Piątkowy wieczór spędziłem dość nietypowo, ale bardzo przyjemnie. W Radiu Białystok współtworzyłem i prowadziłem program „Strefa Dobrej Muzyki”. W tej audycji politycy wcielają się w rolę Dj-ów i przez dwie godziny prezentują muzykę, którą lubią. Tak się składa, że głównym obszarem moich muzycznych fascynacji jest muzyka klasyczna. Trudno jednak prezentować ją i opowiadać o niej mając nałożone ścisłe ograniczenie czasowe. Dlatego swoje propozycje podzieliłem między muzykę filmową i rozrywkową.
Utwory, które wybrałem niezbyt często można usłyszeć w radiu. Pojawiały się one jednak w moim życiu i o tych osobistych wątkach również opowiadałem słuchaczom. Bo muzyka to przede wszystkim piękno emocji i nastroju. Wspólnym mianownikiem utworów, które wybrałem jest przywiązanie do dziecictwa kulturowego poszczególnych narodów. Muzyka, która twórczo wykorzystała piękno i wartość tradycji. Swoimi muzycznymi fascynacjami chcę się podzielić z też z blogerami. Może wzajemnie wymienimy się propozycjami, których jeszcze nie mieliśmy okazji usłyszeć.
Subiektywny przegląd muzyki filmowej
Muzyka filmowa wypełniła pierwszą godzinę audycji. Otworzyłem ją kompozycją Amerykanina Jamesa Hornera napisaną do filmu „Waleczne serce”. Szkocka tradycja muzyczna połączona z pięknym brzmieniem orkiestry symfonicznej, a do tego treść filmu sprzyjają męskim rozmyślaniom. Mnie osobiście ta muzyka zawsze inspirowała do codziennej walki i do wytrwania w uczuciach, bo moją żonę Justynę udało mi się zdobyć po 17 latach. Ale o tym będzie jeszcze przy innym utworze.
Dalej pojawili się polscy kompozytorzy, którzy osiągnęli światowy sukces. Wojciecha Kilara uważam za najwybitniejszego żyjącego kompozytora. Ogromna różnorodność jego twórczości budzi ogromny podziw. Bardzo cenię jego filmowe kompozycje, ale podziwiam też wierność dla innych pasji muzycznych. Odmówił np. napisania muzyki do „Władcy Pierścieni”, gdyż jak tłumaczył zajęłoby mu to zbyt dużo czasu i uniemożliwiło prace nad innymi kompozycjami. Bardzo żałuję, że twórcy filmu nie zgodzili się na jego propozycję napisania ścieżki dźwiękowej tylko do pierwszej części. Producentom zależało jednak, by to jeden artysta stworzył oprawę do całej trylogii. Myślę, że ta historia dobrze oddaje wielkość polskiego kompozytora.
Proponowane przeze mnie utwory Kilara to pokazanie muzyki, która służy nie tylko do słuchania, ale też do tańczenia. Dlatego pojawił się zaczerpnięty z polskiej tradycji słynny polonez z „Pana Tadeusza”, a potem walc wiedeński z „Ziemi Obiecanej”, przy którym niemalże płynie się po parkiecie. Kolejna propozycja należała do klasyki muzyki filmowej. Ścieżkę dźwiękową do „Misji” uważam za najlepsze dzieło włoskiego kompozytora Ennio Morricone.
Z Włoch przenieśliśmy się do Grecji… A właściwie to trochę dalej, bo do Ameryki. Muzykę Vangelisa do filmu „1492. Wyprawa do raju” wybrałem, ponieważ była to nowatorska jak na owe czasy (1992 r.) propozycja, oparta na muzyce elektronicznej. Dodatkowo jest ciekawym przykładem na to, jak czasami ścieżka dźwiękowa przerasta dzieło, któremu miała towarzyszyć. Później pojawiły się kompozycja do filmu „Pasja”, muzyka Zbigniewa Preisnera z bardzo smutnej produkcji „Podwójne życie Weroniki”. Na koniec znów wątek osobisty. Walc z filmu „Ptaki ciernistych krzewów” to utwór i taniec, którym razem z żoną otwieraliśmy nasze wesele. Zresztą ten walc przypadł do gustu wielu tancerzom, gdyż jest pięknym przykładem walca turniejowego.
Podróże z muzyką rozrywkową
Druga część należała do muzyki rozrywkowej, ale dalej pozostawaliśmy w niezwykle nastrojowym, często nostalgicznym klimacie. Otworzyła ją Kanadyjka irlandzko-szkockiego pochodzenia Loreena McKennitt. Polecam całą jej płytę „The Mask and Mirror”. To znów nawiązanie do muzyki ludowej, tym razem celtyckiej. Po wątkach celtyckich powędrowaliśmy do Portugalii. Zaproponowałem słuchaczom muzykę fado, nazywaną dźwiękami smutku i tęsknoty. A wschodzącą gwiazdą tej muzyki jest Ana Moura.
Z następnym utworem powraca temat zdobywania żony. Gary Moore z piosenką „Still got the blues” towarzyszył mi, gdy moja żona odrzuciła moje pierwsze zaręczyny. Stąd to wspomniane siedemnastoletnie czekanie i trwanie w miłości. Jak widać muzyka jest ogromnie ważna, bo towarzyszy człowiekowi w tych najważniejszych chwilach. Często ilustrując dobrze stan jego uczuć, a w pewien sposób pewnie i duszy.
Na koniec całej audycji było nastrojowo, ale też różnorodnie. Trębacz jazzowy Chet Baker spopularyzował szlagier „My funny Valentine”. Dlatego tę wersję zaprezentowałem. Dalej wybrałem muzykę sefardyjską, czyli Żydów zamieszkujących półwysep Iberyjski. Taką właśnie muzykę wykonuje Yasmin Levy.
To tylko próbka moich muzycznych fascynacji, ale myślę, że w jakiś sposób oddaje moje zainteresowania w tej dziedzinie. Zapraszam do komentowania i dzielenia się swoimi upodobaniami muzycznymi. Jest tyle pięknej muzyki, że nie sposób wszystkiego przesłuchać. Tym cenniejsze są więc dobre rekomendacje.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)