Lotem błyskawicy rozeszła się po wsi wieść, że zawitało do Świerklańca świeżutkie bożyszcze tłumów, Jego Magnicelebrencja Michał Szpak wraz z liczną świtą. W murach tamtejszego Pałacu Kawalera, które z najwyższym trudem pomieściły gigantyczne ego gwiazdeczki spod Rzeszowa, nagrywano najnowszy teledysk – skoczną przyśpiewkę w mrocznym entourage’u.
Że charakter wesolutkiej piosneczki zgrzyta z ponurą scenografią? Nie szkodzi, toć im głupiej, tym lepiej. Zresztą, najważniejsze jest, że Szpak w ogóle zaszczycił swoją obecnością nasze niskie progi. Nazwisko idola dopisze się do plejady pozostałych znakomitości i pochwali nim na zewnątrz, budując tzw. wizerunek miejsca.
Rozpływają się więc media nie tylko nad wielkością gościa, ale i nad pozycją Pałacu Kawalera, która nieustannie wzrasta na tle podobnych lokalnych instytucji. Rzeczywiście, rośnie, rośnie niczym rzepka, co ją zasadził dziadek w ogrodzie i pestycydami nawoził co dzień.
I może świerklaniecka rezydencja przerosła już nawet konkurentów. Pytanie tylko, w czym? Bo w kolekcjonowaniu sezonowych sław chyba faktycznie nie ma sobie równych. Trudno jednak o porównywanie jej z pałacem w Rybnej, który konsekwentnie, choć nie bez potknięć, buduje image instytucji kulturalnej, a nie odpustowej.
Łże zatem Turzański wciskając mi twierdzenia o „kulturze wysokiej”. Dla mnie kultura jest jedna. A Szpaka i Dodę zaliczam raczej do kulturwy; różnica istotnie subtelna, jednoliterowa, nie każdy (Turzański) ją dostrzega. Gdyby dysonans ten wyczuwał, nie mierzyłby statusu ośrodków liczbą nagranych w nich teledysków.
Statystycznie rzecz ujmując, liczba słuchaczy koncertu w ramach festiwalu „Kwartet Śląski i jego goście” (organizowanego w Rybnej latami, aż do czasów objęcia kierownictwa pałacu przez światłą namiestniczkę burmistrza Szczerby) stanowiła drobny ułamek ilości uczestników gwiazdorskiego występu podczas dorocznych „Gwarków”. Można jednak spierać się, który z programów odegrał większą rolę w szeroko rozumianej promocji miasta.




Komentarze
Pokaż komentarze