314 obserwujących
899 notek
3947k odsłon
  2522   0

Pan Janusz, Pan Maciej, Pani Grażyna

Proszę Was, powspominajmy w Salon24 tych, którzy odeszli. Napiszcie o swoich wrażeniach, kontaktach z Nimi. Jakimi ich zapamiętaliście.  Część z Was znała ich osobiście, wszyscy – znaliście ich z telewizji, gazet. Zróbmy cos dobrego, utrwalmy pamięć o nich. Nie zapomnijcie też wywiesić flagi z kirem. I postarajmy sie być razem. 

Poniżej kilka moich wspomnień, ostatnich wrażeń ze spotkań.

W poniedziałek miałem gościć Macieja Płażyńskiego w swoim programie w TVP Info. Byliśmy umówieni na 20.10. Bardzo żałowałem, że nie jest liderem politycznym, bo reprezentował ten sposób myślenia o życiu publicznym, który jest mi bliski. Traktował politykę poważnie. Nie był dobry w grach politycznych, w walkę o względy prezesa czy przewodniczącego. Nie był może charyzmatycznym liderem. Ale był bardzo doby w załatwianiu konkretnych spraw. Myślałem, że jego czas jeszcze może przejść. Że to jeden z tych, którzy mogliby kiedyś zostać premierem czy prezydentem. Miał doświadczenie, kompetencję, rozumiał, ze polityka do walka o dobro wspólne. Bardzo go szanowałem. Raz w życiu miałem przyjemność odwiedzić go w gdańskim domu.

Z Władysławem Stasiakiem ostatni raz rozmawiałem na jakiejś konferencji kilka czy kilkanaście dni przed katastrofą. On ją organizował, ja prowadziłem. Byłem zły na siebie, mogłem to zrobić lepiej. W przerwie podszedłem do niego i zapytałem, czy dałoby się zrobić coś z odznaczeniami dla działaczy NZS. Po tym jak prezydent przyznał ordery wielu działaczom, zrobiła się w środowisku byłych NZS-owców dość nieprzyjemna atmosfera, bo część, którzy na pewno zasłużyło, zostało pominiętych. Próbowałem namówić grupę kolegów, by zrobić jakąś akcję, powątpiewali, że to coś da. Powiedziałam o tym Stasiakowi, jego reakcja była natychmiastowa: „Panie redaktorze, proszę zróbcie listę i niech pan z tym przyjdzie. Coś z robimy”.  Taki właśnie był Stasiak. Przeprowadzałem z nim wiele wywiadów. Pamiętam, ze zawsze traktowałem go jako bardzo solidnego urzędnika, pozbawionego politycznej ikry. Był moment kiedy ewidentnie zaczął się przygotowywać do startu w wyborach na prezydenta Warszawy. Starał się być fighterem, w studiu telewizyjnym zachowywał się już inaczej. Nie byłem pewien czy nadaje się na politycznego gracza, bo on traktował wszystko wokół na poważnie, był tak uczciwy, tak solenny w swoich działaniach, w taktowaniu spraw. Kiedyś zaprosił mnie na obiad, rozmawialiśmy dużo o procesach społecznych, było to bardzo ciekawe spotkanie. Zapamiętałem jego dużą erudycję, która mnie zaskoczyła. Widać, że pracował bardzo dużo, był bardzo zmęczony a ciągle przerywał dygresjami na temat książek, które właśnie czytał.

Janusz Kochanowski. Miałem olbrzymią przyjemność, dziś myślę –zaszczyt – współpracować, dość często się spotykać, rozmawiać z Nim. Po ludzku lubiliśmy się. W poniedziałek w „Uważam Rze” będzie mój większy tekst o Panu Januszu.  Był niezwykłym urzędnikiem, tak dla wielu kontrowersyjnym. By był kontrowersyjny. Niebanalny. Bardzo dowcipny. Niespełna siedemdziesięciolatek o niebywałym temperamencie. Starł się rozmawiać ze wszystkimi. Namówił mnie, żebyśmy jako Slon24 wspólnie z Jerzym Owsiakiem propagowali „Codziennik prawny” – jego wielkie dzieło, które nie zostało dobrze rozpropagowane. Ale popracujemy jeszcze nad tym. Zaprosił mnie na „Przystanek Woodstock”. On dostojny, elegancki konserwatysta. Miał ogromny dystans do siebie. Na konferencji, tej , którą organizował Władysław Stasiak pokpiwałem z jego walki z minister Kopacz w sprawie szczepionek i wiedziałem, że On przyjmie to z humorem. On, siedemdziesięciolatek chłonął nowy świat, uwielbiał młodych ludzi, uczył się nowych technologii. Jak wiecie, był obecny w Salon24, sam pisał notki na twitterze. Kiedy i wdzieliśmy się ostatni raz zachwalał mi Google Street View, bo dzięki temu może oglądać dom swojej córki w Londynie. Uroczy, pełen ciepła człowiek. Bardzo oddany Polsce.

Bardzo lubiłem Panią Aleksandrę Natalii-Świat. Napisałem kiedyś jej sylwetkę „Uśmiechnięta twarz PiS”. Tak jak wiele rzeczy w PiS mnie drażniło, to pani Ola, było tym, co w tej partii najlepsze. Jasno formułowała myśli, była kompetentna, umiała iść na zwarcie, twarda polemikę, ale pozbawiona była agresji. Nie zajmowała się partyjnymi kiwkami, tylko budżetem.

Grażyna Gęsicka. To była prawdziwa ekstraklasa polskiej polityki. Pracowała dla kraju. Wcześniej współpracowała z Platformą, została ministrem w PiS. Znakomitym ministrem. A potem jedną z jej czołowych twarzy.  Zaczęła się uczyć politycznej walki. I była coraz bardziej ostra. Dojrzewała do politycznej pierwszej ligi. Myślę, ze była to osoba o największym potencjale w Prawie Sprawiedliwości. Możliwy premier, wicepremier.

 

Zbigniew Wasserman. Bardzo porządny, uczciwy człowiek z zasadami. Bardzo kompetentny. Chętnie się spotykał, znajdował czas. Pracowity. Atakowany z wielu stron. Także wewnątrz swojej partii. Miał ich chyba w PiS więcej niż PO. Mimo nagonki, był twardy i dalej robił swoje. Pozbawiony emocji, konsekwentny. Parł jak czołg do przodu.  Opuścił aparat sprawiedliwości, bo chciał go reformować z zewnątrz. Jeden z najbardziej porządnych ludzi w polskiej polityce. Dobrze rozumiał mechanizmy państwa,  widział zagrożenia. Wbrew przyklejonej mu metce wcale nie był obsesjonatem. Bardzo go ceniłem. 
 

Jerzy Szmajdziński. Nie był politykiem z mojej bajki, ale go szanowałem, bo był bardzo kompetentnym politykiem. Nie gadał bzdur. Miał startować w wyborach prezydenckich. Krótko przez katastrofą występowałem w jakimś programie telewizyjnym i kpiłem z tego, ze Szmajdziński się ukrył, ze nigdzie go nie widać, ze prowadzi kampanie w ukryciu. Wychodzę z budynku telewizji, dzwoni telefon. Wyświetla się nazwisko „Szmajdziński” . Myślę sobie, będzie się awanturował. A on bardzo spokojnie tłumaczył mi, ze właśnie słuchał i wymienił mi stacje telewizyjne, w których wystąpił w ostatnich dniach, wiece, które zorganizował, wywiadów, które udzieli. Był uprzejmy, dowcipny. Zrobiło mi się głupio. Przeprosiłem go, obiecałem, że odszczekam publicznie co powiedziałem. Kilka dni później miałem jeszcze audycje w radiu i na szczęście zdążyłem to zrobić. Z postkomunistami byłem zawsze w ostrym sporze. Nie mam wątpliwości, ze Jerzy Szmajdziński był jednym z najlepszych i najporządniejszych spośród nich.

Ach jeszcze przecież Aram Rybicki i Janusz Kurtyka. Dwaj tak porządni i zasłużeni ludzie, którzy w ostatnim czasie, byli w trudno zrozumiałym sporze. Pamiętam jak kilka godzin po wypadku ktoś mi powiedział: Aram z Kurtyką pogodzili się w tym samolocie. Na pewno. A jeśli nie w samolocie, to w drodze do świętego Piotra na pewno.

Nie napisałem o Lechu Kaczyński. Napiszę pewnie osobno.

Mógłby jeszcze długo o tych. Wspominajmy. To czas, by przywołać ich pamięć.

P.S. Polecam w dzisiaj rzepowym "Plusie-Minusie" mój tekst dedykowany rodzinom tych, którzy zginęli.

Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale