Autorstwa Diliff - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=35972521
Autorstwa Diliff - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=35972521
Jakub Dudek Jakub Dudek
1026
BLOG

Panorama sceny politycznej Polski po wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Jakub Dudek Jakub Dudek Wybory Obserwuj temat Obserwuj notkę 3
Rezultat wyborów do Parlamentu Europejskiego nasuwa szereg wniosków i spostrzeżeń dotyczących istotnych przesunięć na scenie politycznej Polski. Choć podział na dwie jej połowy - prawicową i centrolewicową ani drgnął, to wewnątrz obu części dostrzec można istotne zmiany środków ciężkości, które nie pozostaną bez znaczenia dla przyszłorocznych wyborów prezydenckich.

Donald Tusk politycznym samcem alfa


Największe powody do radości wynik wyborów przyniósł Koalicji Obywatelskiej. Choć ostateczny rezultat okazał się być niewielką, to jednak mimo wszystko jednoznaczną przewagą nad PiS, co ugrupowaniu Donalda Tuska przydarzyło się po raz pierwszy od dekady (wówczas jeszcze samodzielnie jako Platformie Obywatelskiej). Symbolika ta była o tyle istotna, że zarówno w przypadku wyborów do Sejmu i Senatu w zeszłym, oraz wyborów samorządowych w tym roku, szeroko pojęty obóz demoliberalny przejmował z rąk PiS w kraju i w poszczególnych regionach oraz miejscowościach w sposób kolektywny. Tym razem Platforma wraz z aliantami z KO dokonała detronizacji PiS z pozycji najpopularniejszej partii w Polsce. Fakt ten nie pozostanie bez znaczenia dla tego ugrupowania, którego pozycja w koalicyjnym rządzie wzrosła w sposób znaczący. Dobry wynik wyborczy KO może wzmocnić jej pozycję w rządzie, a także stanowić mocną pozycję wyjściową do przyszłorocznej walki o Pałac Prezydencki, która oprócz tradycyjnej rywalizacją głównych partii będzie także potyczką KO z Trzecią Drogą i Lewicą, toczoną celem pozyskania części ich elektoratów już w pierwszej turze, jako pewniejszych w decydującej turze drugiej.


Z drugiej strony Koalicja Obywatelska ryzykuje osłabienie swoich koalicjantów na tyle, że mogą oni zniknąć ze sceny politycznej, co w dłuższej perspektywie może sprawić, że KO zabraknie potencjalnych partnerów do współprowadzenia rządów w przyszłości. Bardzo prawdopodobnym jest również, że zarówno Lewica jak i wchodzące w skład Trzeciej Drogi PSL i Polska 2050 będą chciały jak najbardziej odróżnić się od KO, co poskutkuje napięciami w rządzie i konfliktami wokół wprowadzania kolejnych projektów ustaw. Jednocześnie, wynik KO (niemal wszyscy eurodeputowani należą do PO lub byli rekomendowani przez tę partię, z wyjątkiem Dariusza Jońskiego z Inicjatywy Polskiej) stawia ugrupowanie Donalda Tuska w dobrej pozycji wewnątrz Europejskiej Partii Ludowej, która po raz kolejny będzie największą siłą w Parlamencie Europejskim, i do której dołączyć mają wszyscy europosłowie wybrani z listy KO. Fakt ten, wraz jesiennym wynikiem wyborów do Sejmu i Senatu (na skutek których Polska została największym państwem rządzonym przez partię z EPP) nie pozostanie bez wpływu również na pozycję rządu Tuska w negocjacjach wokół obsadzenia stanowisk unijnych.


Żółta kartka dla sztabu PiS


Kierownictwo Partii i Sprawiedliwości musiało przełknąć w wieczór wyborczy podwójną gorycz. Oprócz utraty nimbu najpopularniejszej społecznie partii politycznej przyszło mu zmierzyć się połowicznym buntem wyborców, którzy owszem, oddali głos na listę PiS, ale swój „krzyżyk” postawili przy kandydatach z dalszych miejsc. Dość radykalnym przykładem takiego zachowania wyborców było oddawanie głosów na łódzkiego posła PiS Waldemara Budę, który startując z piątej pozycji na liście „przeskoczył” na niej cztery pierwsze kandydatury, w tym dotychczasowego europosła i byłego szefa dyplomacji Witolda Waszczykowskiego. Analogicznie postąpili wyborcy PiS na Pomorzu, skąd mandat uzyskał startujący z czwartego miejsca były rzecznik rządu Piotr Muller.


Jeszcze więcej o nastrojach wyborców PiS ma długa lista przegranych, obejmujących wieloletnich polityków tej partii, jak Ryszard Czarnecki, Karol Karski i Anna Fotyga. Równie znacząca jest porażka byłego prezesa TVP Jacka Kurskiego. Wszystkie te okoliczności powinny dać Nowogrodzkiej do myślenia, że oto nadszedł czas poważnych zmian kadrowych, a ich głównym wyznacznikiem powinien być numer PESEL - im młodszy jego posiadacz, tym lepiej ocenili go wyborcy. Jedyne pocieszenie jakie pozostaje kierownictwu PiS to fakt, że żółtą kartkę otrzymała partyjna drużyna w najmniej liczących się politycznie wyborach europejskich. Stawka przyszłorocznej rywalizacji o Pałac Prezydencki będzie zawieszona znacznie wyżej, i nikogo nie będzie stać na podobne błędy.


Konfederacja z historycznym wynikiem


Antysystemowa i określająca się mianem „ideowej prawicy” Konfederacja wydawała się być najszczęśliwszym obok Koalicji Obywatelskiej komitetem w momencie ogłoszenia wyniku wyborów. Istotnie, zajęcie trzeciego miejsca przez to ugrupowanie protestu, które pięć lat temu nie przekroczyło progu pięciu procent stanowi cezurę w jego dotychczasowej historii. Oto bowiem po raz pierwszy od czasów Ligi Polskich Rodzin ruch sytuujący się na prawo od PiS uzyskał reprezentację kolejno w Sejmie, samorządzie i Parlamencie Europejskim. Szczególnie cenny portret wyborców tej partii kreśli nam wysoki indywidualny wynik Grzegorza Brauna, który uzyskał ponad 100 tysięcy głosów, mając w swym okręgu silnego konkurenta w postaci innego lidera Konfederacji, Konrada Berkowicza. Wydaje się to jasno wskazywać, iż elektorat sojuszu libertarian, narodowców i tradycjonalistów oczekuje wyrazistych i nie stroniących od kontrowersji reprezentantów. I choć może to stanowić zachętę dla pozostałych polityków tej formacji do śmielszego głoszenia kontestatorskich poglądów, to jednocześnie niesie za sobą ryzyko scementowania obecnego stanu posiadania przy jednoczesnym zamknięciu się na szerszy elektorat. Tym samym Konfederacja postąpiłaby odwrotnie od swych odpowiedników w innych państwach, takich jak Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen - głośni zwycięzcy eurowyborów we Francji. Im bardziej Konfederacja będzie rosnąć w siłę, tym częściej stawać będzie przed dylematem wyboru pomiędzy wyrazistą ideowością a wyborczą pragmatyką.


Koniec Trzeciej Drogi?


Fatalny wynik wyborczy Trzeciej Drogi stawia pod znakiem zapytania przyszłość zarówno tej technicznej koalicji, jak i obu wchodzących w jej skład podmiotów - Polskiego Stronnictwa Ludowego i Polski 2050 Szymona Hołowni. Do tej pory silne różnice ideowe i programowe, wraz z rywalizacją personalną pomiędzy tymi partiami wydawały się być dla Hołowni i Kosiniaka-Kamysza kwestią drugorzędną, jako że taktyczny sojusz zaowocował dotąd sukcesami w obu poprzednich wyborach. Symptomatyczne wydają się tu być powyborcze wypowiedzi posłanki Polski 2050 Joanny Muchy, która w ostatnich dniach kilkukrotnie zasugerowała, że jej partia powinna rozejść się z Polskim Stronnictwem Ludowym (lub przynajmniej poważnie to rozważyć). Zdaniem Muchy wynik wyborczy Trzeciej Drogi stanowi zawód dla struktur i działaczy jej partii.


Rzadka jak na polityka szczerość odnośnie zasad funkcjonowania partyjnej rzeczywistości ujawnia jej kluczowy mechanizm - partie polityczne stanowią w istotnej mierze wehikuł, za pomocą którego jej członkowie pracując na rzecz zwycięstwa swojego ugrupowania i realizacji wyznawanych idei walczą jednocześnie o swój indywidualny sukces - wyborczy lub związany z objęciem stanowiska pochodzącego z nominacji. I właśnie to jest największą wadą konstrukcyjną technicznych koalicji takich jak Trzecia Droga, a w poprzednich wyborach Koalicja Europejska, czego zdawali się nie rozumieć zwolennicy „zjednoczonej opozycji” z czasów minionych rządów PiS. Tego typu układy zbyt wiele miejsca pozostawiają czynnikom losowym, czego efektem jest np. to, że na skutek aktywności kampanijnej działaczy partii Hołowni jest wybór do organu przedstawicielskiego polityka PSL, lub odwrotnie. W tym konkretnym przypadku dwóch z trzech eurodeputowanych wybranych z listy Trzeciej Drogi zawdzięcza swój wybór w pewnej mierze wyborcom i działaczom oddzielnej partii o odmiennej tożsamości, także na szczeblu unijnym (PSL należy do centroprawicowej Europejskiej Partii Ludowej, Polska 2050 związana jest z liberalna grupą Odnówmy Europę).


Słaby wynik wyborczy oprócz rozgoryczenia działaczy obu partii może nieść za sobą istotny wpływ również na ambicje ich liderów. Efekt świeżości Szymona Hołowni minął już dawno, a próby jego restartu w postaci utworzenia koalicji z PSL i objęcia funkcji Marszałka Sejmu okazały się być krótkotrwałe, co zdaje się już ostatecznie grzebać jego aspiracje prezydenckie. Z kolei Władysław Kosiniak-Kamysz stoi przed groźbą negatywnej weryfikacji przez swoje ugrupowanie. Najstarsza polska partia polityczna nigdy nie była oparta na osobie lidera (jak w przypadku Polski 2050), i niejednokrotnie nie zawahała się wymieniać go po rozczarowujących rezultatach wyborczych.


Katastrofa Lewicy


Liderzy Lewicy której wynik zamyka zestawienie komitetów które przekroczyły próg wyborczy mogą pocieszać się jedynie tym, że stanowi on względne powtórzenie rezultatu tego ugrupowania w ostatnich wyborach samorządowych. Infantylny przekaz uosabiany przez postulat nadania psom „PIESEL-u” nie pomógł Lewicy w wyjściu poza wąski elektorat „młodych wykształconych z wielkich miast”. W efekcie miejsca w Parlamencie Europejskim zdobyli politycy Lewicy najlepiej reprezentujący tę grupę społeczną: Robert Biedroń, Krzysztof Śmiszek i Joanna Scheuring-Wielgus. Nieprzypadkowo wszyscy oni wywodzą się z dawnej liberalno-progresywnej Wiosny, choć należy podkreślić także to, że uzyskali miejsca w preferencyjnych okręgach wyborczych.Tym większy stanowi to asumpt dla niezadowolenia lewego skrzydła formacji (głównie Partii Razem, która w przeciwieństwie do Nowej Lewicy ma niejednoznaczny stosunek do obecnego rządu, pozostając jedynie w „koalicji parlamentarnej”), i źle wróży przyszłości zjednoczenia lewej strony sceny politycznej. Prędzej czy później, w sposób naturalny lub wymuszony, Nowa Lewica może stopić się z Koalicją Obywatelską (od której coraz mniej odróżnia się zarówno pod względem programu jak i struktury elektoratu), czego zwiastunem wydaje się być przejście byłego europosła Lewicy Łukasza Kohuta do Koalicji Obywatelskiej. Śląski aktywista przeniósł do grupy Donalda Tuska nie tylko swój odnowiony mandat europoselski, ale także swoich wyborców. Być może przed liderami Nowej Lewicy stoi wybór- iść w jego ślady i zjednoczyć się z KO, lub zniknąć ze sceny politycznej, jak miało to miejsce w latach 2015-2019.


Wnioski systemowe


Rezultatów wyborów do Parlamentu Europejskiego w Polsce podtrzymuje podział sceny politycznej na dwie, mniej więcej równe części - wspierająca centrolewicowy rząd oraz dwuczłonową opozycję prawicową. Ujawnił on również znany polskiej (i nie tylko) polityce mechanizm polegający na tym, że głównym beneficjentem rządów wielopartyjnych jest jego główne ugrupowania - w tym przypadku Koalicji Obywatelskiej, która „pożywiła się” zasobami swoich słabszych partnerów, głównie Trzeciej Drogi. Inaczej natomiast sytuuje się mapa polityczna opozycyjnej prawicy. Konfederacja stała ugrupowaniem, bez którego na ten moment trudno wyobrazić sobie zwycięstwo kandydata PiS w II turze przyszłorocznych wyborów prezydenckich czy utworzenie większościowej koalicji sejmowej i rządowej w dalszej przyszłości.


Na szczególną uwagę zasługuje także to, że wybory te dopełniły zmianę pokoleniową na scenie politycznej Polski. Na skutek wyborczych porażek (lub własnej decyzji o niekandydowaniu) z miejscem w Parlamencie Europejskim pożegnali się tacy nestorzy polskiej polityki jak Jerzy Buzek, Jacek Saryusz-Wolski, Ryszard Czarnecki, Jarosław Kalinowski, Włodzimierz Cimoszewicz, Leszek Miller czy Marek Belka. Bruksela i Strasburg będą odtąd coraz mniej kojarzyć się z miejscem honorowej politycznej emerytury, a coraz bardziej z polem walki rywalizacji bardziej bezwględnych i profesjonalnych polityków młodszego pokolenia, którzy w minionej dekadzie stopniowo przejmowali politykę krajową.

Jakub Dudek
O mnie Jakub Dudek

Bloger, publicysta, komentator. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka