Pora na dobranoc, bo już księżyc świeci/ Dzieci lubią misie, misie lubią dzieci. Wydaje się, że twórcy tej popularnej mruczanki z 1975 r. w najśmielszych nawet snach nie przypuszczali, jak po latach decydenci telewizji publicznej zinterpretują jej przekaz.
A jeśli w ramach recyclingu głównego bohatera wieczorynki nie zmielono jeszcze na papier toaletowy (lub modną obecnie papeterię ekologiczną) i jeśli, jakimś cudem, przetrwał on proces weryfikacji agentów komunistycznych służb bezpieczeństwa – przykro być musi Uszatkowi i pewno niejedna już łza spłynęła po przeoranej zmarszczkami pluszowej facjacie.
Bo też i powodów do zmartwień ma sympatyczny niedźwiadek niemało. Nie dość, że z – nieprzymierzając – bohatera narodowego stał się obecnie dla najmłodszych telewidzów „moherowym beretem”, to na dodatek – obserwując zmiany programowe kolejnych ekip kierownictwa telewizji – naraża się na ryzyko sensacji żołądkowych, zagrożenia miażdżycą, zawałem itd.
Nic też nie wskazuje, by tropienie w programach tv audycji dla maluchów było dla Uszatka przysłowiowym miodem na serce. Owszem, bajek jest zdecydowanie więcej niż w czasach świetności Misia, ich kolory coraz żywsze, ale już terminy emisji pozostają wielce osobliwe. Weźmy na przykład przygody „Sindbada” – serial z 1979 r. – Jedynka proponuje go w piątki o godz. 5.35. Rano, żeby nie było wątpliwości.
Nic to, że ciemno jeszcze o tym czasie i „księżyc świeci”. Jeśli jednak która pociecha spać nie może, wierci się i kręci, barany liczy (a te ciągle się mnożą) – „Sindbad” będzie jak znalazł. Śpiochom zaś trochę porannej dyscypliny też nie zaszkodzi. Będzie więcej czasu na przygotowania do przedszkola lub szkoły, a kto ma na później zdąży jeszcze zerknąć na 117 odcinek serialu „Na dobre i na złe” (godz. 7.30), w którym „Bruno i Paweł są załamani po śmierci Elżbiety, tymczasem Agnieszka wraca ze Stanów…”. Fascynująca fabuła.
Weekendowa ramówka TVP niewiele odbiega od tygodniówek. By pozwolić rodzicom na dłuższy wypoczynek, Klub Myszki Miki przesunięto na godz. 6.00. Najmłodsi powinny docenić ten ukłon kierownictwa w ich stronę, bowiem poczyniony został kosztem programów rolniczych, które – poprzez subtelne porady „Ars amandi” Owidiusza dla pokrywających jałówki byków – przyczyniają się do rozwoju gospodarki. Jezu! Żeby tylko nasz Misio zbyt wcześnie nie wstał, bo jego podstarzałe nerwy mogłyby nie znieść sielskiego widoku bydła kotłującego się w porannej rosie.
No właśnie, misyjny charakter telewizji publicznej przejawia się już chyba tylko w programach rolniczych. O każdej bowiem porze dnia i nocy emituje się kolejne seriale i głupkowate teleturnieje. Zdjęto poniedziałkowy Teatr TV, by ludziom głowy nie zaprzątać bzdurami. A publicystykę zredukowano do ringu, na który wpuszcza się polityków przeciwnych opcji, oddzwania początek walki i z lubością obserwuje walenie po mordach, przerywane zrazu grzecznościowym – „ale ja panu nie przeszkadzałem”. Jak dobrze nie mieć telewizora!
Kamil Łysik
"Gwarek", 15.02.2011



Komentarze
Pokaż komentarze (2)