W Łodzi odbyła się ostatnia droga Bogusława Meca… Artysty i piosenkarza, który mieszkał w tzw. moim sąsiedztwie. Ktoś mi powiedział (też pewien znajomy artysta-muzyk z sąsiedztwa), że on tam mieszka, w takim łódzkim zaciszu wśród pagórków i sosnowo-brzozowych gaików… które bywały celem moich wycieczek rowerowych. Spotkałem go nawet w tym sąsiedztwie jakieś dwa lata temu i wiecie co się stało? Ni stąd ni zowąd zacząłem nucić Małego, białego psa…
Mały, biały pies bez łat,
na imię miał on Valentino,
w pysku trzymał kwiat...
Zaginął mały, biały pies.
Mały, biały pies bez łat
miał w pysku pęk konwalii w pąkach,
w życie moje wpadł, przybłąkał
do mnie się ten pies.
O, pani, przeczytałem w prasie
anons twój dziś z żalem,
zgubionego psa oddali ci.
Motyw tego, to szlachetny zryw mój,
ale skutek: smutek...
Mały, biały pies bez łat,
cóż ci się mam tłumaczyć gęściej?
W pysku trzymał kwiat,
to szczęście, co mi przyniósł je.
O, pani, chyba pani widzi
w oczach mych tę łezkę,
to jest dla mnie cios rozstanie z nim,
może więc byś mogła w życiu mnie
wraz z pieskiem
zmieścić, pieścić.
Mały, biały pies bez łat,
ten, który wam przynosi szczęście,
w pysku trzyma kwiat najczęściej,
mały biały kwiat,
mały, biały kwiat najczęściej,
mały, biały pies.
A dlaczego? A dlatego, że te dziesięć lat temu plus ćwierć wieku też bardzo mi się podobała, kiedy...
Inne tematy w dziale Rozmaitości