Jadowitym piórem Jadowitym piórem
562
BLOG

Byle nie limfą

Jadowitym piórem Jadowitym piórem Kultura Obserwuj notkę 1

Czym jest felieton, czytelnikom Gwarka wyjaśniać nie trzeba. Gatunek ten znany jest im aż nazbyt dobrze, zwłaszcza od kiedy redakcja wprowadziła go na swoje łamy. Publicystyką wyróżnia się zresztą tarnogórski tygodnik na tle prasy lokalnej, która często ograniczana bywa do roli słupa ogłoszeniowego, afisza, tablicy ogłoszeń duszpasterskich (nierzadko redagowanych w myśl tubylczej władzy).

Wydawać by się więc mogło, że przypominanie w tym miejscu cech charakterystycznych felietonu jako takiego będzie wyjątkowo zbędne. A jednak zdarzają się tacy (o dziwo rekrutujący się głównie spośród tzw. elity władzy – i to zarówno w stanie czynnym, jak i w rezerwie), którzy naturalne właściwości tej formy pisarskiej odbierają jako wady tekstu. Przypomnijmy więc podstawowe wyznaczniki felietonu.

Pochodzący z języka francuskiego termin oznacza gatunek publicystyczny, do którego należą utwory niewielkich rozmiarów, zwykle o tematyce politycznej, społecznej, obyczajowej lub kulturalnej, odznaczające się lekkim językiem i błyskotliwą formą. Felieton jest ironiczny, prześmiewczy, skrajnie nieobiektywny, złośliwy; budzi śmiech – choć nierzadko jest to śmiech przez łzy. Tyle ogólnodostępne słowniki.

Celem felietonów jest zatem, by – poprzez przerysowanie i karykaturę – zwrócić uwagę odbiorców na problem, wytknąć absurd, nawiązać z czytelnikiem kontakt i skłonić go do refleksji. Jak stwierdził jeden z zapomnianych dziś publicystów, żyjący na przełomie XIX i XX w., Stanisław Brzozowski, felieton „pisać trzeba krwią, trucizną, żółcią, na co kogo stać, byle nie limfą”.

I tak właśnie tworzono, bluzgając, aż skry spod stalówek szły. Wydana w 2010 r. „Antologia dwudziestowiecznego pamfletu polskiego” pozwala zapoznać się z dziełami mistrzów – Adolfa Nowaczyńskiego, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, czy niezrównanego Stefana Kisielewskiego. Czego w ich tekstach nie ma: czytelnik napawa oko doborem i grą słów, głowa pęka od niejednoznaczności, celnego dowcipu, tryskającego zewsząd jadu, by w końcu wpaść w sidła zaskakującej puenty.

Sympatyczną niespodzianką pozostają więc dla mnie kolejne listy, które ślą do Gwarka bohaterowie „felietoników” – jak, dla pomniejszenia znaczenia ich treści, określił teksty spod szyldu „Jadowitego pióra” jeden z lokalnych polityków. Szczególnie zaś miłe są te, gdzie zarzuca się właśnie brak obiektywizmu, tendencyjność, rozsiewanie trucizny i inne „zbrodnie”, czyli… przymioty porządnego felietonu.

Za uznanie i święte Wasze oburzenie uprzejmie przeto dziękuję! Utwierdza mnie tylko w przekonaniu, by pisać dalej „krwią, trucizną, żółcią” i każdym innym płynem ustrojowym (poza limfą oczywiście). Podążając zaś wyznaczonym przez Was tropem apeli – wołam: pozostańmy przy swoich rolach! (Przy okazji przypominam, że przedmiotem apelu jest cel do osiągnięcia, a nie teza do wygłoszenia.) Jak bowiem w obecności premiera zauważył niedawno Krzysztof Globisz: „za błazna robię tu ja”.

Kamil Łysik

"Gwarek", 29.03.2011

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura