Jeszcze kilkanaście lat temu chińskie marki w Europie funkcjonowały głównie jako przypis do globalizacji: tanie, masowe, często anonimowe. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Chiny nie tylko sprzedają w Europie – one zaznaczają swoją obecność, rejestrują, chronią, planują i inwestują długofalowo. Widać to zarówno w suchych statystykach Europejskiego Urzędu ds. Własności Intelektualnej (EUIPO), jak i na ulicach europejskich miast, gdzie coraz częściej mijamy samochody marek, które jeszcze niedawno brzmiały egzotycznie.
Symbolicznym potwierdzeniem tej zmiany jest rekord, który EUIPO odnotował w ostatnim roku. Do urzędu wpłynęło ponad 327 tysięcy wniosków o rejestrację marek i wzorów wspólnotowych – najwięcej w historii. Wzrost niemal o 8 procent względem poprzedniego roku nie byłby jednak możliwy bez jednego aktora: Chin. To właśnie chińskie podmioty złożyły ponad 31 tysięcy wniosków o rejestrację marek, co stanowi blisko 16 procent całości. Jeszcze wyraźniej widać to w obszarze wzorów przemysłowych, gdzie po raz pierwszy w historii wnioski spoza Unii Europejskiej przeważyły nad tymi składanymi przez firmy europejskie.
Nie jest to jedynie biurokratyczna ciekawostka ani statystyczny rekord do odnotowania w rocznym raporcie. Rejestracja znaku towarowego to akt wiary w przyszłość – sygnał, że dana firma nie pojawia się na rynku przypadkiem, lecz zamierza na nim zostać. Jak zauważa dyrektor EUIPO João Negrão, w czasach globalnej niepewności takie dane świadczą o odporności systemu ochrony własności intelektualnej i o zaufaniu przedsiębiorstw do europejskiego rynku.
To zaufanie widać szczególnie wyraźnie w motoryzacji, która stała się dziś jednym z głównych pól chińskiej ekspansji. Rok 2026 zastaje Europę w momencie, gdy chińskie marki samochodowe przestały być ciekawostką, a stały się realną siłą rynkową. Ich udział w rynku – jeszcze kilka lat temu marginalny – w 2025 roku osiągał w niektórych miesiącach ponad 7 procent, a średnio oscylował wokół 5–6 procent. To tempo wzrostu, którego nie notował żaden inny nowy gracz w historii europejskiej motoryzacji.
Na czele tej zmiany stoi MG, marka o brytyjskim rodowodzie, dziś należąca do chińskiego koncernu SAIC. Dzięki agresywnej polityce cenowej i dobremu wyposażeniu modeli takich jak ZS, HS czy MG4, stała się ona najpopularniejszą „chińską” marką w Europie. Tuż za nią podąża BYD – technologiczny gigant, który w 2025 roku prześcignął Teslę w globalnej sprzedaży samochodów elektrycznych i z rozmachem wszedł na rynek europejski. Budowa fabryk na Węgrzech i w Turcji nie jest przypadkiem – to dowód strategicznego myślenia o Europie jako rynku docelowym, a nie jedynie eksporcie.
Do tego dochodzą Chery z submarkami Omoda i Jaecoo, Leapmotor współpracujący ze Stellantis czy XPeng, który pozycjonuje się jako technologiczne premium. Wspólny mianownik? Dobrze chronione marki, charakterystyczny design i jasna tożsamość – dokładnie to, co wcześniej było domeną producentów europejskich i japońskich.
Motoryzacja nie jest jednak jedynym obszarem, w którym Chiny zaznaczają swoją obecność. Równolegle trwa ofensywa w modzie i elektronice użytkowej. Shein i Temu zmieniły sposób, w jaki młode pokolenie kupuje ubrania, a marki takie jak Xiaomi, Huawei, TCL czy Hisense na trwałe wpisały się w europejski krajobraz technologiczny. W każdym z tych przypadków punktem wyjścia jest to samo: masowa skala, szybkie tempo i konsekwentna ochrona własnych znaków oraz wzorów.
Patrząc na te procesy z dystansu, łatwo zauważyć, że nie mamy do czynienia z chwilową falą, lecz z przesunięciem środka ciężkości w globalnej gospodarce. Chiny nie tylko produkują – one projektują, brandują i budują długoterminową obecność. Europejski rynek, z jego rozbudowanym systemem ochrony własności intelektualnej, stał się naturalną areną tej transformacji.
W 2026 roku pytanie nie brzmi już, czy chińskie marki zadomowią się w Europie, lecz jak głęboko to zrobią. Wszystko wskazuje na to, że ich udział będzie rósł, a granica między „europejskim” a „chińskim” produktem stanie się coraz mniej wyraźna. Znaki towarowe rejestrowane w Alicante i samochody jeżdżące po europejskich drogach opowiadają w gruncie rzeczy tę samą historię – o świecie, w którym centrum innowacji i ambicji przesuwa się na wschód, a Europa musi nauczyć się żyć z nowym, silnym współuczestnikiem swojej gospodarczej przestrzeni.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)