Duże brawa dla detektywa (bez licencji) Rutkowskiego…
Gdyby nie jego udział w sosnowieckiej sprawie, jeszcze przez tydzień – dwa cały naród szukał by dziecka i tego, kto je uprowadził…
Ubawiła mnie setnie ta dziennikarka, która codziennie śpiewa kolendę po faktach…
Dzięki użytemu przez Rutkowskiego podstępu wobec matki dziecka, co powinna zrobić w pierwszych kontaktach z nią policja, dość szybko wyszła na światło dzienne ta prawda, że dziecko nie zostało porwane ale nie żyje i biorąc pod uwagę całokształt okoliczności, prawdopodobnie zostało zamordowane. Ten ostatni wniosek musi być poparty obdukcją, ale już dziś wiadomo, biorąc pod uwagę chociażby stanowisko jednego z lekarzy i chociażby wiedzę nabytą przez każdego przy pielęgnacji własnego dziecka, że dziecku nic się nie dzieje poza siniakiem i kwadransem płaczu, kiedy upadnie z wysokości 1 metra, bo organizm dziecka na takie urazy jest przygotowany i odporny, w przeciwieństwie do organizmu starców. Dziecko to innych ran musiało doznać na tym ziemskim padole…
Wczoraj raziła mnie nieporadność wypowiedzi pewnego kryminologa (nota bene znanego mi jako specjalisty od samobójstw), który stał się dla kolendowej stacji ekspertem od uprowadzeń vel zabójstw niemowląt. Z toku jego wypowiedzi wynikało, że nie ma w tej sprawie niczego sensownego do powiedzenia…
W samej Kolendzie po faktach refrenem i wczoraj i dziś było to, Rutkowski jest bez licencji. To, że wyzwolił społeczeństwo od kociokwiku, w który go wprowadzono to nic…
Dziś natomiast przez kwadrans nie mogłem opanować wybuchu śmiechy, kiedy słyszałem wypowiedź prokuratora ze Sosnowca narzekającego, że wszystko rozegrało się za szybko, bo teraz mają 48 godzin (zawsze tyle mają) na zastosowanie aresztu. Pewnie dlatego, że jest weekend… i sąd na nartach albo może ma wesele…
Nie bardzo zrozumiałe było dla mnie też pieszczotliwe traktowanie Katarzyny W. przez Kolendę, a raczej żądanie takiego traktowania jej przez Rutkowskiego. Gdyby sprawcą był ojciec dziecka pewnie jej usta ociekałyby słowami „sadysta”, „człowiek bez sumienia”, „ jak można coś takiego dziecku zrobić” itp. itd… No, ale ponieważ sprawcą tego okrutnego czynu jest kobieta, no to tak bardziej pieszczotliwie wypada zdaniem Kolendy o niej wypowiadać i używać eufemizmów typu „biedactwo”, „nieszczęśliwa kobieta”, „o! Boże! Jako ona sobie teraz poradzi w życiu”, itp, itd… Nie należało też stosować wobec niej czynności operacyjnych zmiękczających jej nieugiętą postawę i wolę oszukiwania całego niemal społeczeństwa… Bo to rzekomo godzi w jej prawa jako człowieka i nie piszą o takich czynnościach w słynnych kryminałach A. Christie i innych poczytnych autorów. Jest to bzdura oczywista. Lubię oglądać odcinki Colombo i tam normą jest stosowanie przez sympatycznego i upierdliwego policjanta z Los Angeles wobec podejrzanego, wobec którego nie ma stuprocentowych dowodów prowokacji, podstępu, oszustwa, bleffu… Pewnie i dowiódłby tego Columbo i bez tego ale chodziłby koło sprawy jeszcze z tydzień albo i dwa, ale po co, lepiej zająć się żoną… Także prywatni detektywi widząc, że ich klient to nie pokrzywdzony tylko sprawca zmieniają front, by zrobić społeczeństwu przysługę i nie wspierać przestępcy, by uchodził za niewinnego. Także cienka z tej Kolendy znawczyni kryminałów jest…
Oj dobrze, że ta sosnowiecka sprawa dobiega końca. Bardzo dobrze… Lepiej oglądać jak strzelają Droghba i Yaya Toure…
Inne tematy w dziale Polityka