"ene due rabe
nasze grzechy święte
wszystko jakby żywcem z Mrożka wzięte"
to fragment piosenki, którą kiedyś ktoś śpiewał w jakimś Opolu nad Odrą chyba… co spowodowało, że jako licealista trochę zainteresowałem się twórczością Mrożka…
Później były te wszystkie Vatzlavy i Ambasadory wystawiane w łódzkich teatrach… Tanga jakieś i inne…
Szczególnie w pamięci utkwiło mi opowiadanie Mrożkowe, które znalazłem w stanowojennej bibule… To było opowiadanie o wiejskim Świątku, który od niepamiętnych czasów stajał na rozstajach… Nikomu nie wadził, aż tu we wsi nastał nowy dziedzic… i kiedyś wypiwszy, wracając do dworu zwrócił uwagę na owego Świątka, którego uprzednio mijał setki razy, ale nie zwracał na niego uwagi… Nie podobało mu się miejsce, w którym ta figura stała i nakazał ją przesunąć… Miewał ten dziedzic zmienne nastroje i przesuwał ją wiele razy z miejsca na miejsce… Aż wreszcie zdarzył się cud, bo Świątek widząc, że będzie kolejny raz przesuwany przemówił.
Odwrócił lekko głowę w kierunku dziedzica i rzekł:
-Te, odpierdol się…
I za to bardzo, bardzo lubiłem Mrożka.
Inne tematy w dziale Rozmaitości