W jednej z cukierni pani sprzedawczyni ma brzydką manierę łamania palcami na pół pierniczka sprzedawanego na wagę, tak żeby waga zgadzała się co do deka. Nie wiem dlaczego to robi, bo przecież mają wagę elektroniczną i nie trudno obliczyć cenę np. 53 deka moich ulubionych słodkości... Bardzo bym chciał, aby ktoś pouczył sprzedawczynię, żeby tego nie robiła, bo to jest niechlujne i zniechęca mnie do nabywania pierniczków w tej cukierni, co jest dla mnie bolesne, gdyż jestem ich smakoszem...
No, ale w tłusty czwartek kupuje się pączki, a te na wagę nie są… Mam nadzieję, że pani z cukierni będzie wkładała je do tytki szczypcami, nie zaś paluchami…
Skąd ten tłusty czwartek się u nas wziął. Ano katolicki to obyczaj i trzeba go pielęgnować… Znany w katolickich Niemczech i w Polsce. Otwiera zapusty, które trwają do ostatków, czyli do wtorku przed środą popielcową, co daje 6 dni na tańczące pączki. Czyli, gdyby nie było Wielkanocy, nie byłoby tłustego czwartku…
Inne nacje go nie znają… i np. Mr. Translator tłusty czwartek tłumaczy na Maudy Thursday, co nie jest prawdą absolutnie, bo tak anglosasi nazywają Wielki Czwartek. Oni są nieco skromniejsi, jeżeli chodzi o ostatki, bo Shrovetide trwa u nich trzy dni zaledwie i kończy się naleśnikowym wtorkiem Pancake Tuesday albo ShroveTuesday.
Natomiast Ruby Tuesday, co o niej śpiewali Stonesi (i inni też) to zupełnie co innego...
U Francuzów jest natomiast tłusty wtorek -Mardi Gras.
Z dzieciństwa pamiętam, że najlepsze pączki były u cioci, a najlepsze faworki robi mama, której też udawały się świetne racuchy.
Dawniej objadano się ponoć pączkami nadziewanymi słoniną, boczkiem i mięsem, które suto zapijano wódką i przyznam się, że takie staropolskie menu bardziej by mi odpowiadało.
Ale mu się staropolszczyzny zachciało, co nie?
Inne tematy w dziale Rozmaitości