Blog
Nietypowy blog społeczno-polityczny, niekiedy pisany wierszem
Janusz Wojciechowski
167 obserwujących 1452 notki 3652190 odsłon
Janusz Wojciechowski, 23 sierpnia 2013 r.

Uwaga rodzice - zaczyna się sezon polowań na dzieci

Łowcy dzieci grasują i wybierają co słabsze ofiary, żeby je zabrać z ich rodzin

 

1. Ta wiadomość którą przeczytałem na jednym z portali, mrozi krew.

...Kuratorka sądowa zagroziła dziadkom pięcioletniego Maćka, że odbierze im chłopca, ponieważ jest za gruby. Jej wniosek trafił już do sądu, we wrześniu odbędzie się rozprawa.

- Kuratorka powiedziała przy Maćku: "Pasiecie go jak świnię". Mały się rozpłakał - opowiada pani Lucyna Łacina, która wspólnie z mężem od pięciu lat opiekuje się wnukiem...”

O tej sprawie był też wczoraj reportaż w telewizji publicznej. Pokazali pięcioletniego Maćka, rzeczywiście korpulentnego, jak milion innych polskich dzieci, ale ruchliwego i tulącego się do dziadków, którzy go kochają i opiekują się, bo mama z jakichś względów sama zająć się nim nie mogła.

Oderwanie go od tej miłości byłoby okrucieństwem z piekła rodem.

 

2. Na razie to tylko wniosek kuratorki sądowej, sąd podejmie decyzję we wrześniu. Ale sam wniosek napawa przerażeniem. Jeśli można zabrać dziecko, z tego powodu, że za dużo je, to można i z każdego innego. Drugie jest niejadkiem, to je zabiorą, ze jest za chude. Trzecie zabiorą, że jest za małe, czwarte że za duże, piąte, że za dużo siedzi przed komputerem, szóste, że nie ma komputera, siódme że się za mało uczy, ósme, że za dużo.... jak ktoś chce cudze dziecko zabrać, każdy pretekst jest dobry.

 

3. Przypadek Macka nie jest odosobniony. Nie zapomnę sprawy sprzed kilku lat, tez z Dolnego Śląska 10-letniego Pawła, którego zabrano matce do domu dziecka, bo matka za dużo się z nim modliła, zdaniem sądu. Sprawa była przedstawiana w programie p. Jaworowicz „Sprawa dla reportera” Dwa lata trwała walka o odzyskanie tego dziecka, chłopiec wyłysiał z tęsknoty i rozpaczy, a gdy wreszcie wrócił, rodzice w leku przed ponownym jego odebraniem wyjechali do Anglii i tam zostali.

W Pucku niedawno temu pięcioro dzieci zostało zabranych matce i oddanych płatnej rodzinie zastępczej. Dwoje z nich zostało w tej rodzinie zakatowanych na śmierć...

 

4. Listę innych przypadków podaje na swoim blogu bloger „Aleksander Degrejt”, w felietonie pod jakże trafnym tytułem „Nacjonalizacja dzieci”.

W kwietniu czwórkę dzieci, chłopców z których najstarszy miał cztery lata, a najmłodszy przyszedł na świat podczas ostatnich świąt wielkanocnych, odebrano matce w Poznaniu. Powód: trudna sytuacja materialna. „Decyzja o odebraniu chłopców była bardzo trudna, ale musieliśmy to zrobić, nie było innego wyjścia. Zawsze w takich sytuacjach kierujemy się dobrem dziecka” - powiedziała dziennikarzowi portalu „Onet.pl” Lidia Leońska, rzeczniczka Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. W ramach tego „kierowania się dobrem dziecka”, którego zawsze pełne gęby mają urzędnicy, rodzeństwo rozdzielono i umieszczono w dwóch różnych placówkach.

Również w kwietniu w Lublinie odebrano córkę matce gdyż ta... popadła w konflikt z personelem szpitala, w którym przebywały jej dzieci. Wszystko zaczęło się od tego, że u jej dwóch córek podejrzewano grypę żołądkową i zatrzymano je w szpitalu. Kobieta nie odstępowała dziewczynek, mimo że była niespełna pół roku po porodzie personel nie przydzielił jej łóżka ani w żaden inny sposób nie próbował jej pomóc. Kobieta trzy dni koczowała przy łóżeczku kilkumiesięcznej Małgosi doglądając równocześnie starszej córki. Kiedy przyniosła z domu kołdrę nie spodobało się to lekarzom. Kiedy dziewczynkę umieszczono na oddziale chorób zakaźnych szpitala we Wrocławiu tamtejszy personel już wiedział, że kobieta jest „dziwna”, że zachowuje się „niepokojąco”, oraz że jest „konfliktowa”. Powiadomili sąd, który stwierdził, że dobro dziecka jest zagrożone i nakazał umieszczenie go w placówce opiekuńczej.

W lipcu w Warszawie samotnej matce siłą odebrano dwójkę dzieci, jedenastoletniego syna i czteroletnią córkę. Druga córka, niespełna roczna, pozostała przy matce tylko dlatego, że podczas interwencji funkcjonariuszy pomocy społecznej wspieranych przez policję doznała urazu głowy – w wyniku szarpaniny matka trzymająca dziecko na ręku przewróciła się: „...funkcjonariusze policji przewrócili mnie wraz z dzieckiem. W wyniku upadku zostałam zraniona w łokieć, a głowa Hani została rozbita...” - relacjonuje kobieta. Najbardziej jednak kuriozalny był powód, dla którego urzędnicy zdecydowali się „przejąć” dzieci – otóż kobieta wyszła do sklepu pozostawiając młodsze rodzeństwo pod opieką najstarszego syna. To wystarczyło, by biurokraci dopatrzyli się zaniedbań i pozostawienia dzieci bez opieki.

I przykład najświeższy, a zarazem najbardziej niepokojący. Bydgoski sąd rejonowy nakazał odebranie i umieszczenie w placówkach opiekuńczych czwórki chłopców matce, gdyż ta „prawdopodobnie cierpi na depresję”. Kobieta nie czekając na interwencję i siłowe wykonanie nakazu ucieka wraz z dziećmi. O pośpiechu, w jakim opuszczała miejsce zamieszkania świadczyć mogą pozostawione w ogródku rowery i zabawki, nie było czasu na ich schowanie. Co się dzieje z kobietą i dziećmi? Tego nikt nie wie, policja prowadzi poszukiwania, ale na razie bez skutku. A jeżeli podejrzenie o depresję okaże się prawdziwe i kobieta zdecyduje się na podjęcie „decyzji ostatecznej” to, mogę się założyć, cała wina spadnie na pomoc społeczną i sąd, ale nie dlatego, że dzieci odebrał, ale dlatego, że nieskutecznie. Tymczasem właśnie decyzja o rozbiciu rodziny (bo jak inaczej ją nazwać) może spowodować nawrót choroby...”

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @CHEVALIER Bóg zapłać za dobre słowo, życzę wzajemnie Wesołych Świąt!
  • @Autor Skorzystam z uprzejmości gospodarza i napiszę w innej sprawie, która interesuje...
  • @AMSTERN Panie Amstern, proszę nikomu nie mówić, że kandyduję, bo ja moją kandydaturę...

Tematy w dziale