Truskawki na Radwańską i finał Wimbledonu…
Udało mi się nabyć nieco truskawek, których konsumpcja urozmaici mi finałowy mecz Wimbledonu pomiędzy Sereną Williams a naszą Agnieszką Radwańską… Mamy tu w Łodzi ulicę Radwańską, której nazwę trzeba będzie nieco zmienić…
Oni mają truskawki i ja mam truskawki… oni podziwiają najlepsze tenisistki świata i ja podziwiam… Od czasu przerobienia czytanki z angielskiego o Wimbledonie w liceum marzyło mi się, aby w finale Wimbledonu zobaczyć Polkę lub Polaka…
A wracając do truskawek, to dziwna rzecz nastąpiła… zawsze o tej porze to truskawki były za grosze… A teraz? W ogóle jest ich niewiele, a jeżeli już, to drogie. Nigdy mi nie przyszłoby do głowy, że krajowe truskawki latem mogą być droższe od bananów… Tym bardziej, że niegdyś o tej porze roku to bananów w Polsce w ogóle nie było… No, a teraz tak się porobiło, że są i są trzy razy tańsze od truskawek… Dawniejsze relacje cenowe były takie’, że dwuipółkilowa kobiałka truskawek kosztowała tyle co kilo bananów. Obecnie, kilo truskawek kosztuje tyle co dwa, albo i trzy kilo bananów… Jakieś dziwne odwrócenie wartości nastąpiło… Więc, chyba, gdyby nie Radwańska, zrezygnowałbym z truskawek na rzecz bananów… Ale nie zrezygnowałem.
Pewnie i nie zrezygnowałbym z tej kultowej półfuntowej miseczki truskawek tam, w Wimbledonie, za którą zapłacić trzeba prawie dwa i pół funta... to chyba najdroższe truskawki na świecie...
Inne tematy w dziale Rozmaitości