może by tak nie zapewniać o tym, że zwolnień nie będzie, tylko od kogo ta groźba zależy. W końcu zwolnić nauczyciela może każdy dyrektor, tylko że teraz będzie polityczne pytanie o powód.
Rząd przygotował dobry projekt, ale nie potrafi tego właściwie wyartykułować. Powinno się mówić o pieniądzach, które zabezpieczają etaty nauczycieli przed likwidacją i jednocześnie o odpowiedzialności i kompetencji samorządów w tej sprawie. Mają one istotny wpływ na to, co będzie się działo przy wprowadzaniu reformy; już argumentują o trudnościach związanych z finansami w wyniku zapowiadanych zmian.
Swoją drogą, jak nie będzie reformy ustawy samorządowej, to się garba postkomunizmu nie pozbędziemy jeszcze przez wiele lat i będzie to bardzo niekorzystnie wpływało zarówno: na rozwój małych ojczyzn jak i całego kraju. Ludzi nietykalnych w samorządach, na różnych kluczowych stanowiskach, jest zbyt wielu, a rzutuje to na wszystkie wybory podejmowane przez obywateli tychże społeczności.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)