"Kup, pan, ustawę!" - "Sprzedaj, pan, ustawę!" - takimi właśnie skrótami można by (w pewnej przenośni) opisać to, o czym mówiono w dzisiejszym programie "Teraz MY". Zamieszczona przez "Onet" zapowiedź dzisiejszego odcinka zachęcała do obejrzenia.
Bez wchodzenia w dalsze szczegóły (być może, nagranie audycji zostanie udostępnione), można stwierdzić, że informacje - zwłaszcza podane przez pana świadka koronnego - o "ustawianiu" procesu prawotwórczego dla wielu osób mogły brzmieć zaskakująco? Jeśli - o ile coś takiego rzeczywiście miało miejsce - można "ustawić" tworzenie źródeł prawa, to dlaczego tak źle ocenia się (także w sądach) "ustawianie" meczy?
W teorii i - mam nadzieję - w oficjalnej praktyce politycznej ceni się jawność tworzenia prawa. Może zatem jakimś sposobem zapewniania obywatelom (wyborcom) dostępu do informacji o tym "po ile idą ustawy" byłoby "ustawianie" procesu prawotwórczego w serwisach aukcyjnych, np. "Allegro", lub "eBay". Każdy z tych serwisów - dzięki swym odpowiednikom (wariantom) w innych państwach - umożliwia handlowanie ponad granicami państw. "Wystawianie" projektów ustaw (ewentualnie rozporządzeń) na aukcjach mogłoby z "ustawiania" procesu prawotwórczego uczynić zjawisko swoiście ponadnarodowe.
Serwis "Allegro" umożliwia handlowanie z opcją "Kup teraz", która ułatwia szybką orientację w oczekiwaniach (zwłaszcza finansowych) sprzedającego. Opcja "Kup teraz" występuje również w serwisie "eBay". Gdyby oferent preferował tradycyjne licytowanie, to każdy użytkownik serwisu aukcyjnego mógłby śledzić przebieg aukcji za pomocją opcji "obserwuj". Zainteresowani mieliby dostęp do wielu informacji na bieżąco. Mogłaby na tym stracić prasa. Któż kupowałby gazetę, w której drukuje się zapis podsłuchów telefonicznych, jeśli miałby on-line ustawiony podgląd aukcji i wiedziałby szybciej od dziennikarzy, "po ile idzie ustawa"?
Oczywiście powyższa - nieco futurystyczna - wizja stanowiłaby wyzwanie dla przedstawicieli różnych nauk, w tym prawnych - zwłaszcza dla badaczy tworzenia prawa. Ale to już problem naukowców, a nie uczestników "aukcji".


Komentarze
Pokaż komentarze