Lech Kaczyński, ponoć inteligent z Żoliborza, postanowił pokazać wykształciuchom wszelkiej maści gdzie ich miejsce, nazywając jedną z dziennikarek „małpą w czerwonym”.
Pytany w tej sprawie odmówił komentarza twierdząc, że „"była to jedynie prywatna wymiana zdań". Łaskawie stwierdził, że w prywatnych rozmowach różnie nazywa ludzi. Zabłysnął jeszcze swoim niewątpliwym urokiem osobistym mówiąc, że nie miał na myśli urody dziennikarki, bo w tej kwestii jest dokładnie odwrotnie.
No cóż, mamy takiego kartofla, jakiego sobie wybraliśmy.
Pytany w tej sprawie odmówił komentarza twierdząc, że „"była to jedynie prywatna wymiana zdań". Łaskawie stwierdził, że w prywatnych rozmowach różnie nazywa ludzi. Zabłysnął jeszcze swoim niewątpliwym urokiem osobistym mówiąc, że nie miał na myśli urody dziennikarki, bo w tej kwestii jest dokładnie odwrotnie.
No cóż, mamy takiego kartofla, jakiego sobie wybraliśmy.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)