W Łodzi dziś akcja obrony baru OAZA położonego w takiej rogowej kamienicy w pobliżu dworca Fabrycznego.
To chyba ostatni ze starych barów mleczno-niemlecznych, tj. serwujących obiady głównie jarskie, pamiętający jeszcze czasy Peerelu.
Ja do OAZY akurat nie zaglądałem ale okazjonalnie, np. po powrocie skądś tak pociągiem albo pekaesem kupowałem tam pączki… smakowały inaczej tj. lepiej niż te z cukierni…
Stosunek do tych barów bywał różny. Bary tego typu ośmieszono w Misiu, stosując ostre przejaskrawienie… Bronił je natomiast Jacek Federowicz w monologu w Sześćdziesiątce…
Za peerelu chodziło się do tych barów, bo zakłady pracy sprzedawały bony konsumpcyjne, co dawało obiad za pół ceny… Poza tym, efektem ubocznym wielogodzinnego łażenie po sklepach na Pietrynie zawsze było lekkie zgłodnienie. Wtedy pampuchy z sosem albo kopytka plus kapustka podsmażana we Wzorcowym to było to. Także po basenie w MDK-u idąc do dziesiątki jadącej na Widzew, wtedy al. Kościuszki jeszcze, wchodziłem do Smakosza na pączka i kakao… Smakosz chyba jeszcze działa, bo niedawno na Andrzeja widziałem kartkę z napisem: „dziś prażoki z kapuśniakiem”, Po rekonesansie na Pietrynie w listopadowy, chłodny wieczór to w sam raz. Na Widzewie był kultowy Widzewiak, do którego o tej porze roku po eskapadzie rowerowej wpadało się na naleśniki…
W innych miastach też bywałem… w barach mlecznych. To oczywiście stare, studenckie czasy, wspominane z rozrzewnieniem… Pod Barbakanem vis a vis kościoła św. Jacka po łażeniu po warszawskiej Starówce, na którą wpadało się na waksy, a w nim barszcz ukraiński i pierogi, eh, to były czasy.
Kiedyś zwiedzając Poznań, kiedy wszystko było zamknięte zjeść coś mogłem w barze Jeżyckim…
Nawet w Zakopcu, do którego pociąg z Łodzi przyjeżdżał o czwartej trzydziesi i dosypiało się w nim do siódmej, dzień zaczynało się od śniadania w barze mlecznym…
No, ale te przybytki, uznane za obciachowe odeszły w zapomnienie przelicytowane pizzeriami i kebabowymi, czy też chińskim, których pełno w różnych galeriach i centrach handlowych …
A przecież człowiek ma czasami ochotę cofnąć się w latach i wpaść do baru z makaronem w pięciu wersjach, pampuchami, kopytkami i zalewajkami.
I chociażby dlatego taka OAZA na rogu POW i Składowej , w Łodzi przy Fabrycznym to powinna być jednak nadal…
Inne tematy w dziale Rozmaitości