W „Teraz My” Aneta Krawczyk opowiedziała, że asystent posła Łyżwińskiego – lekarz weterynarii – wstrzyknął jej środek przeznaczony dla zwierząt wywołujący przedwczesne skurcze porodowe. Miał to robić, by uśmiercić dziecko, którego domniemanym ojcem – według Krawczyk – jest Łyżwiński.
Na szczęście dziewczynka, chociaż przedwcześnie, urodziła się i po umieszczeniu w inkubatorze została utrzymana przy życiu.
Już po porodzie poseł stwierdził, że Krawczyk ma rozgłosić, że nie wie, kto jest ojcem dziecka, bo zostało poczęte na imprezie, na której wypiła za dużo alkoholu.
Chciałbym wierzyć, że to wszystko nie zdarzyło się. Jeśli jednak opowieść Krawczyk potwierdzi się, to nie pozostaje nic innego jak stwierdzenie, że polityka to gnojówka, a ludzie, którzy ją w taki sposób uprawiają, powinni spędzić resztę życia zanurzeni w szambie.
Tam jest ich miejsce.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)