Jadowitym piórem Jadowitym piórem
287
BLOG

Madonno śląskości

Jadowitym piórem Jadowitym piórem Kultura Obserwuj notkę 0

Alojzy Lysko – regionalny działacz oraz partyjny kolega, porównał przed laty Marię Pańczyk-Poździej do… Matki Boskiej Piekarskiej. Opublikowanym w ostatnim Gwarku tekstem pt. „Nie uczcie mnie śląskości” pani senator udowadnia, że w nieszczęsne porównanie sama uwierzyła.

A takie mam przynajmniej wrażenie po lekturze artykułu, w którym zasadniczym i niepodważalnym argumentem (w toczącej się dyspucie o roli i miejscu górnośląskiej mowy) zajmuje „ja” – Maria Pańczyk-Poździej; żywa ikona, zwierciadło i krynica prawdziwej śląskości.

Zżyma się więc pani senator na kierujących pod jej adresem krytyczne uwagi, „Niech mnie nikt nie uczy śląskości, bo korzeniami w niej tkwię”. Ale również poucza – „nie było Dangi ani Pro Loquela Silesiany (organizacji promujących dialekt – KŁ), nie było Jana Hahna, a ja już postulowałam kodyfikację śląskich gwar”. Cóż, choć osobliwa, wizja kultury regionalnej zaczynającej się i kończącej na Marii Pańczyk-Poździej pozostaje wcale nęcąca.

Dalej peroruje Autorka, że jej „rzekoma niechęć do pomysłu tworzenia języka regionalnego wynika z językoznawczej wiedzy i autentycznej troski”. W te ostatnie zapewne nikt przy zdrowych zmysłach nie wątpi, co nie zmienia faktu, że przytoczona wypowiedź pozostaje nielogiczna. Jest bowiem niechęć albo rzekoma (i dalsza część zdania nie ma sensu), albo też ma swoje korzenie w wiedzy i trosce, ale siłą rzeczy nie jest już wtedy rzekoma.

Na potrzeby felietonu nazwijmy więc stanowisko pani senator chłodną rezerwą. Ma do niej pełne prawo. Czy jednak jej wyborcy nie mieli prawa oczekiwać od pomysłodawczyni konkursu „Po naszymu, czyli po śląsku” większej aktywności w sprawie języka regionalnego? Twierdzi Pańczyk-Poździej, że to nie politycy stanowią o języku. Dzięki Bogu! Pytanie brzmi, po co w takim razie red. „Maryjka” wchodziła w świat polityki?

Przed trzema dekadami koncesjonowani luminarze kultury w przypływie dobroci pozwolili górnośląskiej tradycji pokazać się światu. Przez grube i zniekształcające szkło. Od tej pory kojarzymy się całej Polsce wprawdzie dobrodusznie i sympatycznie, ale wyjątkowo przaśnie i prostacko. Niestety, stereotyp ten w dalszym ciągu utrwala większość miejscowych polityków i celebrytów.

Na szczęście organizacje pozarządowe udowadniają, że tradycji nie trzeba sprowadzać wyłącznie do rubasznych wiców o Eciku i Franciku. Zaś Zbigniew Kadłubek w „Listach z Rzymu” przekonuje, że – równie dobrze jak do rechotania z „Przy piecu stoła, krupnioki grzoła…” – górnośląska mowa nadaje się do przekazywania głębszej refleksji intelektualnej. (A propos, czytała Pani? Polecam: Księgarnia Św. Jacka, 2008).

To w nich – „wszechwiedzących zbawcach naszych śląskich interesów”, jak nie bez złośliwości określa liderów społeczeństwa obywatelskiego Maria Pańczyk-Poździej – zdaje się pani senator upatrywać zagrożenia własnej pozycji. Trochę bez klasy i niezbyt fair. Madonno śląskości – zmiłuj się nad nami!

 

Kamil Łysik

Gwarek, 08.02.2011

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura