Sytuacja zmieniała się z godziny na godzinę. W piątek rano były jeszcze szanse na porozumienie. Napisałem wówcza list do machajacych "gwiaździstą" flagą.
Piątek wieczór i sytuacja już zmieniona; napisałem:
Ukraina – „pomarańczowo” już było.
Z najnowszych informacji wynika, że na Ukrainie dokonano już albo tez planuje się dokonania zmiany konstytucji w sposób sprzeczny z przepisami obowiązującej w tym kraju konstytucji. Ukraińcy zapomnieli, że niezgodną z prawem nowelizację konstytucji już raz „zaliczyli”.
Uważam, że obowiązujący ustrój polityczny Ukrainy jest ustrojem dobrym i nie ma potrzeby go zmieniać. Złym był natomiast ten wprowadzony na potrzeby „pomarańczowej rewolucji”. Wprowadzony wówczas ustrój parlamentarno-gabinetowy był na kształt tego, który obowiązywał we Francji III Republiki oraz w II Rzeczypospolitej przed zamachem majowym i wprowadzoną w jego następstwie nowelą konstytucji majowej. Istota tego ustroju było oddanie funkcji kreującej rząd „koalicji parlamentarnej”. To ona miała wybierać premiera i rząd i przed nią był on politycznie odpowiedzialny. Był to zatem ustrój podobny do tego, który obowiązywał w Polsce przed wejściem w życie Konstytucji z 1997r. Jak pamiętamy, był to ustrój zły, który pozwalał na obalenie rządu z powodu zatrzaśnięcia się drzwi w toalecie, do której udała się pewna posłanka… Prezydent na rząd miał wpływ znikomy. Zarówno w Polsce jaki i na „pomarańczowej” Ukrainie nadzorował jedynie trzy resorty: spraw zagranicznych, wojskowych i wewnętrznych. Powodowało to, że władza wykonawcza została prezydentowi wyrwana i oddana w ręce parlamentu. Rząd Ukrainy po „pomarańczowej rewolucji” był zakładnikiem Rady Najwyższej. Ta pochopna zmianę konstytucji na potrzeby „pomarańczowego przełomu”, w 2010r. została uznana wyrokiem TK za niekonstytucyjną.
Na skutek uznania przez TK „pomarańczowej” reformy konstytucji za niekonstytucyjną, Ukraina wróciła do ustroju prezydenckiego. Ustrój Ukrainy, w świetle obowiązującej od 1996r. z „pomarańczową przerwą” konstytucji bardzo podobny jest do ustroju Polski. Charakteryzuje się on dużą władzą prezydenta, który powołuje rząd za zgodą Rady Najwyższej. Premier Ukrainy nie przedstawia przed Radą Najwyższą expose i nie ubiega się o wotum zaufania, bo konstytucja Ukrainy takiego wymogu nie przewiduje. Parlament Ukrainy pełni funkcję ustawodawcy i nad rządem ma jedynie funkcje kontrolne, zatwierdzając wykonanie budżetu. Gabinet Ministrów Ukrainy jest najwyższym organem w systemie organów władzy wykonawczej. Gabinet Ministrów Ukrainy jest odpowiedzialny przez Prezydentem Ukrainy oraz podlega kontroli i składa sprawozdania Radzie Najwyższej Ukrainy w dość wąskim zakresie. Rząd Ukrainy nie jest emanacją jakiejś większościowej „koalicji parlamentarnej”, a Rada Najwyższa ma jedynie możliwość uchwalenia wotum nieufności, co skutkuje dymisją rządu. Jest to zatem znakomity ustrój polityczny, umożliwiający sprawne rządzenie Ukrainą.
Ponowne wprowadzenie „konstytucji z 2004r.” było by dla Ukrainy tragedią. Śmiem wątpić, czy w Radzie Najwyższej mogłaby się utworzyć jakaś większościowa koalicja parlamentarna, zdolna powołać rząd. Wydaje się, że Ukraińcy są nieświadomi zła tkwiącego w systemie parlamentarno-gabinetowym i żądając jego wprowadzenia działają na swoją zgubę… ale też niepomni są wpadki z niekonstytucyjnością „pomarańczowej” nowelizacji konstytucji…
Obowiązująca konstytucja dokładnie reguluje proces jej zmiany. Projekt ustawy o zmianie Konstytucji Ukrainy może przedłożyć w Radzie Najwyższej Ukrainy co najmniej jedna trzecia składu konstytucyjnego Rady Najwyższej Ukrainy lub Prezydent Ukrainy. Jeżeli dotyczy on rozdziału I "Założenia ogólne", rozdziału III "Wybory. Referendum" lub rozdziału XIII "Wprowadzenie zmian do Konstytucji Ukrainy", jeżeli zostanie uchwalony większością głosów konstytucyjnego składu Rady Najwyższej Ukrainy, na następnej zwykłej sesji Rady Najwyższej Ukrainy ponownie zostaje poddany głosowaniu i dla uchwalenie wymaga oddania za nim co najmniej 2/3 konstytucyjnego składu Rady Najwyższej Ukrainy. Projekt zmian dotyczący tych trzech rozdziałów wymagałby Projekt ustawy o zmianie rozdziału I " Założenia ogólne", rozdziału III "Wybory. Referendum" lub rozdziału XIII "Wprowadzanie zmian do Konstytucji Ukrainy" przedkłada w Radzie Najwyższej Ukrainy co najmniej dwie trzecie konstytucyjnego składu Rady Najwyższej Ukrainy lub Prezydent Ukrainy i w razie jego uchwalenia większością co najmniej dwóch trzech głosów konstytucyjnego składu Rady Najwyższej Ukrainy, zatwierdza go ogólnoukraińskie referendum zarządzone przez Prezydenta Ukrainy. „Pomarańczowa wpadka” z reformą konstytucji powinna być dla Ukraińców przestrogą, że naruszenie któregokolwiek z przepisu regulującego zmianę konstytucji ponownie, prędzej czy później spowoduje uznanie nowelizacji konstytucji za niekonstytucyjną.
Dziś jest jeszcze inaczej:
Ukraina – co się stało?
Na Ukrainie doszło do rewolucji. Rewolucja polega na tym, że to co było „przed weekendem” już „po weekendzie” okazuje się nieaktualne. Podżegaczem rewolucyjnym okazały się agentury Brukseli i Berlina i jedynie pod względem tego podsycania istnieje tu podobieństwo do wybuchu rewolty bolszewickiej w 1917r. w Piotrogradzie. Wtedy, Berlin nie mogąc pokojowymi środkami doprowadzić do pokoju z Rosją, postanowił wywołać tam rewolucję. Obecnie, nie uzyskawszy zgody władz Ukrainy na przystąpienie do procedury stowarzyszenia z Unią, postanowiono wywołać tam przewrót: „podpalić” Kijów i obalić zarówno konstytucyjny porządek , jak i władze tego państwa. Gdyby ta rewolucja nie powidła się, jej przegrani, jako nieudolni sprawcy ponosiliby odpowiedzialność karną za podstawie art. 109 ukraińskiego k.k. Przypominają mi się uniwersyteckie zajęcia z prawa karnego, kiedy to zastanawialiśmy się, co by czekało śmiałka, który postanowiłby w Polsce obalić Jaruzelskiego i jego reżim. Ustaliliśmy, że przypadku niepowodzenia – kara śmierci, a w przypadku sukcesu – urząd prezydenta albo naczelnika państwa polskiego, zaś wyrok opiewający na najwyższy wymiar kary usłyszałaby strona przeciwna. Bo zamach stanu to zabawa w „kto kogo”.
No, ale (niestety) rewolucja na Ukrainie powiodła się i już media zastanawiają się jaką karę poniesie Janukowycz. Odpowiedź na to pytanie jest o tyle trudna, że „ukraińscy rewolucjoniści” jak dotąd tamtejsze prawo mają w bardzo małym poważaniu i z obowiązującej do weekendu konstytucji uczynili nic nie znaczący świstek papieru. Nie można wykluczyć, że w przypływie jakiś krwiożerczych instynktów to samo uczynią z ukraińskiego kodeksu karnego i ustanowią karę śmierci dla osoby do niedawna piastującej urząd prezydenta tego kraju. Jak na razie zabójstwo wielu osób (kwalifikowane), bo o takim zarzucie się spekuluje, zagrożone jest karą więzienia w wymiarze od 10 do 15 lat, albo karą dożywotniego pozbawienia wolności. Tyle kosztuje przegranie walki z rewolucją, którą Janukowycz przegrał, a przegrał bo w odpowiednim czasie nie wprowadził stanu wyjątkowego. Gdyby to uczynił, obowiązywałby zakaz zgromadzeń i ograniczona byłaby łączność. Majdanowi zostałyby podcięte skrzydła… Przystąpił natomiast do pacyfikacji Majdanu w warunkach, w których mógł on swobodne te skrzydła rozwijać… To musiało przynieść ofiary śmiertelne. Obecnie modlę się, żeby Ukraina, kraj bądź, co bądź europejski nie sięgnęła po „rumuńskie wzorce” pociągania do odpowiedzialności byłej (wszystko już na to wskazuje) głowy państwa.
Co będzie dalej? Obwieszczono powrót do konstytucji z 2004r. uchylonej uprzednio wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego. Powrotu tego życzyłbym Ukrainie, gdybym był jej największym wrogiem, a mimo wszystko nie jestem. Jest to fatalna konstytucja, która całkowicie oddaje wyłonienie rządu większości koalicyjnej w parlamencie. Wprowadza zatem system parlamentarno-gabinetowy, od którego kto żyw w Europie w XXw. uciekał. System ten nie pozwala bowiem na stabilność władzy wykonawczej, czyli rządu. Przy nikłej większości, rząd w tym systemie może upaść w zależności od tego, czy poseł pojawi się w parlamencie nieco wypiwszy, albo posłanka będzie przechodziła trudne dni… Poza tym, jak słyszę prezydent ma nadal pochodzić z wyborów powszechnych. Pytanie „po co?” skoro żadnej władzy ma nie mieć. By sytuacja polityczna na Ukrainie miała sens, w maju powinny tam odbyć się wybory do Rady Najwyższej, po rozwiązaniu aktualnej, zamiast wyborów prezydenckich. Prezydenta zaś, tak jak i premiera, powinien wybrać ukraiński parlament nowej kadencji.
Inne tematy w dziale Polityka