20 obserwujących
101 notek
79k odsłon
754 odsłony

O mediach na prawicy. Entuzjazm i żal rozstań. Dom i twierdza.

Wykop Skomentuj

 

 

Chciałbym tutaj zrobić jeden wtręt, pomiędzy części tekstów, mówiących o przemocy narracyjnej, mam nadzieję, że czytelnicy wybaczą. Poniższy tekst, zaznaczam, nie jest jakąś fachową diagnozą, ale opisem doświadczeń własnych i próbą ich interpretacji. Nie mam, jak Waldemar Łysiak, wiedzy insidera, który by mógł Państwu powiedzieć, kto w czyjej kieszeni trzyma rękę, kto jest bliżej prezesa, a kto komu kaski nie przelał itd. Z pewnością zresztą, są do tego powołane specjalne jednostki w Newsweeku, i jak ktoś się chce pooburzać, że to jest skandal, że prawica dziennikarska jakieś pieniądze zarabia, że ktos reklamy daje, to zapraszam.

 

 

TV Republika

 

Na początek, szczere wyrazy uznania i podziękowania. Po raz pierwszy, w czasie rocznicy tragedii smoleńskiej, mogłem pogrążyc się w szczerej żałobie, niezakłóconej frustracją spowodowaną kłamstwami. Nie musiałem nerwowo spoglądać, raz na ekran, raz przez okno na ulicę, by stwierdzić, że świat, tak jak go widzę na własne oczy, jeszcze istnieje. Po raz pierwszy mogłem zaprosić do domu tych, z którymi godnie można uczcić pamięć ofiar. Goście z rocznic poprzednich działali w inny sposób. Przyjdziemy, damy ci jakąś tam informację, ale za to nie zdejmiemy butów, naszczymy do zlewu, spoliczkujemy matkę, a psa nauczymy szacunku do autorytetów.

 

Pluralizm pluralizmem, wypowiadam się o tym w innym tekście, walka walką, ale pozwólmy sobie czasem na święto, na chwilę entuzjazmu, poprzebywania wśród swoich, ludzi, dla których waga prawdy i dobra jest oczywista. Przestrzeń publiczna nie musi być miejscem, w którym zajmujemy się tylko czyszczeniem samych siebie z rzygowin. Możemy znaleźć w niej dom, otwarty, ale z jasnymi zasadami, który będziemy cenili na tyle, by nie wachać się wyrzucić z niego przekupniów różnego autoramentu. Niech inni też tworzą swoje domy, niech czynią z nich domy publiczne, my jednak musimy posiadać przestrzeń,  która ochroni tych, którzy sami bronić się nie mogę.

 

Być może uderzam tu w patos, ale to tylko dlatego, że doświadczenie to jest dla mnie nowe. Poprzednie prześwity w III RP, albo mnie ominęły ze względu na wiek, albo miały charakter częściowy. Telewizja publiczna kierowana przez Wildsteina, choć jej dziedzictwo jest widoczne do dziś, była polem walki, świadomość tego, że to już za chwilę się kończy, że nie może trwać, powodowała u widza neurozę. Był to swoisty objazdowy teatr na linii frontu, dający żołnierzom chwilę wytchnienia, ale nie zwalniający ich z podstawowego obowiązku.

 

Dlatego 10 kwietnia bieżącego roku był dla mnie doświadczeniem lekkiego odrealnienia. Nie mogłem przekonać siebie, że można oglądać telewizję bez trwania w gotowości bojowej, bo albo trzeba się mobilizować, żeby nie przepuścić tego jednego momentu prawdy, albo, że za chwilę ktoś pieprznie tak piramidalną bzdurę, że trzeba będzie reagować, pisać teksty pełne oburzenia, dzwonić do znajomych, krzycząc do słuchawki „Oglądasz? Wyobrażasz to sobie?”.

 

Wszystko, co napisałem, nie zmienia faktu, że głupcem jest ten, który nie oddaje szacunku, tym którzy pozostawali bezkompromisowi i konsekwetni, w czasach o wiele mniej kolorowych. Gazecie Polskiej, Radiu Maryja i TV Trwam należą się pomniki w głowie każdego konserwatysty, za danie świadectwa podstawowej konserwatywnej cnocie, czyli twaniu właśnie. Dla mnie jednak, różnica między TV Trwam i TV Republika, to różnica między domem a twierdzą, pomiędzy sytuacją, kiedy wybór mamy, a sytuacją, w której wybór jest oczywisty. Nie zmienia to jednak faktu, że wszystkie szczawiki blogerskie czy dziennikarskie, w tym niżej podpisany, muszą mieć świadomość, że gdyby nie ta twierdza, to nie mogłyby dziś tak swobodnie przypinać sobie łatki niepokornych. Dziennikarz nie powinien bać się dostać w ryj, ale jeżeli umiemy stworzyć taką sytuację, że bać się może trochę mniej, to ja ją przyjmę z ochotą, jako osoba latająca w wadze raczej śmiesznej.

 

Niezależnie od losów przedsięwzięcia o nazwie TV Republika, ja, jeszcze raz, dziękuje za to, co jego twórcy pozwolili mi przeżyć i mam nadzieję przeżyje w przyszłości. Jako konserwatysta, cenię to, co już mamy i czasem ciężko mi wytworzyć w sobię wiarę w nowe, obiecujące odrodzenie. Niezależnie od moich obaw, róbcie swoje, w moim domu zawsze znajdzie się dla was miejsce.

 

 

RAZ i Łysiak

 

Podczas jednego ze spacerów z psem, byłem zmuszony dokonać ważnego odkrycia. Kundel „Popłoch” postanowił robić swoje, właśnie wtedy, gdy obaj znaleźliśmy się w zasięgu czujnych oczu patrolu straży miejskiej. W tym momencie uświadomiłem sobie, że nie mam przy sobie ni siateczki, ni husteczki, niczego prócz świeżo zakupionego egzemplarza „Do Rzeczy”. Moja decyzja, którą stronę wyrwać, by uczynić zadość najważniejszemu z obywatelskich obowiązków, była zaskakująco szybka. Wahałem się tylko chwilę pomiędzy stroną ostatnią a przedostatnią, uświadomiwszy sobie jednak, że na przedostatniej, oprócz felietonu RAZa, są inne rzeczy, wyrwałem Łysiaka.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale