Jane Jane
89
BLOG

Donos na siebie w sprawie Kataryny

Jane Jane Polityka Obserwuj notkę 7

To straszne. Postanowiłam założyć bloga. O zgrozo, anonimowego. Na początek cytat z klasyków: „Zawsze skryta pod pseudonimem, który nie pozwala na żadną poważną polemikę zaatakowanym autorom. Internauci wyrabiają sobie więc zdanie (…) na podstawie jej wpisów - ona żadnej odpowiedzialności za to nie ponosi”. Przyznaję, że to odkrywcze spostrzeżenie ze słynnego już tekstu Sylwii Czubkowskiej i  Roberta Zielińskiego „Wiemy kim jest Kataryna” („Dziennik” 21 maja 2009) wywołało we mnie odczucie, które Anglicy określają słowem „embarrassing”. Początkowo nie mogłam zrozumieć, dlaczego anonimowość autora ma uniemożliwiać polemikę z jego tezami. Być może, pomyślałam, pani Czubkowska i pan Zieliński nie wiedzą, że taki na przykład „The Economist”, nie będący przecież jakimś, za przeproszeniem, szmatławym blogowiskiem, publikuje komentarze podpisane pseudonimami. Jego redaktorzy wychodzą bowiem z założenia, że to siła argumentów powinna ważyć, a nie siła nazwiska.

I tu przyszło olśnienie: pani Czubkowska i pan Zieliński szczególnie ufają znanemu już starożytnym „argumentowi z autorytetu” (argumentum ex auctoritate), czyli „na kolana chamy, śpiewa Lucjan Pavarotti”. Innych argumentów nie uznają. Jeśli to prawda, jasne staje się już, dlaczego nie mogli polemizować z Kataryną nie ujawniając wprzód gawiedzi jej imienia, nazwiska, funkcji i miejsca pracy. Zgodnie z logiką przyjętą przez panią redaktor Czubkowską i pana redaktora Zielińskiego kluczowa jest odpowiedź na pytanie „kto stoi za Kataryną?” a nie co Kataryna ma przypadkiem do powiedzenia i czy ma rację, czy też nie.
 
Sugestie, jakoby panią Czubkowską i panem Zielińskim kierowały jakieś inne motywy poza nieodpartą chęcią polemizowania ze sławną blogerką, uważam za krzywdzące. Fakt – nie ujawnili nam jeszcze w jakiej konkretnie sprawie się z nią nie zgadzają, które z jej wpisów, przytoczonych przez nią faktów czy ocen uważają za niesłuszne bądź przesadzone. Jednak chyba rozumiemy już, że nie mogli tego uczynić nie próbując wcześniej zmusić swojego adwersarza do dekonspiracji. Mogłoby się na przykład okazać, że za Kataryną nikt nie stoi i cała polemika z nią straciłaby sens, to przecież jasne. Tak poważna gazeta jak „Dziennik” nie będzie się potykać na ubitej ziemi z byle kim.
 
Publicyści „Dziennika”, skonfundowani odmową Kataryny, która nie zgodziła się na żaden „coming out”, rozpoczęli kampanię pod szczytnym skądinąd hasłem „wojny z chamstwem w Internecie”. Co internetowe chamstwo ma wspólnego z publicystyką Kataryny pozostaje dla mnie tajemnicą. Przecież nawet Cezary Michalski wyraził „szacunek” dla jej „analitycznej przenikliwości” a redaktor naczelny Robert Krasowski napisał, że jedynie „chcieli pogadać”. Ja też zawsze myślałam, że Kataryna po prostu ciekawie pisze. Może naiwnie?
 
I to właśnie popchnęło mnie do blogowania. Anonimowego. W dodatku na „Salonie 24”, który podobno cenzuruje blogerów. Pomyślałam, że muszę spróbować. Że niby z przekory? A cóż w tym złego?
 
Pozdrawiam wszystkich:)
Jane
O mnie Jane

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka