Z czym do Rio?
Kumpla z podstawówki spotkałem w poniedziałek z rana przy pergoli. Ja uzupełniałem zawartość pojemnika z napisem „surowce” butelkami zielonymi, a on białymi, tj. przeźroczystymi.
I natychmiast zaczął nawijać:
- Jak drużyna grająca u siebie traci gola po pierwszej akcji przeciwnika w 11 minucie meczu to szkoda gadać… Oni tę akcję zawiązali po rzucie z autu… Ostatnio Polska traciła gola po rzucie z autu w Korei chyba... w jakimś meczu z Indianami…
Mnie natomiast mecz przypominał któryś z meczy sprzed roku na Euro, kiedy to remis był sukcesem…
Na wyrównanie się nie zanosiło, aż wreszcie Czarnomonciak wyłożył balona Lewemu… to był jedyny kleks w meczu tych Czarnomonciaków…
Poza tym, to trzech Czarnomonciaków pilnowało Lewego… Głupi ten Fornal… ja bym Lewego wystawił na stoperze… i wtedy Sobota natrzaskałby goli w piątek mając puste pole karne… oczywiście, gdyby wystawił go na tej samej pozycji, na której grał z Brugią…
I już mi się trzecia zgrzewka piwa kończyła kiedy Błaszczu strzelił…
I cholera jasna, jak nie mecz z Indiańcami to mecz w Austriakami… przypomniał mi się ten Łysy, co dał gospodarzom karnego w ostatniej minucie… teraz też na sam koniec Kalosz zrobił nam kleksa…żeby tak świstawkę połknął… ten główny, a ten z boku flagę razem z kijkiem…
Ogólnie, mecz pod napięciem, z tym że do tego Rio to nie mamy z czym…
Inne tematy w dziale Rozmaitości