Jane Jane
61
BLOG

Festung Europa

Jane Jane Polityka Obserwuj notkę 1

Kilka dni przerwy wymuszonej przeprowadzką, ale obiecuję (sobie) że nie będę zaniedbywać mojego bloga dłużej niż dobę. Chyba muszę ustalić jakąś stałą godzinę, o której codziennie będą pojawiać się moje posty. A jak wyglądają wasze doświadczenia w tym względzie szanowni użytkownicy „S24”? Czy taka dyscyplina pomaga czy przeszkadza w prowadzeniu bloga?

Znowu zacznę od „Dziennika”:) Jan Rokita przytomnie skrytykował w sobotnio-niedzielnym wydaniu polskich komentatorów i polityków, którzy w osławionym apelu niemieckiej CDU przyczepili się tylko do punktu na temat wypędzonych, natomiast „pies z kulawą nogą” nie zauważył, że w tym samym oświadczeniu partia rządząca największym krajem w Unii zaapelowała o wstrzymanie dalszego rozszerzenia UE. Posypuję głowę popiołem, sama to pominęłam w swoim wpisie.

Fakt, nasi dygnitarze (prezydent, premier, minister spraw zagranicznych) gładko przełknęli pigułkę, która oznacza rezygnację z polskich aspiracji pełnienia roli „latarni morskiej” dla krajów położonych na wschód od granic Unii Europejskiej. Panie ministrze Sikorski, co z pańskim sukcesem? Co z inicjatywą „partnerstwa wschodniego”? Panie prezydencie, co z Gruzją i Ukrainą? Rozumiem, że dyskusja na ten temat jeszcze przed nami, że zaraz rozpoczniemy jakąś europejską ofensywę dyplomatyczną w tej sprawie, wykorzystując zbliżające się spotkanie Grupy Wyszehradzkiej w Wieliczce i rocznicę wyborów 4 czerwca? Mam nadzieję, oczekuję tego jako Polka, która pamięta „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej” z czasów pierwszej Solidarności, że polski rząd i polski prezydent okażą się godni historycznego dziedzictwa, na które będą się zapewne gęsto powoływać w okolicznościowych przemówieniach. Wtedy, we wrześniu 1981 r. „Solidarność” chciała wskazywać drogę narodom Europy Wschodniej, głupio by było, gdybyśmy dwadzieścia lat po zwycięstwie tego wielkiego ruchu społecznego okazali się mniej odważni i mniej wizjonerscy. Chcemy przypomnieć światu, że „zaczęło się w Polsce”. Oby nie okazało się, że na Polsce skończy się rozszerzenie Unii na Wschód, przy milczącej zgodzie polskiego rządu i polskiego prezydenta.

Niemieccy chadecy chcą okopać się w „Festung Europa” z dwóch zasadniczych powodów. Powód pierwszy: kasa. Zrozumiała w kryzysie chęć uniknięcia kolejnych wydatków „spójnościowych”, które trzeba by ponieść na rzecz nowych członków, analogicznie jak to było w przypadku byłej NRD, Polski, Czech, Słowacji, Bułgarii i Rumunii. Powód drugi: pozycja. Przyjęcie każdego kolejnego, zwłaszcza dużego, państwa to osłabienie Niemiec i Francji jako hegemonów w Unii. Wbrew temu, co pisze Rokita, nie jest to bynajmniej „wchodzenie w buty Jarosława Kaczyńskiego”. Niemcy realizują swój narodowy interes niezależnie od zmian u steru rządów w swoim własnym kraju. Mieliby jeszcze zwracać uwagę na to, kto rządzi w Polsce i w zależności od tego zmieniać strategiczne cele? Wolne żarty. Kaczyński nie musiał Niemców niczego w tej sprawie uczyć. Twierdzenie, że Niemcy w odezwie CDU opowiadają się po swojemu za „Europą ojczyzn” przeciw „brukselskiemu superpaństwu” obraża inteligencję autora tego porównania. „Brukselskie superpaństwo” przecież w większości Niemcy sami finansują. A kto to płaci – ten wymaga i dyktuje warunki. Ja rozumiem, że na użytek publiczności trzeba podkreślać równość wszystkich członków Unii Europejskiej, ale chyba Jan Rokita wie, że najgorsze dla polityka (którym kiedyś był) to uwierzyć we własną propagandę.

Naszym celem powinno być konsekwentne lobbowanie na rzecz dalszego poszerzenia Unii, właśnie dlatego, żeby tę hegemonię Niemiec, która jest bezdyskusyjna, spróbować przełamać. Ale do tego trzeba polityka na miarę Piłsudskiego a nie, za przeproszeniem, Kaczora Donalda.

pozdrawiam!

Jane
O mnie Jane

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka