Parlament Europejski jest nowym pałacem wersalskim. Po co "Ludwik Słońce" kazał rozbudować tę rezydencję? By zgromadzić w niej, niczym w złotej klatce, przedstawicieli rodów szlacheckich z całej Francji. Chciał ich związać materialnie i mentalne z majestatem. Tak, by czuli się od niego zależni pod każdym względem. Zamierzał w ten sposób stworzyć nową, lojalną elitę państwową.
Pozory życia politycznego w Parlamencie Europejskim przypominają dworskie intrygi szlachty wersalskiej. Nowe elity nie muszą tworzyć nowych idei. Nie o to chodzi. Można nawet dać im trochę władzy (wszak to absolutyzm „oświecony”) Tak jak europosłowie decydują dziś na przykład o arcyważnym zagadnieniu handlu powietrzem (prawa do emisji CO2), tak samo siedemnastowieczni mieszkańcy Wersalu cieszyli się jakimiś pozorami wpływu na rzeczywistość.
Tak samo wtedy, jak i teraz naprawdę istotne decyzje polityczne zapadają na innym szczeblu. Jednak nie w tym rzecz. Nawet jeśli wejdzie w życie traktat z Lizbony, który zwiększa kompetencje europarlamentu, to i tak będzie to tylko kolejny etap realizacji nadrzędnego celu, jakim jest wykreowanie nowej, europejskiej elity politycznej. Związanej z „europejskim suwerenem” materialnie, poprzez niebagatelne wynagrodzenia, i moralnie, poprzez wytworzenie poczucia „wspólnego losu”. Temu właśnie służą te wszystkie niekończące się debaty, podziały na „fakcje” i inne pozory uprawiania polityki parlamentarnej.
Ludwik XIV wiedział, że jeżeli nie zgromadzi przedstawicieli lokalnych elit pod jednym dachem, ci zawsze będą czuć większą lojalność wobec swojej prowincji niż wobec korony. To między innymi dzięki „złotej klatce Wersalu” proces scalania Francji w jeden organizm polityczny za Ludwika XIV dobiegł właściwie do końca. Skończyły się „frondy”, lokalne partykularyzmy i w ogóle wszelkie przejawy sprzeciwu wobec władzy centralnej.
Taką też rolę ma dziś spełnić Parlament Europejski. Przedstawiciele narodowych elit politycznych mają nauczyć się tu lojalności wobec projektu europejskiego i stopniowo oduczać lojalności wobec interesu narodowego kraju, z którego pochodzą. Żeby było jasne – nie krytykuję, tylko opisuję.
Spojrzenie na ostatnie wybory do europarlamentu z tej historycznej perspektywy pozwala ocenić we właściwych proporcjach te wszystkie „ochy” i „achy” polskich polityków, komentatorów i przedstawicieli środowisk opiniotwórczych obiecujących sobie czegóż tam nie dokonają w Brukseli i Strasburgu nasi doborowi europosłowie pod światłym przewodem sympatycznego skądinąd profesora Buzka.
pozdrawiam


Komentarze
Pokaż komentarze (5)