Pomknęliśmy z Bogną i dzieciakami do takiego ogrodu, w którym dzikie zwierzęta chodzą na wolności. Żyrafa wsadziła łeb do naszego auta, łoś takoż, małpy skakały po masce, tygrysy przechadzały się dziesięć metrów od nas oddzielone tylko szybą samochodu. Było cudnie, dzieciaki szalały, my też. Polecam to miejsce - Hodenhagen niedaleko Hannoveru.
I kiedy te małpy nas atakowały na ziemi niemieckiej, a myśmy nieświadomi niczego zarykiwali się ze śmiechu, w Salonie cuda się działy. Dowiedziałem się, że jestem lewicowcem, no a jeśli już nie ja, to Bogna na pewno. I jeszcze Kataryna zniknęła. Awantura na całego. Wczoraj rozmawiałem z naszą ulubioną blogerką z pół godziny przez telefon, przekonywałem na wszystkie możliwe sposoby, zobaczymy czy da się uprosić. Więcej nie mam siły i już chciałbym zakończyć ten wątek. Kilka odpowiedzi na dziesiątki propozycji (dzięki za to) naprawy sytuacji. 1. Nie będziemy dawać hurtem jak leci z automatu tekstów na stronę główną, bo dopiero wtedy Salon stanie się śmietnikiem. Spróbujemy natomiast coś wymyślić z tym wycinaniem, żeby ślad pozostawał. Dajcie nam chwilę. 2. Pracujemy też nad czymś bardzo poważnym, co zmieni Salon24 i w dużej mierze odda go miejsce w ręce blogerów. System, który chodzi nam po głowie jest skomplikowany, ale bardzo racjonalny. Sprowadza on się mniej więcej do tego, że najczęściej piszący i najbardziej cenieni przez innych blogerów użytkownicy Salonu będą mieć wpływ i na kasowanie i na stronę główną. Problem w tym, że stworzenie takiego mechanizmu wymaga bardzo dużo pracy i dużo pieniędzy. Musicie więc uzbroić się w cierpliwość. Nie obiecuję żadnego terminu, bo to nie jest sprawa na jutro. Ale zrobimy to. 4. Po klinknięciu w "zobacz więcej" na sg wyskakuje lista WSZYSTKICH napisanych ostatnio blogów. 4. Politycznych wycinanek nie ma i nie będzie, z Geremkiem to było nieporozumienie (źle zostały zrozumiane nasze intencje) i zostawmy to już. 5. Anonimowość oczywiście jest jak najbardziej dopuszczalna. 6. Męczcie Katarynę, Freemana i innych. Drzwi Salonu otwarte. P.S. I jeszcze coś. Sprawa pewnie nieważna dla większości, ale dla mnie bolesna, bo nie spróbuję barana i nie pogadam z tymi, z którymi pogadać chciałbym. Nicponiu, musze błagać o wybaczenie. Otóż w swojej demencji (Leski wie coś o tym) pamiętałem, że jeden mój znajomy opowiadał mi kiedyś, że ma innego znajomego właściciela stadniny koni, gdzieś pod Łomiankami, koło Warszawy. Czytałem na Twoim blogu, że Twoja stadnina to Lisieniec, byłem pewien, że to jest właśnie to miejsce. Nazwa brzmiała jakoś znajomo. Więc zapisałem się na imprezę. W sobotę po południu muszę być co prawda w Warszawie załatwiać jakieś sprawy, a w niedzielę o 11 rano znowu – tym razem w Loży w TVN 24. Ale nic to, z Łomianek to jakieś 20 km, zdążę przecież. No i dziś zacząłem planować, i szukać, gdzie ten Lisieniec.... O bólu..! Znajomy mojego znajomego to ma Wilczeniec a nie Lisieniec, a Lisieniec to pod Wrocławiem...I żadną siłą nie dam rady. Wyjdzie na to, że umykam, bo tam Freeman i inni dezerterzy będą. No a ja się gotowałem, że stawię mu czoła i przekonam, że nie warto dezerterować i przy tym baranie i paru flaszkach wyjaśnimy sobie to i owo...Nicponiu, Freemanie, proszę o wybaczenie. Nie dam rady. Ale chętnie przy każdej innej okazji, może gdzieś bliżej? Pozdrawiam z okazji 3 maja wszystkich blogujących, dezerterujących, hamletyzujących, szykujących się na konsumpcję nicponiowego barana i wszystkich innych.
Autor podcastu Układ Otwarty. Prezes niezależnego think tanku Instytut Wolności
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka