Euro, Euro i po Euro. Oczywiście i niestety nie chodzi o walutę i strefę, w której obowiązuje ale o Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej.
Ostatnia reminiscencja po finałowym meczu, który z wielką przyjemnością obejrzałem cztery razy jest taka, że oto Italia stała się druga Irlandią i dorównała pod tym względem Holandii.
Wcześniej, w fazie grupowej Holendrzy stali sie Zieloną Wyspą, bo nie wygrali meczu.
Zaś Włosi? Przegrali z Hiszpanią 4:0, czyli tak samo jak Irlandczycy.
A może to Irlandia w ten sposób awansowała do poziomu Italii?
Dlaczego Włosi dorównali Irlandczykom? Po dwóch ciężkich meczach: ćwierćfinałowym z Anglią i półfinale z Niemcami, w meczu finałowym byli już bez sił. W finale Stalloni Italiani byli już wyjechani i Hiszpanie biegali wokół nich, jak berbeć wokół dzidziunia na niedzielnym spacerze. Ale wygrać z Tadescito wyczyn nie lada, więc Gloria victis!
PS. A Polska? Już nic mi się nie przypomina. Wszystko poszło w niepamięć, ale takie są losy słabości i przeciętności. Niestety. Graliśmy w najsłabszej grupie, podobnie jak Ukraina, bo najsłabsza grupa to ta, z której żadna drużyna nie wchodzi do półfinału. Graliśmy u siebie... i nie potrafiliśmy tego wszystkiego wykorzystać.
Inne tematy w dziale Rozmaitości