Właśnie spotkałem Józefa Oleksego. Ubrany był na czarno i wybierał się do Wojciecha Olejniczaka. Z czarnej teczki wyjął ładnie ręcznie napisaną rezygnację z członkostwa w SLD. W folii była też plastikowa legitymacja partyjna.
Mówił, że jest bardzo poobijany i że mu smutno. Na moją uwagę, że uchodzi za twardego, niezatapialnego polityka odpowiedział, że to dlatego, iż tyle razy już upadał i powstawał, że się przyzwyczaił. "Ale to boli. Prawie 30 lat tam działałem. Ale ja jeszcze wrócę, nie w partii, ale wrócę" – zapewnił i pojechał do Olejniczaka. To było koło 16.No to kończy się pewna historia.
Oleksy był krwią z krwi i kością z kości typowym liderem SLD. Były I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego, potem i szef partii, marszałek Sejmu i premier. Jeden z symboli polskiego postkomunizmu.
Dzisiaj jego kumple odsunęli się. Kwasniewski na wyraźnym drinku po wyjściu z samolotu zadeklarował do kamery, że chce go udusić. Ale podobno ktoś poważnie mu grozi. Oleksy myśli o ochronie. Bezwzględny świat. Powoli postkomuniści odchodzą. Tylko ten Olek chce wrócić, ale jakoś tak bez pomysłu. Ich czas już mija.
Autor podcastu Układ Otwarty. Prezes niezależnego think tanku Instytut Wolności
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Polityka