Za górami, za lasami, za wyschniętymi jeziorami i śmierdzącymi ściekami, w pięknym, barokowo-klasycystycznym pałacu mieszkał sobie król Arkadiusz. A jako, że dobre miał serce, nie zajmował komnat sam, lecz dzielił je z swą drużyną.
I choć demokratyczne władze krainy, gdzie znajdowała się rezydencja, aż kipiały od pomysłów wykorzystania obiektu na cele społeczne – udzielny królik wraz z nadętym dworem zapuścili głęboko korzenie w starodawne mury. Popijając kawę na przemian z szampanem, przegryzając kawiorem – zadowolone z siebie nobliwe towarzystwo rozsiadło się po salonach. Nic nie mąciło spokoju dostojeństwa, purpurowe dywany skutecznie bowiem tłumiły okrzyki żądającej dostępu do kultury gawiedzi.
Aż wreszcie pojawił się trybun, który swą charyzmatyczną niekompetencją porwał tłumy i poprowadził do szturmu. Pałac zdobyto, króla z drużyną wyrżnięto w pień, damy puszczono w pończoszkach, a klawesyny, klawikordy i kandelabry (jako dobro społeczne) gdzieś się rozeszły.
Niemal natychmiast zrealizowano też „kulturalne” postulaty sprzed rewolty – w rezydencji zorganizowano gospodę i tancbudę. Niegdyś nobliwe, mury dworu rozbrzmiewały odtąd skocznymi przyśpiewkami, dywany chłonęły gęstą woń smażonych kurczaków i frytek, piwo tryskało strumieniami, a zadowolona klientela, wracając chwiejnym krokiem, pod niebiosa wychwalała geniusz swojego lidera…
I wtedy, do cna zlany zimnym potem, wreszcie się obudziłem. Uff, czyżby to tylko koszmar, czyżbym aż tak bardzo dał się porwać argumentom Piotra Szczęsnego i Łukasza Garusa? Nie mogąc uwierzyć, popędziłem ile sił do Rybnej, by na własne oczy przekonać się, że różowego neonu z napisem „Music, sex & fun” na fasadzie nie ma i nigdy nie było. Podobnie jak dworskich koterii, ani rewolucji. Odetchnąłem z ulgą.
Tarnogórska Rada Miejska przegłosowała przekształcenie spółki „Pałac w Rybnej” w instytucję kultury. W całym consilium znalazło się dwóch przeciwników tego pomysłu –Piotr Szczęsny i Łukasz Garus właśnie. Twierdzili, że to „powiększanie dworu burmistrza”, że wiąże się z dodatkowymi etatami (jak się domyślam, dla kanclerza wielkiego pałacowego, szambelana, podkomorzego, koniuszego, stolnika, cześnika i zausznika) i że efekt będzie znikomy.
Gdyby losy kultury w naszym mieście złożyć w ręce ob. Garusa Łukasza – sądzę, że nie byłoby ani tak drogo, ani tak nudno jak obecnie. Wiem to, bo odwiedziłem stronę internetową radnego, gdzie w zakładce „Po godzinach” poznałem, jakie „kulturalne” witryny promuje. Oprócz serwisu „You Tube”, można za pośrednictwem Garusa wejść na stronę „Najlepsze Kawały”, by przeczytać o (lepiej sprawdźcie Państwo sami o czym – bo redakcja i tak tego nie wydrukuje) lub „Demotywatory.pl”. Na tej ostatniej znajdują się „dowciapne” zdjęcia i obrazki, np. jak to pijana panienka obejmuje muszlę klozetową.
Wysublimowanego poczucia humoru radnemu gratuluję. Przyglądanie się poziomowi kultury przyszłemu kierownictwu instytucji obiecuję. Nieco milszych snów sobie zaś życzę.
Kamil Łysik



Komentarze
Pokaż komentarze