Samoobrona jest bliska całkowitej kompromitacji. Nawet jeśli nie zostanie pogrążona przez zeznania Anety Krawczyk, to wystarczy posłuchać linii obrony, jaką przyjęli posłowie, by ostatecznie się przekonać o osiągniętym przez nich dnie. „Jurne chłopy”, „marnie się ceni”, „każde dziecko z innym ojcem”, „zależność aktu seksualnego od przetrwania gatunku” (to już Filipek nie o Anecie K.), czyli – przepraszam za wyrażenie – chamstwo i buractwo w najgorszym wykonaniu. I te lwice Samoobrony wypinające mężnie pierś w obronie swoich panów i nieskażone żadną refleksją na temat moralności tych, których bronią.
Kompromitacja Samoobrony to także kompromitacja PiS, który ma ogromny kłopot nie tylko z tym, co zrobić w tej sprawie, ale nawet, co i jak o tym mówić. Jacek Kurski przyznał, że parlamentarzyści PiS otrzymali SMS-y z poleceniem powstrzymania się od komentarzy.
Premier powiedział, że „nie widzi możliwości współpracy z osobami, które dopuściłyby się takich czynów.” Czy można mu wierzyć, skoro kilka miesięcy wcześniej twierdził, że "nigdy więcej nie wolno już rozmawiać z ludźmi o marnej reputacji"? A może po raz kolejny uzna, że cel uświęca środki, czyli za każdą cenę trzeba budować IV RP? A dla szczytnego celu nie warto przejmować się takimi imponderabiliami, jak korupcja, fałszowanie podpisów, molestowanie seksualne, czy też weksle, o których dziwnym trafem ostatnio cicho sza.
Ciekawe, czy ktoś jeszcze pamięta, jak w czasie kryzysu wywołanego „taśmami Beger” Lepper proponował Tuskowi swoje poparcie w głosowaniu nad wotum nieufności wobec rządu Kaczyńskiego i utworzenia tak zwanego rządu ekspertów? Wielu polityków i komentatorów miało za złe Tuskowi, że nie zgodził się na takie rozwiązanie i nie wykorzystał szansy odsunięcia PiS od władzy (inna sprawa, ze różne były intencje tego pchania Tuska w objęcia Leppera). Jednak dla Tuska, którego często oskarża się o brak sprawności i skuteczności politycznej, nawet w polskiej polityce są pewne granice, których nie można przekroczyć.
Po prostu nie godzi się babrać w błocie z Samoobroną.
Kompromitacja Samoobrony to także kompromitacja PiS, który ma ogromny kłopot nie tylko z tym, co zrobić w tej sprawie, ale nawet, co i jak o tym mówić. Jacek Kurski przyznał, że parlamentarzyści PiS otrzymali SMS-y z poleceniem powstrzymania się od komentarzy.
Premier powiedział, że „nie widzi możliwości współpracy z osobami, które dopuściłyby się takich czynów.” Czy można mu wierzyć, skoro kilka miesięcy wcześniej twierdził, że "nigdy więcej nie wolno już rozmawiać z ludźmi o marnej reputacji"? A może po raz kolejny uzna, że cel uświęca środki, czyli za każdą cenę trzeba budować IV RP? A dla szczytnego celu nie warto przejmować się takimi imponderabiliami, jak korupcja, fałszowanie podpisów, molestowanie seksualne, czy też weksle, o których dziwnym trafem ostatnio cicho sza.
Ciekawe, czy ktoś jeszcze pamięta, jak w czasie kryzysu wywołanego „taśmami Beger” Lepper proponował Tuskowi swoje poparcie w głosowaniu nad wotum nieufności wobec rządu Kaczyńskiego i utworzenia tak zwanego rządu ekspertów? Wielu polityków i komentatorów miało za złe Tuskowi, że nie zgodził się na takie rozwiązanie i nie wykorzystał szansy odsunięcia PiS od władzy (inna sprawa, ze różne były intencje tego pchania Tuska w objęcia Leppera). Jednak dla Tuska, którego często oskarża się o brak sprawności i skuteczności politycznej, nawet w polskiej polityce są pewne granice, których nie można przekroczyć.
Po prostu nie godzi się babrać w błocie z Samoobroną.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)